El Comandante, czyli Kuba pizzą i burgerami stoi


Psie Pole – gastronomiczna pustynia na mapie Wrocławia. Do niedawna bez ani jednej godnej polecenia restauracji czy choćby baru. Tym bardziej ucieszyła i zaciekawiła mnie informacja na temat kilku otwierających się punktów właściwie w jednym momencie, zaraz po wyremontowaniu ryneczku na Psim Polu. Jako że mieszkam niedaleko, bo na Zakrzowie, zaraz po otwarciu jednego z tych miejsc udałem się w celu sprawdzenia menu. Była to pierwsza z trzech moich wizyt w El Comandante, a więc – jak nazwa wskazuje – restauracji kubańskiej.

Lokal znajduje się kamienicy, zaraz przy przystanku autobusowym, gdzie nie da podjechać się samochodem. W środku znajdziemy kilka stolików, bardzo mroczny, lekko depresyjny, ciemno-czerwony wystrój i gdzieś na końcu schowana kuchnia.

Jak już wspomniałem, pierwszy raz zawitałem do El Comandante po około tygodniu funkcjonowania. Zasiadłem przy stoliku, otrzymałem dość prowizoryczne menu w postaci ulotki i… doznałem pierwszego szoku. Nazwa wskazuje, że El Comandante to restauracja kubańska, potwierdza to fanpage facebookowy, więc spodziewałem się karaibskich klimatów. Cóż więc znalazło się w menu? Pizza, burgery, kilka zup i dania obiadowe łącznie ze stekami. Zapachniało mocnym pomieszaniem z poplątaniem.

Postanowiłem zamówić coś najbardziej zbliżonego do kuchni karaibskiej, więc wybrałem jako zupę Frijoles Colorados (8 zł) i na drugie danie grillowaną pierś z kurczaka z chili na ostro (15 zł). Szybko jednak musiałem zweryfikować swoje plany, ponieważ pani kelnerka poinformowała mnie, że akurat tego dnia kremu z fasoli nie ma. Niezły początek – pomyślałem. W zamian za zupę dobrałem frytki z batatów w formie przystawki za 7 zł.

Te ostatnie przyszły dość szybko, oczywiście ułożone w modnym wiadereczku.

el comandante 1

Porcja ogromna, potwornie zamulająca swoją słodkością. Frytki z batatów, jak to frytki z batatów, były miękkie, lekko nasiąknięte tłuszczem, ale nie fatalne, zresztą sytuację ratował delikatny, jogurtowy sos czosnkowy. Ogólnie jednak, gdybym zjadł całą porcję, na przystawce mógłbym zakończyć posiłek.

Z szybkością podania dania głównego było już gorzej, bo otrzymałem je po około 35 minutach.

el comandante 2

Na moim stoliku ponownie wylądowała kopa jedzenia. Dwa kawałki grillowanej piersi z kurczaka, własnoręcznie przygotowane frytki i miks sałat.

Widząc takie frytki, moja buzia od razu się uśmiechnęła, choć później wyraz twarzy szybko się zmienił, kiedy okazało się, że zostały usmażone tylko raz, przez co były miękkie i wręcz mokre od oleju. Plusik za sos ostry, który może nie wypalał, ale imponował świeżym, pokręcającym smaki zapachem.

Kilka liści sałaty z pomidorem i winegretem nigdy mnie nie podniecało, więc i tym razem ciężko napisać coś oryginalnego o owej sałatce, poza tym, że była, bo smakowo wypadła kompletnie nijak.

Na koniec grillowana pierś, całkiem smaczna, nie za sucha i delikatnie ostra. Bez fajerwerków, ale i za taką cenę ciężko byłoby specjalnie narzekać.

Jak się miało okazać, była to moja ostatnia potrawa zjedzona w tym miejscu, ale nie dlatego, że zraziłem się po pierwszej wizycie. Po kolejnych dwóch tygodniach wybraliśmy się z żoną na niedzielny spacer, a przy okazji postanowiliśmy usiąść w El Comandante na obiad. Niestety, przez 10 minut nikt do nas nie podszedł, więc grzecznie wstaliśmy i wyszliśmy, kierując swe kroki do Mlekiem i Miodem.

Jako że należę raczej do cierpliwych osób, dałem szansę El Comandante raz jeszcze, tym razem po przeczytaniu postu na Facebooku, który brzmiał dokładnie tak:

CHCIELIBYŚMY POINFORMOWAĆ O REWOLUCJACH W NASZYM LOKALU …. NIE ZDRADZIMY SZCZEGÓŁÓW, LECZ LOKAL DIAMETRALNIE ZMIENI SIĘ OD STRONY KUCHNI , JAK I WYSTROJU. NA EFEKTY NASZEJ PRACY ZAPRASZAMY OD PONIEDZIAŁKU 30.03.2015

Żeby dać trochę czasu na przystosowanie się do zmian, wpadłem do restauracji tydzień po rzekomych rewolucjach.

Wchodzę, siadam i czekam. I czekam, i czekam, aż w końcu wstaję i sam podchodzę po menu, bo kelnerki najwyraźniej nie są zainteresowane obsługą klientów.

el comandante 3 el comandante 4 el comandante 6 zdjecie 1

Menu zmienione w niewielkim stopniu, ciężko tu mówić o rewolucjach. Pojawiło się kilka potraw związanych mniej lub bardziej z kuchnią kubańską/latynoską, więc postanowiłem zamówić.

Na początek Frijoles Colorados, może tym razem się uda. Po 12 (słownie: DWUNASTU) minutach zjawia się kelnerka. Moja twarz wyraża lekkie poirytowanie, ale jeszcze staram się trzymać nerwy na wodzy. Proszę o Frijoles, po czym w odpowiedzi słyszę, że dzisiaj jej nie ma. To może Chili con carne? Nie, dzisiaj mamy tylko pomidorową z makaronem – odpowiada kelnerka. Aha…

Z zupy rezygnuję, proszę o Ropa Vieja, ale jak się okazuje tego dania także dzisiaj nie ma. Pytam więc co mogę zjeść, na co szybko otrzymuję odpowiedź, że burgery i pizzę, no i pomidorówkę. Kiedy już mocno zirytowany stwierdziłem, iż taką kartę można wyrzucić do śmieci, pani tylko przytaknęła. Zanim zdążyła zaproponować coś innego, ubierałem już kurtkę.

Dziękuję, ale za takie atrakcje więcej razy się nie zdecyduję. Ktoś otwiera restaurację, teoretycznie kubańską, ale serwuje burgery i pizzę, bo są modne, bo pewnie się sprzedadzą. Karta, jaka karta? Menu jest, ale nie obowiązuje. Do knajpy kubańskiej przychodzę zjeść coś oryginalnego, jeśli będę chciał pomidorówkę z makaronem, to pójdę do Misia.

ranking1

El Comandante

ul. Krzywoustego 320

facebook.com/ElComandanteWroclaw/

Click to add a blog post for El Comandante on Zomato

Total 4 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments