Two Guys, czyli jak nieudolnie podrobić Maca


Nie jestem osobą, która jakoś specjalnie stroni od jedzenia fastfoodów. Ba, czasami odnoszę wrażenie, że jem ich za dużo, co zresztą widać po ilości relacji z kebabowni. Jest jednak miejsce, którego progu od kilku lat nie przekraczam. McDonald’s to nie moja bajka, w żadnym elemencie. Po prostu nie, zawziąłem się i nawet w chwili największej alkoholowej słabości nie myślę o Big Macu. Moja naiwność polega jednak na tym, że czasami ulegnę pokusie odwiedzenia innych przybytków wątpliwej reputacji.

Jakiś czas temu na facebookowej grupie Gdzie dobrze zjeść we Wrocławiu pojawiła się informacja o nowym wrocławskim fastfoodzie – Two Guys. Pierwsza myśl – jakaś marna podróbka jednej z największych amerykańskich sieci burgerowych Five Guys. Lokal znajduje się dokładnie naprzeciwko legendarnego Baru Miś oraz tuż obok Patelni.

Miejsce na bar z szybkim jedzeniem teoretycznie bardzo dobre. W końcu w okolicy kręcą się setki studentów. Zresztą, wchodząc do Two Guys natrafiłem na dużo mówiącą sytuację – do Misia kolejka wychodziła na ulicę, natomiast w nowym fastfoodzie poza mną nie było nikogo.

Pustka to właśnie pierwsza rzecz, która uderza tuż po wejściu. Owszem, pierwsze dni działalności nie muszą obfitować w tłumy klientów, ale pustki powinny dać do myślenia. Mimo wszystko wszedłem, raz kozie śmierć.

IMG_0063

Wnętrze lokalu, poza bakiem klientów, odstrasza także totalną pustką w wystroju. Drewniane stoliki, drewniane krzesełka, i tyle. Nic, pusto.

Z nieskrywaną obawą udałem się do kasy zapytać o to, co mogę zjeść. Z automatu usłyszałem, że do każdego burgera frytki otrzymam gratis. Karta króciutka, fastfoodowa, ale z pewnym zaskoczeniem. Obok burgerów znalazło się miejsce dla trzech rodzajów naleśników. Po co, nie wiadomo.

Wybrałem klasykę – bacon cheeseburger (11,90 zł), prosząc, aby bekon był faktycznie bekonem. Chrupiącym, niemal czarnym, dobrze zgrillowanym plasterkiem wieprzowiny.

IMG_0064 IMG_0065

Zapłaciłem, usiadłem, po czym rozpoczął się cały proces przygotowywania zamówienia. Trwało to dłuższą chwilę, aż w końcu usłyszałem szelest papieru, w który został zawinięty burger.

Zestaw został podany na plastikowej tacce, dokładnie takiej, jak we wspomnianej wcześniej sieci, jednej i drugiej. Otworzyłem, no i bam – już wiedziałem, że to się nie może udać. Bułka niby zgrillowana, ale przy tym tak sucha i gumowa, że od razu przywołuje na myśl sztuczne pieczywo z Lidla. To jednak dopiero początek.

Po pierwszym zerknięciu na burgera, zabrałem się za frytki i chyba odkryłem sekret ich zerowej wartości. Dostałem zimne, po prostu żenujące niby ziemniaczane patyczki z mrożonki. Tragedia.

IMG_0066 IMG_0067 IMG_0068

Jakieś plusy? Na pewno bekon. Faktycznie chrupiący, wysmażony tak jak chciałem. Na tym jednak koniec. Każdy z trzech gryzów, które potem wykonałem, pogrążały tego pseudo burgera jeszcze bardziej. Wkład stanowił jakiś wysuszony na wiór kotlet, mający zapewne stanowić coś na wzór tego z McD. O bułce już było. Na do widzenia jeszcze ketchup, pewnie z pięciolitrowego wiaderka z Selgrosa, paskudny.IMG_0069 IMG_0070

Rozumiem, że spora część Polaków jeszcze dalej kocha Amerykę w każdej postaci, ale czy naprawdę na tak mocno idącym do przodu rynku gastronomicznym w Polsce można próbować połączyć McDonald’sa i Five Guys, i wierzyć w osiągnięcie sukcesu? Może to jakiś zakład kumpli, może ktoś zrobił sobie jakiś żart, nie wiem. Jedno jest pewne – nie można świadomie truć Polaków produktami dziesiątej kategorii, w dodatku w takich cenach. O ile się nie mylę, Cheeseburger w McD kosztuje 3,50 zł. Czy naprawdę ktoś, kto otwierał Two Guys, myślał, że za trzykrotność tej ceny wciśnie Wrocławianom niewiadomego pochodzenia shit? Omijać, szerokim łukiem.

Two Guys

Kuźnicza

Total 0 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments