Weekend w Warszawie – co zjeść nie znając miasta


Weekend w stolicy planowaliśmy od dłuższego czasu, niestety zazwyczaj brakowało wolnych przynajmniej trzech dni, aby ruszyć na wycieczkę. Z pomocą przyszedł portal WakacyjniPiraci, na którym już trzy miesiące wcześniej zarezerwowaliśmy pokój w hotelu Ibis za doprawdy śmieszne pieniądze. Oczywiście nie spodziewajcie się wielkich luksusów, ale wyglądający bardziej jak akademik, zarówno w środku i na zewnątrz, hotel spełnia doskonale swoją rolę, kiedy pokój stanowi jedynie lokum na czas snu. Wykupiony wcześniej nocleg sprawił, że wygospodarowaliśmy weekend i ruszyliśmy w stronę Warszawy.

Podróż do stolicy od pewnego czasu nie stanowi już wielkiego problemu, z Wrocławia można spokojnie dojechać w niespełna trzy godziny. Uważać należy jedynie na przejazd przez Łódź w godzinach szczytu, ponieważ podczas budowy drogi S8 i autostrady A2 nikt nie wpadł na pomysł, aby zbudować obwodnicę tego miasta, która powstanie prawdopodobnie dopiero w 2017 roku. Można szukać także tanich lotów. Do Modlina lata Ryanair, a kupując bilety odpowiednio wcześniej, nie zapłaci się fortuny. Wtedy jednak już w samej Warszawie może zabraknąć auta do przemieszczania się.

My wyruszyliśmy z samego rana w piątek, a już przed południem zameldowaliśmy się w hotelu, po czym pojechaliśmy oczywiście coś zjeść. Pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę ulicy Marszałkowskiej, o dziwo bez problemu udało się znaleźć miejsce parkingowe, w dodatku tuż obok Barn Burgera, który stał się naszym pierwszym kulinarnym wyborem.

IMG_8599Barn Burger to burgerowa klasyka, świetna wołowina, pyszna bułka, no i tłumy. Więcej o tej wizycie przeczytacie we wcześniejszej relacji.

Warszawę odwiedzałem wcześniej kilka razy, ale nie miałem zbyt wielu okazji, żeby za dobrze ją poznać. Trafiałem tu zazwyczaj w celach biznesowych. Przed wyjazdem z Wrocławia zaplanowałem sporo miejsc do odwiedzenia, ale jak zazwyczaj bywa, do niewielu z nich trafiliśmy, a swoje kroki skierowaliśmy w stronę mijanych po drodze lokali, a także miejscówek wypatrzonych z okien auta. Jeszcze raz potwierdziło się, że najlepiej zwiedza się na piechotę, podobnie jak w Barcelonie.

Jeszcze w piątek pospacerowaliśmy trochę po centrum, zrobiliśmy obowiązkowe zdjęcie pod Pałacem Kultury i Nauki, w AïOLI inspired by MINI wypiliśmy jedynie kawę i lemoniadę, żałując, że po burgerach nie mamy miejsca w brzuchach na coś jeszcze.

IMG_8611

AiOLI to przyjemne miejsce na placu Konstytucji, w którym można pomiędzy kolumnami na chwilę skryć się przed palącym słońcem. Menu jest różnorodne, znajdują się w nim śniadania, burgery, sałatki i sporo innych pozycji, a sądząc po klienteli, jest to niezwykle popularny bar wśród młodych ludzi.

Jadąc do hotelu nie mogliśmy nie zatrzymać się na chwilę przy Bulwarze Grzymały-Siedleckiego, ze Stadionem Narodowym na drugim brzegu Wisły, a także pięcioma food truckami stojącymi na stałe tuż nad rzeką.

20150814_194603Takich miejsc brakuje trochę we Wrocławiu. Na plażę naprzeciwko wyległy tłumy mieszkańców Warszawy, na bulwarze w ramach projektu Food Port zaparkowały food trucki, a my zostaliśmy na kolację. Jedyną przeszkodę stanowią miliony owadów latających tuż przy brzegu.

IMG_8632 IMG_8633 IMG_8634 IMG_8637Auta zmieniają się w cyklu tygodniowym, tak więc wychodząc do miasta na weekend, przed imprezą, za każdym razem można zjeść dania z nowych food trucków. My trafiliśmy na Smoke BBQ Food Truck, a żona skusiła się na pulled pork burgera (18 zł). Co tu dużo pisać – cudownie delikatne, rozpadające się na języku mięso, a także leciutka i nieco słodka brioszka w połączeniu z ostrym sosem BBQ stanowią mieszkankę wybuchową. Pyszna kanapka, niezwykle sycąca, pozostająca na długo w pamięci.

IMG_8639 IMG_8640 IMG_8646 IMG_8648Dla mnie pita souvlaki (16 zł) z frytkami greckimi (9 zł) w Souvlak Truck. Frytki greckie to nic innego jak te standardowe z mrożonki, posypane obficie suszonymi ziołami i papryką w proszku. Wypchana kurczakiem, solidnie zgrillowana pita, także wyróżnia się ziołowymi nutami. Mięso jest mocno doprawione i soczyste, a warzywa stanowią jedynie niewielki dodatek. W pierwszym momencie można pomyśleć, że jest to niewielkie danie, aby już po kilku kęsach zmienić zdanie, stwierdzając spore problemy z dokończeniem.

Niezwykle klimatyczne miejsce, ożywające wraz z zapadającym zmrokiem. W tym miejscu ukłon w stronę władz Wrocławia – jak widać da się zagospodarować food trucki, wcale nie szpecą wizerunku miasta, a do tego tworzą swego rodzaju społeczność, z którą utożsamiają się młodzi mieszkańcy.

Sobota, tradycyjnie w ostatnim czasie, przywitała nas tropikami. Tym razem nie zamierzaliśmy nawet ruszać auta, a to ze względu Święto Wojska Polskiego. Wszystkie uroczystości z nim związane odbywać się miały w centrum, postanowiliśmy więc spalić kalorie zdobyte w piątek. W ciągu całego dnia, a do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem, zeszliśmy pewnie pół miasta, trafiliśmy na paradę w Alejach Ujazdowskich, no i wiadomo, sporo pojedliśmy.

Spacer rozpoczęliśmy od przejścia wzdłuż Wisły ulicą Solec, aż do ulicy Lipowej, do Stowarzyszenia Amatorów Mąki, w skrócie SAM, a więc popularnej śniadaniowni. Chwilę odczekaliśmy na stolik, przeglądając w międzyczasie menu, aż w końcu trafiliśmy do wspólnego długiego stołu, będącego niemal punktem obowiązkowym tego typu miejsc.

IMG_8683 IMG_8669 IMG_8671 IMG_8675 IMG_8676SAM (Lipowa 7) Kameralny Kompleks Gastronomiczny imponuje fantastycznym aromatem wypiekanego na miejscu pieczywa. Ba, to pieczywo można na miejscu kupić i zabrać do domu, co przynajmniej kilka osób w trakcie naszego pobytu uczyniło.

Ogrom pozycji w karcie sprawia nam spory problem z wyborem, ale w końcu udaje się coś zamówić.

IMG_8677 IMG_8680 IMG_8682

Tosty francuskie z szynką (15 zł) Kamy może nie stanowią jakiegoś dzieła kulinarnego, ale są dokładnie tym czego się spodziewaliśmy. Obficie obłożone serem, dobrze przypieczone i dodatkowo doprawione musztardą. Idealne na leniwy sobotni poranek z kawą w ręku.

Natomiast bajgla z solidnym plastrem różowego rostbefu i harissą (14 z) mógłbym jeść codziennie. Cudownie świeże pieczywo doskonale komponuje się z wyrazistą i charakterną wołowiną. Zestawienie idealne.

Dalej dostaliśmy się pod Pałac Prezydencki, pod którym czuć było pewne poruszenie, a swoje banjaluki opowiadali obrońcy krzyża. Przystanęliśmy na chwilę przy pomniku marszałka Piłsudskiego, pokłoniliśmy głowę przy Grobie Nieznanego Żólnierza, a następnie idąc przez Ogród Saski i Marszałkowską, doszliśmy Alejami niemal do Belwederu, po drodze obserwując przelatujące nad naszymi głowami śmigłowce i niebywale głośne odrzutowce.

Można było odnieść wrażenie, że na ulice wyległa cała Warszawa, przez co przedarcie się do Łazienek stanowiło nie lada wyzwanie. W Łazienkach Królewskich nieco się rozluźniło, głównie ze względu na ich wielkość, czego jednak nie sposób powiedzieć o kolejce do lodów. Polish Lody mogą się schować.

IMG_8688

Same Łazienki są śliczne, doskonałe na weekendowy odpoczynek, choć małym zgrzytem jest tylko jedna kawiarnia w środku. Odpoczęliśmy chwilę, daliśmy pobiegać Kazikowi, i ruszyliśmy w drugą stronę, bo organizmy domagały się obiadu.

Po kolejnych kilkudziesięciu minutach znaleźliśmy się na ulicy Chmielnej, a dokładnie na deptaku będącym jednym z najpopularniejszych w Warszawie. Skoro Chmielna, to Mąka i Woda.

IMG_8705 IMG_8724

Podobno to tam można zjeść najlepszą pizzę w mieście. Lokal jest ukryty w podwórku, łatwo można go pominąć podczas spaceru, ale zdecydowanie warto wpaść. Obłożenie stuprocentowe, na stolik trzeba poczekać, a przed zajęciem miejsca na ogródku podczas upałów warto się zastanowić, ponieważ stoliki są tak nagrzane, że można na nich smażyć jajecznicę.

W końcu jednak siadamy, podbiega do nas przemiła kelnerka, a naszą pierwszą prośbą jest ta o coś lodowatego do picia.

20150815_151451

Na początek Arancini (2,50 zł/szt), czyli ryżowe, smażone kuleczki z dodatkiem mozzarelli. Dobre jako przystawka, podsypane gruboziarnistą solą, niezwykle miękkie w środku.

IMG_8710 IMG_8713

Ciężko nie zamówić także pizzy. Nasza Catania (25 zł) z anchovies, kaparami, oliwkami, czosnkiem i sycylijskim oregano, za to bez sera, jest bardzo morska. Niezła, z bardzo dobrej jakości składnikami, ale już ciasto do nas specjalnie nie przemówiło. Z pulchnymi rantami, lejące się, ale jednak nie wybitne.

IMG_8708 IMG_8709

Wybitne było za to Raviolo con uovo (20 zł). Fenomenalne połączenie, delikatne ciasto i cudowny, rozkładający na łopatki farsz z wyrabianej na miejscu ricotty, jajka i szałwii. Danie zostało jeszcze wykończone startym parmezanem, będącym kropką nad i. Najlepsze danie, jakie jadłem w Warszawie, bezdyskusyjnie. Na dobrą sprawę farsz z ricotty i rozlewającego się żółtka mógłbym jeść sam, choćby dla samych walorów wzrokowych.

Po pysznym obiedzie przyszła pora na krótki odpoczynek. Żona uczciła ten moment mrożoną kawą, z kolei ja wybrałem piwo rzemieślnicze w Hoppiness Beer & Food (Chmielna 27/31).

IMG_8727 IMG_8725 IMG_8726 IMG_8732

Urzekło mnie to, że w okresie sierpniowym nawet w takich miejscach na ścianach wiszą zdjęcia bohaterów Powstania Warszawskiego. Mały akcent, ale jak dobrze świadczący o tym miejscu.

Dobra lokalizacja to siła tego lokalu. Hoppiness znajduje się tuż przy deptaku, ale w południe nie jest specjalnie oblegany. Spróbowałem Hadra AIPA z Pracowni Piwa, fajnie goryczkowe, ale z wyraźnymi kwiatowymi i owocowymi aromatami. Świetne piwo, także na upały.

Skoro napiłem się jednego piwa, nabrałem ochoty na kolejne. Szybko zerknąłem w google, po czym przemaszerowaliśmy kilkaset metrów dalej, na Foksal 16, gdzie w multitapie Piw Paw nalewane są piwa z 93 nalewaków.

IMG_8733 IMG_8734

Wyszło tak, że zasiedzieliśmy się trochę, ja spróbowałem premiery z browaru Doctor Brew – Little Molly, później jeszcze Thompson AIPA z browaru kontraktowego Kraftwerk, z kolei Kama raczyła się piwami o zawartości alkoholu równymi 0,0%. Pierwszy raz znalazłem się w miejscu z taką ilością nalewaków, raj na ziemi.

Kierując się w stronę hotelu nie mieliśmy już panach żadnych postojów, aż do czasu. Idąc po moście Poniatowskiego nasz wzrok przykuła dochodząca z dołu muzyka. Żeby dostać się jednak do klubokawiarni Warszawa Powiśle musieliśmy nieźle się napocić, znosząc wózek z ponad stu schodków.

IMG_8742 IMG_8743 IMG_8746 IMG_8749

Miejsce jest totalnie odjechane, zorganizowane w budynku byłych kas biletowych. Stąd bije luz, wakacyjny klimat. W ciągu dnia można powylegiwać się na leżakach, napić piwa z Browaru Pinta, a także zjeść tatara, pierogi i kilka innych dań. Wieczorem natomiast odbywają się gromadzące niemało widzów koncerty i pokazy filmów. To jedna z bardziej charakterystycznych miejscówek w Warszawie.

Po tej wizycie zakończyliśmy dzień pełen jedzenia, spacerów i piwa. W hotelu zebraliśmy siły na niedzielę, która także nie miała należeć do zbyt leniwych.

Rozpoczęliśmy z rana, na Targu Śniadaniowym na Woli, w Parku Moczydło. To najmniejsza z kilku lokalizacji Targu, ale i tak zrobiła na nas spore wrażenie. W porównaniu z odbywającą się na placu Nowy Targ edycją wrocławską to niebo a ziemia.

Fantastyczne, rodzinne zielone tereny, sporo obleganych przez klientów stoisk, food trucki, plac zabaw dla dzieci. Wow, byliśmy pod wrażeniem.

IMG_8763 IMG_8764 IMG_8765 IMG_8766 IMG_8767 IMG_8770 IMG_8772 IMG_8773 IMG_8775 IMG_8778 IMG_8781

Śniadanie nie mogło obyć się bez tostów, w tym wypadku z food trucka West Coast Toast. Włoska odsłona została szczelnie wypełniona mozzarellą, rukolą i suszonymi pomidorami, a pieczywo idealnie zgrillowane. Bardzo uczciwe, sycące i smaczne tosty.

Na stoisku indyjskiej restauracji Rasoi zaopatrzyłem się w niezwykle aromatyczne Chicken Tikka Masala z ryżem (10 zł), a także chrupiącą, ale delikatną warzywną samosę (5 zł) z lekkim sosem miętowym.

Przy namiocie zaraz obok ustawiała się najdłuższa kolejka, po azjatyckie specjały z restauracji Rong Vang. Skosztowaliśmy mocno pieprznych sajgonek mięsnych, pierożków z krewetkami i warzywami, a także kalmarów, sajgonek z łososiem i krewetek w panierce. Niezłe jedzenie, świetne ceny, no i możliwość zamawiania po jednej sztuce.

Ostatni punkt na naszej warszawskiej mapie kulinarnej wypadł okazale, choć do Być Może (Bagatela 14) weszliśmy bez wielkich oczekiwań, raczej na szybki obiad przed trasą.

IMG_8807 IMG_8795 IMG_8796 IMG_8799 IMG_8800 IMG_8801

Po pożegnalnym spacerze w Łazienkach skusiła nas wypisana na zewnętrznej tablicy oferta lunchowa. Wnętrze Być Może to niezwykle modny ostatnio standard – połączenie drewna i bieli. W każdym razie jest prosto, ale domowo, obsługa bardzo sprawnie funkcjonuje, a jedzenie wypada niezwykle pozytywnie.

Zjedliśmy lunch dnia składający się lekko czosnkowego, orzeźwiającego gazpacho, a także smacznych gnocchi w aromatycznym sosie tymiankowo-pomidorowym. Wszystko to za 24 zł, co spokojnie można uznać za dobrze wydane pieniądze. Na tyle dobrze, że Kama wcisnęła w siebie jeszcze zachwalane przez panią kelnerkę francuskie tosty polane miodem z kawałkami pomarańczy i malinami oraz cynamonowymi nutami. Mówiąc dosadnie – urwało kilka części ciała. Cudnie delikatne pieczywo w stylu chałki, słodki miód i lekko kwaskowe maliny. Niebo w gębie. Aha, tosty były pozycją śniadaniową, ale śniadania w Być Może zamawia się przez cały dzień.

Krótki, niespełna trzydniowy wypad do Warszawy zaliczam do udanych. Ogólnie jestem fanem dużych, bardzo dużych miast, w nich czuję się najlepiej, a i gastronomia w takich miejscach zazwyczaj stoi na wyższym poziomie. O ile Wrocław w ostatnim czasie mocno przyśpieszył swój gastronomiczny rozwój, knajpki powstają już nie tylko w centrum, ale i na większości osiedli, tak stolica wyprzedza nas jeszcze o lata świetlne. Liczba wszelkiej maści barów i restauracji jest ciężka do ogarnięcia, a uwagę zwraca przede wszystkim różnorodność. Ciekawe miasto dla osób chcących dobrze zjeść. Nam starczyło czasu na kilka wspomnianych miejsc, przed następną wizytą sporządzę listę kolejnych wartych odwiedzenia.

Total 3 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments