Bar Majka, czyli kołduny do wszystkiego


Człowiek nie uczy się na błędach, niestety. Co wtorek mam coś do zrobienia w okolicach ulicy Grabiszyńskiej, a tuż przed pracą kilka chwil na obiad. Wcześniej odwiedziłem już fatalny Bar Narożniak, w którym nie dość, że – jak na takie miejsce – było drogo, to jeszcze fatalnie jeśli chodzi o jakość jedzenia. Dosłownie kawałek dalej znajduje się podobny bar, aczkolwiek zdecydowanie bardziej schludny i nie zniechęcający wyglądem jeszcze przed wejściem. Bar Majka to malutki lokalik ze standardowymi daniami, czyli zupami, pierogami, krokietami, itp.

IMG_3498 IMG_3501 IMG_3412Ceny na pewno nie są na poziomie barów mlecznych, bardziej jakieś kiepskiej knajpki przy autostradzie. Zwłaszcza, że dania nie są przygotowywane na bieżąco, a oczekują na klientów na wystawce i są odgrzewane po złożeniu zamówienia. Dlatego też nie skusiłem się na żadną mięsną pozycję. W Majce zjawiłem się dwukrotnie, tydzień po tygodniu, i dopiero po czasie zacząłem się zastanawiać, dlaczego pewne fakty nie dały mi do myślenia od samego początku.

Pierwsza wizyta, szybkie zamówienie i pierwsze zaskoczenia.

IMG_3414 IMG_3415 IMG_3416Żurek z… kołdunami (7,50 zł). Tak, z kołdunami. Połączenie niezwykłe, wręcz szokujące, ale kiedy jest się głodnym, a na skonsumowanie obiadu ma się 15 minut, ciężko wybrzydzać. Pierwsza wpadka – plastikowe talerze, druga – kołduny. Tak twarde, że ciężkie do przegryzienia. Mięso wystąpiło w środku w ilościach śladowych, a każdy kto jadł wżyciu prawdziwe kołduny, zdaje sobie sprawę, że obrazą jest nazywanie tych twardych kuleczek z ciasta kołdunami. Co dziwne, sam żurek stanowił ich przeciwwagę. Dość tłusty, aromatyczny, zjadliwy.

IMG_3417 IMG_3419 IMG_3420Na drugie danie krokiety, usmażone w frytownicy, jeden z mięsem (5,50 zł), drugi z kapustą i grzybami (4,50 zł). Krokiety są jedną z moich kulinarnych słabości, zwłaszcza te w mięsnej wersji, i muszę przyznać, że te z Majki wypadły więcej niż przyzwoicie. Chrupiąca skórka, nie za gruby naleśnik, no i mięsny farsz z wywaru, z dodatkiem warzyw, mocno doprawiony majerankiem. Krokiet z kapustą i grzybami słabszy, z niedoprawionym farszem.

Jeśli za pierwszym razem było dziwnie, to jeszcze bardziej zrobiło się podczas drugich odwiedzin. Rozpoczęło się ponownie od zupy, oczywiście z kołdunami, tym razem w barszczu czerwonym.

IMG_3502 IMG_3505Barszcz niezwykle wodnisty, bez żadnych dodatków, właściwie mógłby zostać podany w kubku, do wypicia. Barszcz z kartonu, do tego pierogi a’la kołduny, potworek.

IMG_3503 IMG_3504Pierogi ruskie (4,95 zł za pół porcji), rzekomo wyrabiane ręcznie na miejscu. Na miejscu może i tak, ale raczej maszynowo na zapleczu. Ciasto grube, twarde, identyczne jak w kołdunach. Farsz ziemniaczany ze śladowym dodatkiem sera i cebulki.

IMG_3506 IMG_3507No i perełka na koniec. Placki ziemniaczane w ilości sztuk trzech, 1,60 zł za jednego plus 1,30 zł za śmietanę (?!). Cukier na szczęście za darmo, z możliwością korzystania do oporu. Dwa gryzy mi wystarczyły. Placki z mrożonki, twarde, śmierdzące fryturą, tragiczne.

IMG_3499

Naprawdę jestem w stanie dużo zaakceptować, ale nie znoszę naciągania klientów, a za takie uważam sprzedawanie placków z mrożonki i gotowych zup. I nie przyjmuję tłumaczenia, że jeśli chcę zjeść tanio, to muszę to zaakceptować. Po pierwsze – Bar Majka nie jest tani, po drugie – na szybko mogę wymienić kilka tańszych miejsc z genialnym, domowym jedzeniem, przygotowywanym na bieżąco, jak choćby Domowe Obiady i Jak u mamy. Okolice ulicy Grabiszyńskiej nie sprzyjają chyba dobrej gastronomii.

ranking1

Bar Majka

ul. Lwowska 5

Total 5 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments