Weekend w Karpaczu. Jedzenie, Skijoering, jedzenie.


Do Karpacza jeździliśmy zazwyczaj weekendowo na narty i snowboard, ale, jako że pół roku temu urodził się nasz młody Kazik, tegoroczna wizyta w górskim miasteczku sprowadziła się do powdychania świeżego powietrza, spacerów i oczywiście jedzenia. Dodatkowo znajomi, z którym pojechaliśmy, od kilku lat mają problemy z kolanami,, więc o nartach mogą zapomnieć. Zjeżdżanie ze stoku odłożyliśmy na bok, skupiliśmy się na wyżej wspomnianych uciechach oraz spotkaniu z przyjacielem, rodowitym mieszkańcem Karpacza, a także jego udziale w bardzo ciekawych, aczkolwiek jeszcze niezbyt popularnych, zawodach w Skijoeringu.

Jeżdżąc do Karpacza od ponad dekady, mniej więcej wiemy, gdzie warto zjeść, a które miejsca raczej omijać. Zresztą warto w tej kwestii słuchać tubylców, wśród których mamy sporo znajomych. Przede wszystkim przestrzegają przed jedzeniem w restauracjach, a właściwie knajpach umiejscowionych przy głównym deptaku. Rządzą tam drewniane chatki z „góralskimi” potrawami, których menu właściwie w całości smaży się ciągle na wielkich patelniach. Skoro jednak jesteśmy przy ścisłym centrum, nie można sobie odpuścić wizyty w legendarnej Lodziarni Sopelek, działającej w tym miejscu od 1973 roku.

karpacz 16 karpacz 17

Lody wybitne, niepowtarzalne, od lat smakujące dokładnie tak samo, a już bita śmietana wyrasta zdecydowanie ponad wszystkie inne. Aha, nie zdziwcie się, kiedy zobaczycie kolejkę, która zakręca kilka razy. Nie ma znaczenia czy jest zima, czy lato. Kolejki przy Sopelku są już elementem historii Karpacza.

Nie samymi deserami jednak człowiek żyje. Już przed przyjazdem mieliśmy konkretne plany jakie miejsca odwiedzić, które oczywiście szybko zweryfikowało życie. Na pierwszym miejscu naszej listy znajdowała się restauracja U Petiego. Znamy ją od lat, jedzenie jest smaczne, a położenie genialne – w połowie stoku Kolorowa. Niestety, wieści o dobrej renomie Petiego rozeszły się na tyle, że nawet znajomości nie pomogły nam w zarezerwowaniu stolika przez cały weekend. Podobnie rzecz się miała z serwującym typowo domowe obiady, położonym nieco na uboczu, ale zapewniającym smaczne jedzenie Barem Wrzos.

karpacz 18

Tutaj także natrafiliśmy na opór w postaci tłumów oraz braku śniadań. Właśnie, lokali oferujących śniadania w Karpaczu za wiele nie znaleźliśmy, dlatego musieliśmy się zadowolić porannym posiłkiem w restauracji Astoria, zaskakującej już na wejściu ciekawymi opcjami w menu.

karpacz 19

Jeszcze ciekawiej było w samej karcie.

karpacz 20

Na szczęście przyszliśmy tylko na śniadanie, w dodatku zmuszeni głodem oraz płaczem dziecka. Zwyczajnie potrzebowaliśmy już gdzieś przystanąć, a akurat Astoria posiada przyjemny ogródek ze stolikami. Ceny śniadań do najniższych nie należą, ale też nie nastawialiśmy się nic innego przyjeżdżając do Karpacza w środku sezonu.

karpacz 21 karpacz 22

Żona ze znajomymi zdecydowali się na jajecznicę na szynce z dodatkami za 15 zł. Ja poszedłem w bardziej obiadową stronę, zamawiając uwielbiany przeze mnie zestaw – barszcz z krokietem.

Jajecznica trochę za bardzo ścięta, ale przy takim głodzie nie należało narzekać. Porcja całkiem spora, jak najbardziej do najedzenia się. Mój krokiet został usmażony w głębokim tłuszczu i okazał się strzałem w dziesiątkę. Mocno wypchany kapustą z grzybami, dobrze doprawiony i nieźle komponujący się z – jak na mój gust – zbyt delikatnym, bardzo warzywnym barszczem. Nie pasowało mi tylko jedno – wszechobecna rukola.

Po śniadaniu wybraliśmy się na spacer w stronę Hotelu Gołębiewski, gdzie na stoku obok swoją szkółkę narciarską prowadzi nasz przyjaciel. Pogoda nam sprzyjała, słońce pięknie świeciło, więc z przyjemnością poczekaliśmy aż skończy swoją lekcję i napije się z nami kawki w barze przy stoku.

karpacz 11

Jak to w górach, kiedy doszliśmy do baru, pogoda odwróciła się o 180 stopni i zaczął padać śnieg. Nie zrażeni, zasiedliśmy na ławeczkach na zewnątrz, wentylując siebie oraz dziecko. Menu specjalnie nie zaskoczyło, było typowe dla tego rodzaju przybytków obok stoku. Piwko, zupka, frytki. Podobny zestaw zamówiliśmy, nie spodziewając się wielkiego szału.

karpacz 12

Zupy jednak mocno pozytywnie zaskoczyły. Zarówno pomidorowa, jak i żurek były bardzo esencjonalne, dobrze doprawione i po prostu smaczne. Idealne na rozgrzewkę pomiędzy zjazdami.

Głównym punktem dnia miały być zawody w Skijoeringu, w których, pokrótce chodzi o to, aby jak najszybciej znaleźć się na mecie. A kto ma się tam znaleźć? Motocyklista ciągnący za sobą na linie narciarza. Całość wygląda efektownie, co można zobaczyć na poniższym filmiku.

Nie za bardzo rozpieszczała nas jednak pogoda. Zawody rozpoczęły się o 17, zakończyły po 23, a w międzyczasie temperatura spadała bardzo szybko, osiągając kilka stopni poniżej zera. Punkty gastronomiczne ograniczały się do serwowania kiełbasy z grilla, którą początkowo gardziliśmy, żeby po dwóch-trzech godzinach jeść ze smakiem. Tym bardziej, że co chwile wzmacnialiśmy się mniejszym lub większym łyczkiem Jamesona, a następnie Śliwowicy, której buteleczkę sprezentowali nam znajomi.

karpacz 23

Człowiek, dla którego zjawiliśmy się na karpackim stadionie, odpadł dość szybko, więc pozostało nam napić się jeszcze trochę i kibicować pozostałym.

Foto - photez.pl

Foto – photez.pl

Po ciężkim wieczorze, trudno było podnieść się w niedzielny poranek z łóżka. Dlatego też za jedzenie zabraliśmy się dopiero po południu, za to udało nam się skonsumować dwa obiady w innych miejscach.

Na pierwszy rzut poszła malutka restauracyjka Pod Jesionami, sąsiadująca z ogromnym i będącym cholernie nie w naszym stylu Hotelem Gołębiewski. To miejsce doradzili nam instruktorzy, którzy stołują się tam codziennie. Na stolik musieliśmy chwilę poczekać, po czym zabraliśmy się za wybieranie dań.

karpacz 13 karpacz 14 karpacz 15

Pierwszy szok – ceny. Kurcze, nie wierzyłem, że znajdę w Karpaczu, uznawanym na mały kurort, miejsce, w którym zjem za tak niewielkie pieniądze, smacznie, a w dodatku napiję się piwa za pięć złotych. Tak, za PIĘĆ. Nieważne, że to komercyjne piwo. Za tyle to nie piłem piwa od dawna.

Tradycyjnie zamówiłem barszcz z krokietem (8 zł), kumpel postawił na niedzielny rosół (5 zł). Wybór dań głównych jest spory, królują dania klasyczne, z pierogami na czele. Wybrałem niedzielnie, kacowo, a więc smażonego fileta drobiowego z frytkami i surówką w zestawie (16 zł), podobnie jak żona.

karpacz 6 karpacz 7

Rosół świetny, bardzo aromatyczny, z dużą ilością pietruszki. Krokiet genialny, jak w domu, przysmażony na patelni, ale prawdziwą furorę zrobił barszcz. Mocno doprawiony, czosnkowy, idealny.

karpacz 8 karpacz 9 karpacz 10

Prostota przede wszystkim, bez udziwnień. Dania bardzo smaczne, może nie za wielkie, ale porcje wystarczające. Zdecydowanie wygrała nasza znajoma, która zamówiła smażony ser z frytkami. Otrzymała dwa spore kawałki panierowanej mozzarelli posypanej mieszanką przypraw na bazie papryki mielonej. Jako miłośnik smażonego sera, zdecydowanie polecam.

Kiedy zbieraliśmy się już powoli do powrotu do Wrocławia, zadzwonił nasz przyjaciel, zapraszając do swojej ulubionej włoskiej restauracji – Oro Cavallo. Miłośników jedzenia dwa razy prosić nie trzeba było, więc z chęcią skorzystaliśmy z okazji skosztowania podobno najlepszej pizzy w Karpaczu.

karpacz 1

Restauracja przyjemna, łącząca w sobie wewnątrz zarówno włoskie klimaty, jak i te górskie. W menu znajdziemy pizzę, makarony, przystawki oraz dania mięsne i z owoców morza. Najedzeni już jednym obiadem zamówiliśmy dwie pizze na cztery osoby, natomiast znajomi, do których dołączyliśmy wybrali nieco poważniej – steka i makaron z owocami morza.

karpacz 3 karpacz 4

Makaron na plus, sporo skorupiaków, delikatny sos pomidorowy, czosnek i pietruszka. Wołowina z kolei wylądowała na talerzu w ilości bardzo okazałej, leciutko muśnięta ogniem, różowa w środku i polana zredukowanym sosem z czerwonego wina. Kolejna smaczna pozycja.

karpacz 2 karpacz 5

Przyjechać z Wrocławia, miasta pizzeriami stojącego, do Karpacza i zjeść pizzę, to mały wstyd. Skoro jednak znajomi namawiają, opowiadają o świetności miejscowych placków, ciężko odmówić. Faktycznie, zarówno pozycje z rukolą, ze szpinakiem, jak i ostra, i z zielonymi oliwkami wypadły okazale. Lekkie, cieniutkie ciasto, nie narzucający się sos i wysokiej jakości dodatki. Takiej pizzy nie odmówię nigdy.

Karpacz może i kulinarnie nie zaskoczył, ale udało się znaleźć kilka miejsc z przyzwoitym jedzeniem, gdzie warto wpaść zarówno po nartach i spacerze. Jak na miejscowość zdominowaną przez turystów i nastawioną na zarabianie na nich, ceny nie zwalają z nóg, a jeszcze lepiej jest z tym w Barze Wrzos, którego tym razem nie odwiedziliśmy. Niewątpliwie warto podejść na loda do Sopelka, będącego tak kultowym miejscem, jak Bar Witek we Wrocławiu. Jeśli nie nastawiacie się na jedzenie w gwiazdkowych restauracjach, na pewno znajdziecie coś ciekawego w Karpaczu.

Total 9 Votes
4

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments