Świąteczno-noworoczny okres w Gdyni i Niemczech


Moje życie ułożyło się w ten sposób, że okres Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra spędzam zazwyczaj w Trójmieście, a dokładnie Gdyni, gdzie mieszkają moi teściowie. W tym roku, razem z żoną, przedłużyliśmy sobie czas wolny, żeby po nowym roku udać się jeszcze do Niemiec, do przyjaciół, którzy wyprowadzili się za naszą zachodnią granicę już kilka lat temu. Poza świątecznym obżarstwem udało się nam podążyć także tropem innych – choć powodu braku czasu niewielu – atrakcji kulinarnych, stąd ten wpis. Kilka dni poza Wrocławiem, kilka ciekawych miejsc z niezłym jedzeniem.

Na początek jednak jeszcze małe nadrobienie zaległości. W Trójmieście byliśmy także we wrześniu, ale nie udało mi się wrzucić wpisu wtedy, więc teraz kilka fotek i mały opis, pozwalający na chwilę wrócić do słonecznych dni.

gdynia 3

Wrześniowe słońce zachęciło nas do spaceru po Bulwarze Nadmorskim w Gdyni, a przy okazji napicia się małej kawki w niezwykle urokliwej o tej porze roku restauracji Minga. Po spacerze z kolei wypadałoby coś zjeść, więc tym prędzej udaliśmy się do ulubionej od lat smażalni w Gdynii – Baru Pomorza, umiejscowionego na kutrze w porcie. Od zawsze – świeża rybka, smaczne dodatki, a ceny, no cóż – trójmiejskie.

gdynia 5

Jeśli ktoś woli jedzenie w sieciówkach, w lecie na Skwerze Kościuszki rozkłada się sezonowy Starbucks i KFC. Pomimo obecności w pobliżu kilkunastu smażalni i innych restauracji, sieciowe bary na brak klientów nie narzekały.

gdynia 4

Z kolei dla desperatów istnieje jeszcze inna opcja, a mianowicie – ciągle obecne budki z fastfoodami rodem z minionej epoki.

gdynia 2 gdynia 6

Nie samymi rybami jednak człowiek żyje, więc kolejnego dnia udaliśmy się, jakżeby inaczej, na burgera. Nie byle jakiego burgera, bo polecanego przez wszystkich burgera z baru Śródmieście.

gdynia srodmiescie 1 gdynia srodmiescie 2 gdynia srodmiescie 3 gdynia srodmiescie 4

Fajne miejsce, nieco na uboczu, ale mimo to w centrum Gdyni. Usiedliśmy na zewnątrz, w przyjemnym ogródku w małej uliczce. Menu obejmuje głównie burgery i sanwiche. Wybieram tego pierwszego, a dokładniej mówiąc Klasyka za 21 zł.

Burger klasyczny, czyli bekon, cheddar, sałata, ogórek konserwowy, cebula czerwona i ketchup z majonezem. Świetna, maślana bułka, która do samego końca utrzymała wszystkie składniki, okazała się tylko jednym z dwóch najważniejszych składników. Drugim oczywiście był porządny kawał średnio wysmażonej wołowiny, która została doskonale doprawiona. Do tego idealnie wypieczony bekon i chrupiąca sałata. Bardzo dobry zestaw, niesamowicie sycący, no i potwierdzający, że burgery w Śródmieściu to trójmiejska czołówka.

Mam nadzieję, że nie znudził was ten wakacyjny wstęp i znajdziecie jeszcze resztkę sił na zerknięcie na nasze świąteczno-noworoczne kulinarne podboje.

Na początek, tuż po świętach, właściwie niemal od stołu, wybraliśmy się meksykańskiej Restauracji Pueblo. Dziwne to, ale dotychczas nie mieliśmy okazji odwiedzić tej uznawanej za jedną z najlepszych trójmiejskich restauracji. Wokół Pueblo krążą niemal legendy, przez co znalezienie stolika w tym miejscu graniczy niemal z cudem. Jak się okazało, cuda się zdarzają, a kelner poinformował nas, że mamy stolik na godzinę.

Gdynia 2

Na stoliku czekał już na nas talerzyk z chipsami i salsą pomidorową, a po chwili otrzymaliśmy karty. Wybór dań jest spory. Na przestudiowanie menu poświęciliśmy sporo czasu, aż ostatecznie wybraliśmy dość standardowo. Na początek zupy – Crema de Frijoles i Crema de Elote y Pollo. Obie w wersji 200 ml za 8 zł.

Gdynia 4

Crema de Elote y Pollo, a więc krem z kukurydzy z kurczakiem. Zupa kukurydziana to zazwyczaj nie moja bajka, ale ta była genialna. Gęsta, wyraźnie kukurydziana, ale tak doprawiona, że słodycz nie zamulała. W środku sporo kawałków podsmażonego kurczaka, a do tego grzanki. Zaczęło się z wysokiego C.

Gdynia 3

Co ważne, z każdą chwilą było coraz lepiej. Crema de Frijoles, czyli krem z czarnej fasoli zwyczajnie rozłożył mnie na łopatki. Niezwykle wyrazisty smak, mnóstwo kolendry i wyczuwalna struktura kremu. Genialna zupa.

Gdynia 5gdynia 9

Przed podaniem dań głównych na stoliku wylądowały gotowe, ale oryginalne meksykańskie sosiki oraz sałatka ze świeżych warzyw.

gdynia 1

Mój wybór padł na ostrą Chimichangę (32 zł), a dokładniej chili con carne z cheddarem w chrupiącej, zgrillowanej tortilli. Na talerzu znalazł się także ryż w delikatnie słodkim sosie pomidorowym, a także pasta z czerwonej fasoli oraz śmietana. Farsz tortilli może do najostrzejszych nie należał, ale smakował wybornie. Niezwykle aromatyczne danie, no i ogromny plus za dużo kolendry i kminu rzymskiego.

gdynia 10

Żona zdecydowała się na Burrito a la Sinaola (34 zł). Doskonale wysmażone polędwiczki wieprzowe zostały owinięte w tortillę, a następnie podpieczone w towarzystwie fasoli, cebuli i sera. Doskonałe, aromatyczne mięso, chrupiący placek i – podobnie jak w przypadku Chimichangi – świetny ryż.

Wizyta w Pueblo wypadła nawet lepiej, niż się tego spodziewaliśmy. Jedzenie jest pyszne, o wiele lepsze od tego z wrocławskich a’la meksykańskich restauracji (Mexico Bar, The Mexican).

Pomiędzy świętami a wyjazdem do Niemiec bawiliśmy się jeszcze na domowym sylwestrze, który przemienił się trochę w kinderbal, ponieważ każda z obecnych par przybyła ze swoimi pociechami. Oczywiście trunków tylko dla dorosłych także nie zabrakło.

gdynia 13

Każdy zadbał też o odpowiednią oprawę gastronomiczną, dzięki czemu przekrój przystawek, przekąsek oraz dań głównych był naprawdę spory.

gdynia 6 gdynia 7 gdynia 8 gdynia 11 gdynia 12

Nowy Rok nadszedł jednak szybko, a wraz z nim od dawna wyczekiwana i zapowiadana wizyta u przyjaciół w Niemczech. Dokładniej mówiąc we wschodnich Niemczech, 60 km od Szczecina w malutkiej miejscowości Ueckermünde.

Już kiedy zbliżaliśmy się do granicy, można było poczuć, że znajdujemy się w niedalekiej odległości kraju, w którym kebab jest “narodową” potrawą.

niemcy 3

Po dojechaniu na miejsce, pierwsze kroki skierowaliśmy do wszechobecnych dyskontów, które asortymentem specjalnie nie zaskakują. Właściwie to jest on taki, jak w Polsce, poza oczywiście jednym wyjątkiem – wurstami, występującymi w każdej postaci.

niemcy 5 niemcy 6 niemcy 22

Na szczęście Niemcy to także moje ukochane żelki.

niemcy 4

Zakupiliśmy spore zapasy, a do tego zaopatrzyliśmy się w produkty niezbędne do wyprawienia polskiego wieczoru. Oczywiście część rzeczy nabyliśmy jeszcze po polskiej stronie, aby było nieco prawdziwie. Jako że gospodarze to – podobnie jak ja – wielbiciele klimatów związanych z PRL-em, na stole, w towarzystwie wódeczki nie zabrakło gzika, galarety, no i naturalnie ogórka kiszonego.

niemcy 8 niemcy 12

Posiedzieliśmy, pojedliśmy, powspominaliśmy, aby już z samego rana dnia kolejnego zażyć nieco ruchu. Udaliśmy się na wycieczkę rowerową nad Zalew Szczeciński, aczkolwiek wcześniej wstąpiliśmy do jednego z wielu Getränkemarkt, gdzie zaopatrzyliśmy się w odpowiednie napoje, wprost z miejscowych browarów Meklemburgii.

niemcy 14

Może i nie jest do końca normalnym piwkowanie o tej porze roku, ale styczeń przywitał nas piękną pogodą, więc zimne piwko na plaży w Ueckermünde, zaskakującosprawiło nam sporo radości, a dodatkowo przywołało wspomnienia z czasów szkolnych, kiedy to łyk zimnego napoju z procentami piło się w ukryciu.

niemcy 13

Nie od dzisiaj wiadomo, że piwo wzmaga apetyt, co tylko przyspieszyło naszą decyzję o metodycznym zbadaniu miejscowych barów z kebabami. Jakby na potwierdzenie faktu, że kebaby rządzą w Niemczech, niech świadczy ilość tego typu barów w 10-tysięcznym miasteczku. Było ich spokojnie ponad dziesięć.

Na początek jednak miejsce, do którego tylko podjechaliśmy, ale widząc dziwną mieszankę azjatycko-turecką, pojechaliśmy dalej.

niemcy 15

Wiele nie ujechaliśmy, kiedy znaleźliśmy się na niewielkim ryneczku, wokół którego skupia się większość gastronomicznych lokali w Ueckermünde. Pierwszy strzał, i od razu zaskoczenie, choć tak naprawdę polskie ślady nie powinny nas w tym miejscu specjalnie dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę bliskość naszego kraju oraz całkiem niemałą kolonię naszych rodaków w tym regionie.

niemcy 9

Tuż po wejściu – lekki zawód, bo dostępne było tylko mięso z kurczaka. Skoro jednak już weszliśmy, na próbę wzięliśmy Donera, a więc opiekanego i ściętego kurczaka w pszennej tortilli za 3,50 euro. Cena bardzo znośna, podobnie jak i samo jedzenie, choć bez wielkich rewelacji.

niemcy 11

niemcy 10

Porcja była ogromna, w przypieczonej tortilli znalazło się mnóstwo soczystego kurczaka oraz świeżych warzyw, a całość została zalana dwoma sosami – ostrym i czosnkowym. Co tu dużo mówić – przy takiej cenie – warto, ale nie zostaliśmy niczym zaskoczeni, a podobne dania jadałem w Polsce.

Pewien niedosyt tylko rozbudził mój apetyt, więc przyjaciele zabrali nas do ich ulubionej kebabowni, malutkiej, z zaledwie dwoma stolikami, ale niezwykle obleganej. Właśnie kolejka zwróciła moją uwagę, chociaż na nasze szczęście większość klientów zabierało jedzenie na wynos. Przemiał, jak na takie miasteczko, ogromny. No i była baranina.

niemcy 16 niemcy 17

Ceny ponownie pozytywnie nas zaskoczyły, więc czym prędzej zabraliśmy się za składanie zamówienia. Wybraliśmy duży Donerteller za 6,50 euro z baraniną oraz Chicken Doner za 3,50 euro. Ta druga pozycja wyglądała właściwie identycznie, jak w poprzednim barze, tyle że mięso było o wiele smaczniejsze. Porcja oczywiście ogromna.

niemcy 21

Głównym punktem była jednak talerz baraniny i frytek. Właściwie to frytki stanowiły jedynie tło dla mięsa.

niemcy 19 niemcy 20

Bez dyskusji – najlepszy kebab, jakiego jadłem w życiu. Wyrazisty smak mięsa, które zostało ścięte wprost na talerz, przebijał wszystko co do tej pory jadłem w Polsce. Sos czosnkowy wystąpił na szczęście w śladowych ilościach, dzięki czemu nie zdominował genialnego smaku baraniego kebabu. Wypas.

Jeszcze na długo zapamiętam smak tego fantastycznego kebabu, ale niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Po trzech dniach na obczyźnie, udaliśmy się w drogę powrotną. Mieliśmy jeszcze w planach kilka miejsc w Berlinie, ale pogoda dość skutecznie storpedowała nasze plany.

niemcy 2

W stolicy Niemiec udało się tylko wstąpić do przypadkowego baru z kebabami, gdzie ponownie załapaliśmy się na baraninę. Tym razem nie zachwyciła nas jak ta z Ueckermunde, ale jeszcze raz było smacznie, i wcale nie drożej, bo zestaw na talerzu kosztował 6 euro.

niemcy 1

Obsługujący nas Turek, kiedy tylko wyczuł akcent, natychmiast przeszedł na nasz język, podpytując czy chcemy baraninę, czy kurczaka.

Tym samym, nasza przygoda świąteczno-noworoczna dobiegła końca, a do Wrocławia wróciliśmy pełni ciekawych kulinarnych wspomnień. Na pewno w pamięci pozostanie świetny kebab, a także pyszne jedzenie w gdyńskim Pueblo. Takiej meksykańskiej restauracji w stolicy Dolnego Śląska brakuje od zawsze, o kebabie z baraniny nie wspominając.

Przy okazji przypomnę także, że Wrocławskie Podróże Kulinarne biorą udział w konkursie na Blog Roku 2014. Aby pomóc nam w zajęciu jak najwyższego miejsca, wystarczy wysłać jednego SMS-a o treści E11172 pod numer 7122. Wartość SMS-a to 1,23 zł, a dochód zostanie przekazany na Fundację Dzieci Niczyje.

socialImgUn

Total 1 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments