Barn Burger – świątynia burgerów


Pośród gąszczu wszystkich średnich i słabych burgerowni w tym kraju, obok kilku naprawdę niezłych, funkcjonuje sobie od kilku lat perełka, bo chyba za taką można uznać warszawskiego Barn Burgera. Niezmiennie, kiedy pojawiam się w stolicy, staram się wpaść do nich na burgera, nic nie robiąc sobie z faktu, że burgery zwyczajnie lekko się już przejadły. Nie te z Barna. Ta miejscówka to wyższy stopień wtajemniczenia, nawet dla tych, którzy uważają, że burgery to największy syf, i w ogóle obciach.IMG_8597

IMG_8595 IMG_8596Naszą wizytę w Warszawie rozpoczęliśmy właśnie tutaj. Dość przypadkowo akurat obok znaleźliśmy miejsce do parkowania. Barn Burger mieści się na ulicy Złotej, w samym centrum miasta, z ich ogródka rozpościera się widok na Pałac Kultury i Nauki, a tuż obok znajduje się popularny deptak na Chmielnej.

Po pierwszym zerknięciu naszła nas myśl – wychodzimy. Wszystkie stoliki, zarówno te wewnątrz, jak i na zewnątrz były zajęte, i niespecjalnie wyglądały jakby miały się zaraz zwolnić. Idąc jednak tropem innych oczekujących w kolejce klientów, złożyliśmy zamówienie, poczekaliśmy trochę na stojąco, po czym w końcu zwolniło się miejsce na ogródku. Zasiedliśmy w oczekiwaniu na zamówienie.

Małe wtrącenie – nad menu znalazło się miejsce na cytat z „Medalionów” Nałkowskiej – „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Jak dla mnie nie na miejscu, choć może zwyczajnie nie zrozumiałem przesłania.

Co do samej karty to poza dwunastoma standardowymi opcjami burgerów, na ścianie wypisano kredą dwa burgery z limitowanej edycji, ale akurat te aktualne za bardzo do mnie nie przemówiły. Zwłaszcza ten z arbuzem wydał się lekko kontrowersyjny.

IMG_8599 IMG_8600 IMG_8603 IMG_8601Wybrany przeze mnie Gender (27 zł) z dodatkiem jalapeno to potrójne mięsne uderzenie. Poza wołowiną do środka trafił rwany, niezwykle soczysty i delikatny pulled pork, a także bekon. Właściwie to BEKON. Nie jakieś tam ledwo muśnięty ciepłem grilla boczek. Pięknie upieczony, czarny bekon, dokładnie taki, jaki sobie zażyczyłem.

Całość została idealnie związana roztopionym cheddarem, podkręcona przez lekką ostrość papryczek, a wszystko to zamknięte w idealnej bułce. Idealnej tak pod względem kształtu, ale i smaku. Miękka, słodkawa, leciutko chrupiąca, a przy tym nie za sucha. Burger wzorowy, do tego ogromny, stanowiący nie lada wyzwanie nawet dla największego głodomora. Aha, tutaj nie ma miejsca na warzywa.

Moja żona skusiła się – jak zawsze – na burgera najbliższego składem do klasyki. Wypadło na Sir (21 zł), czyli standard z wołowiną, serem, kawałkiem sałaty i cebuli. Pozycja wzbogacona salsą podawaną do każdego zestawu również okazała się świetna. Grubo zmielona, wysmażona na różowo wołowina, sprawia, że przy każdym kęsie czuć jej fakturę, Ciężko przyczepić się także do charakternego smaku. Nikt tutaj nie prowadzi eksperymentów z dziwnymi przyprawami. Sól i pieprz, tyle, aż tyle.

Barn Burger pozostaje moim ulubionym miejscem burgerowych wypraw. Mogą przeminąć wszystkie mody związane z burgerami, a Barn będzie trwać, to pewne. Na Złotej jakość utrzymywana jest od lat na poziomie niedostępnym dla innych i nie zapowiada się, żeby mogło dojść do drastycznych zmian. Barn Burger daje najlepsze burgery w Polsce, bez dwóch zdań.

ranking5

Barn Burger

ul. Złota 9, Warszawa

facebook.com/BarnBurger

Click to add a blog post for Barn Burger on Zomato

Total 11 Votes
5

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments