Street food Londyn – miejsca, które warto odwiedzić


Koncepcja posiłku w Londynie i Barcelonie to dwie skrajności. Hiszpanie nawet po najmniejszy kęs udają się do restauracji. Nieważne czy to przekąska jedzona po drodze do domu, kawa pita do porannej gazety, czy lunch jedzony z przyjaciółmi – trzeba usiąść do stołu w restauracji czy tapas barze i rozkoszować się chwilą, bo jedzenie to rzecz święta.
W Londynie sprawa wygląda odrobinę inaczej. Je się wszędzie – idąc ulicą, siedząc na ławce, chodniku, w parku, chwyta się kawę w rękę i biegnie dalej. Street food w swoim dosłownym znaczeniu.
Dużą różnicę stanowi też przeciętna kaloryczność posiłku, ale to już przemilczę…
Podczas wizyty w Londynie odwiedziliśmy trzy markety ze street foodem. Znany BoxPark w imprezowej dzielnicy Shoreditch to nie tylko miejsce na przekąskę, ale przede wszystkim na weekendowy chillout. Siedzisz sobie na leżaczku z hipsterską oranżadą lub piwkiem w ręku, w tle sączy się muzyka na żywo, a pod ręką masz masę przekąsek najróżniejszego typu. W ten sposób czas przestaje istnieć; nim się obejrzysz, nastanie wieczór. Ale nie ma się czym martwić – w Shoreditch jest wszystko, czego potrzebuje beztroska dusza. Wystarczy wstać z leżaka i przejść na następną ulicę, aby aż do rana zatracić się w nocnym życiu Londynu.

Boxpark nie bez powodu nazywa się parkiem pudełek – knajpki i sklepiki pochowane są z gracją w czarnych kontenerach.

W pierwszej chwili aż zakręciło mi się w głowie od możliwości wyboru, ale w końcu postawiliśmy na  klasyczne rozwiązania.
Wybraliśmy miejscówkę Porky’s bbq, a w niej kanapkę z długo pieczonego mięsa z łopatki wieprzowej z serem i boczkiem (pulled pork, cheese, bacon – 10,55 GBP). Delikatne mięso rozpływała się w ustach, a gdzieniegdzie chrupał słodki boczek. Gdyby nie strach przed kaloriami, po ostatnim gryzie poszłabym po drugą porcję.
Drugie miejsce jakie odwiedziliśmy to Borough Market. Oprócz części z jedzeniem jest tam też część targowa, gdzie można kupić warzywa, owoce i produkty ekologiczne wytwarzane przez drobnych przedsiębiorców. Market wygląda bardzo fajnie od strony architektonicznej. Główne wejście jest oszklone i ozdobione dużą ilością zieleni, co przypomina oranżerię. Środek jest bardziej klasyczny, z metalową konstrukcją podtrzymującą tory (Borough Market położony jest pod wiaduktem kolejowym). Tyły marketu graniczą z terenem kościelnym, więc siłą rzeczy cały plac i trawnik przykrywają ludzie siedzący ze street foodem w ręku.
Solidna porcja wegetariańskiego pikantnego curry z kalafiorem, ziemniakami i ryżem (12 GBP).

Jak Londyn to i fish and chips (10,50 GBP).

Trzeci market skryty jest pod dachem starej stacji benzynowej. Małe, kolorowe, drewniane domki kryją w sobie świat wszelkiego typu ulicznych przekąsek. Znajduje się on tylko kilka kroków od BoxPark, więc spacer po Shoreditch nie pozwala nam głodnieć.

Tost z argentyńską wołowiną.


Fishdog z pastą z zielonego groszku (6,50 GBP)

Wszystkie street foody których próbowałam były na prawdę smaczne. To co spodobało mi się w koncepcji tego typu marketu to fakt, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nieważne czy jest miłośnikiem świni, vege maniakiem czy fanem kuchni azjatyckiej.
Wrocławskie festiwale food trucków mają bardzo podobny klimat. I przede wszystkim prezentują bardzo wysoki poziom kulinarny, jak i organizacyjny. Każdy truck jest oddzielną jednostką, ma swój własny styl i charakter. Zgromadzenie ich razem daje szereg niepowtarzalnych osobowości. Pewnie niedługo przyczepy zasiądą na stałe w jednym wspólnym miejscu i wrocławski Street Food Market gotowy 🙂

BoxPark
2-10 Bethnal Green Rd
London, UK
http://www.boxpark.co.uk

Otwarte:
pon-son 8.00-23.00
nd 10.00-23.00
Borough Market
9 Stoney St
London, UK
http://boroughmarket.org.uk

Otwarte:
pon-czw 10.00-17.00
pt 10.00-18.00
sob 8.00-17.00
nd zamknięte

Tekst przygotowałanasza znajoma z bloga Ja tu tylko jem, która niebawem przygotuje dla nas także szybki przewodnik po Barcelonie.

Piotrek

Jako że Londyn jest jednym z moich ulubionych miejsc na świecie, chciałbym dodać od siebie jeszcze jedno miejsce. Razem z żoną bywaliśmy w Londynie regularnie przynajmniej raz do roku, głównie w czasach studenckich, a także podczas Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku, więc nie szaleliśmy w drogich knajpkach, a dość dobrze poznaliśmy londyński streetfood. A jeśli streetfood, to zdecydowanie Camden Town

Camden Town to najbardziej kolorowa, alternatywna dzielnica Londynu. Głównymi atrybutami są tutaj ćwieki, buty na koturnach i kolczyki. To właśnie tutaj mieszkała Amy Winehouse, która po śmierci doczekała się pomnika, stojącego w centralnym punkcie dzielnicy. Poza setkami sklepów z oryginalną odzieżą, obuwiem i biżuterią, znajdziecie tam także niesamowity plac z setkami budek, wśród których duży odsetek stanowią te z jedzeniem.

Kwintesencja streetfoodu. Do wyboru, do koloru, kuchnia chińska, tajska, meksykańska, brazylijska, kubańska i wiele innych. Ceny? Porcje podawane głównie w jednorazowych kubełkach można nabyć już za 4 funty. My zauroczyliśmy się w azjatyckim jedzeniu od przybysza ze wschodu, który zachęcał nas rzucając co i rusz jakieś przekręcone polskie słówko. Na Camden Town istnieje możliwość spróbowania wielu ciekawych, nowych potraw, w dodatku w niezłej cenie. Zdecydowanie polecam.

Total 0 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments