Soczewka, czyli burger prawie idealny


Paweł Krzywonosiuk

Ostatnio pojawia się coraz więcej próśb o ponowne zrecenzowanie Soczewki, która dotychczas prowadziła w rankingu najlepszych burgerów we Wrocławiu. Czytelnicy informowali o tym, że pogorszyła się jakoś podawanych tam dań, więc postanowiłem się osobiście wybrać na miejsce i sprawdzić, jak się sprawy mają i co zmieniło się od ostatniego wpisu sprzed roku.

Po wejściu kieruję się na moje ulubione miejsce na górnym poziomie, szybko przeglądam obfitą kartę, która jest jednocześnie podstawką, i podejmuję decyzję. Niespełna dwie minuty po tym, jak usiadłem zjawia się miła pani kelnerka i pyta, czy chcę już złożyć zamówienie.

IMG_3506 IMG_3509

Decyduję się na krwistego Klasyk Burgera (33 zł) w bułce pszennej z sepią, ale proszę o zamienienie sałaty, której nie jadam, na papryczki jalapeno. Do picia wybieram moją ulubioną lemoniadę jabłkową (11 zł). Pani informuje mnie, że czas oczekiwania to około 15 minut, poświęcam więc ten czas na przeglądnięcie karty, otrzymując w międzyczasie moją lemoniadę. W menu zaszło kilka zmian graficznych, ale schemat pozostał ten sam. Pojawiły się również stałe nowości, dodano bodajże cztery nowe pozycje wołu (i nie tylko) w bułce.
W Soczewce każdy może znaleźć coś dla siebie, ponieważ podawane tu burgery są nie tylko z wołowiny, ale także z jagnięciny, drobiowe, a nawet wegańskie. Takiej różnorodności nie doświadczymy w wielu lokalach i jest to zdecydowanie na plus. Oczywiście nie samymi burgerami Soczewka stoi. Do wyboru jest spora ilość przystawek, steków, sałatek, deserów, a nawet zestawów dla najmłodszych. W karcie znajdziemy również wiele różnych napojów – zarówno z alkoholem, jak i bez. Ciekawą propozycją jest możliwość przetestowania do 9 różnych rodzajów whisky z całego świata.

IMG_3507

Wczytując się w kartę, nawet nie zauważyłem, że minęło równo 14 minut, a przy moim stoliku pojawiła się pani, niosąc moje zamówienie. Styl podania burgera się nie zmienił – wciąż w środek burgera wbijany jest ostry nóż, a frytki z trzema krążkami cebulowymi podawane są w metalowym koszyczku obok, wraz z sosem w ładnym szklanym garnuszku.

IMG_3511

Zawsze rozpoczynam od krążków, które uwielbiam, a receptura tych z Soczewki jest genialna. Niestety, napotykam tutaj na pierwsze rozczarowanie. Krążki nie zostały obtoczone tak jak zazwyczaj i panierka bardzo łatwo się rozwaliła, utrudniając trzymanie cebuli. Chwilę potem dochodzi kolejne zdziwienie. Zawsze chwaliłem sobie soczewkowy sos, który jest robiony na miejscu. Wiem też, że kucharze często próbują ulepszać recepturę i tym razem faktycznie sos był inny – moim zdaniem gorszy. Lekki, ziołowy sos pomidorowy został zmieniony na bardzo intensywny, o konsystencji zimnego keczupu, a smak zmienił się na gorszy. Wciąż oczywiście był lepszy od każdego gotowego sosu, ale jednak tutaj Soczewka poszła o jeden krok za daleko w modyfikacjach.

IMG_3513 IMG_3525

Stwierdziłem, że jednak w końcu czas zbadać głównego aktora dzisiejszego spektaklu, czyli burgera. Sposób podania, a więc zawinięcie z jednej strony w specjalny papier jest genialnie prosty i genialnie skuteczny. Eliminuje on problem sosu na spodniach, nie wyleci nam też żaden kawałek mięsa, czy składników. A tych w burgerze nie skąpią. Porcja jest ogromna i z pewnością zaspokoi każdego głodomora. Dzisiejszy dzień spędziłem w podróży, nie mając zupełnie czasu na jedzenie od rana, więc do Soczewki przyszedłem głodny jak wilk, a porcja zapełniła mnie jak trzy posiłki.

Wracając jednak do burgera, muszę zaznaczyć, że kucharze w Soczewce są mistrzami w swoim fachu. Nieczęsto zdarza się, że faktycznie dostaniemy prawdziwie krwiste mięso. Tu, jak widać, mięsko jest przyjemnie różowe przy bokach i czerwonawe w środku. Przebija się również wyraźny smak sosu na bazie whisky z lekko wyczuwalnymi nutami mięty. Ideału dopełnia wyproszona przeze mnie papryczka jalapeno, która dodaje charakteru całemu burgerowi.

Bułka spełnia także ważną rolę i to nie tylko estetyczną, bo dzielnie wchłania sos, nie rozlatując się przy tym, ale trzymając jeden kształt do samego końca, co bardzo ułatwia jedzenie. Burger skończony, więc biorę łyk lemoniady, która jest bardzo nietypowa, bo prócz soku jabłkowego jest tam również pomarańcza, grejpfrut, czy miód, które razem tworzą niezwykle smaczne i intrygujące połączenie.

Chcę się zabrać do frytek, lecz z nich rezygnuję. Są smaczne, ale czegoś mi w nich brakuje. Wydają mi jakby za krótko trzymane w oleju, przez co nie są zbyt chrupkie i ciężko je jeść. W połączeniu z sosem, którego smak nie przypadł mi do gustu, nie tworzą dobrego duetu, a ja i tak jestem już całkiem najedzony ogromną porcją burgera, proszę więc o rachunek i wychodzę.

Podsumowując, Soczewka przeszła niemałą ewolucję. Widać wyraźnie, że właściciele z kucharzami wciąż pracują nad rozwojem i nie osiadają na laurach. Nowe pozycje, w tym sezonowe, a także niezwykle wysoki poziom samego burgera wciąż sprawia, że jest to priorytetowe miejsce do odwiedzenia dla tej kategorii jedzeniowej. Soczewce jednak tuż pod nosem wyrasta lokal sprawdzonej konkurencji, czyli Pasibus i sam zastanawiam się, gdzie wybiorę się, gdy najdzie mnie ochota na burgera. Zawartość portfela przemawia za tym drugim miejscem, bo niestety ceny w Soczewce są wysokie. Wiem, że za jakość trzeba płacić, ale Pasibus, utrzymując prawie podobnie wysoki poziom, serwuje nam burgery w niższej o 50% cenie, a to już dużo. Nie można jednak powiedzieć, że Soczewka znacząco obniżyła poziom. Zmiany są, w niektórych dziedzinach niekoniecznie na lepsze.

Total 17 Votes
10

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments