Champions Food, czyli do mistrzostwa jeszcze kilka kroków


Zawsze, kiedy wielkimi krokami nadchodzi wiosna i pierwsze ciepłe dni, kurtki zamieniamy na lżejsze bluzy, ja staram się wyszukiwać nowych wrocławskich food trucków, bo mało co tak dobrze oddaje klimat wchodzenia w cieplejszy okres roku od streetfoodu. Jednym z nowych aut, jakie pojawiły się na wrocławskich ulicach jest Champions Food, który zaparkował u podnóża akademików Kredka i Ołówek. Co prawda chłopaki z Champions Food ruszyli ze swoim projektem już kilka miesięcy wcześniej, ale dopiero teraz znaleźli miejsce na stałe.

IMG_4650 IMG_4574 IMG_4575

Burgery, wiadomo. Trochę się przejadły, ale dalej raz na jakiś czas się skuszę, zwłaszcza w celu przeprowadzenia relacji na blog. Cieszy, że ekipa Champions Food nie ogranicza się jedynie do klasycznej wersji z wołowiną. W menu znajduje się kilka opcji, w tym z popularnym ostatnio, obecnym w coraz większej ilości knajpek pulled porkiem, a także kurczakiem oraz w opcji wegetariańskiej. 

Champions Food odwiedzam dwukrotnie, za każdym razem dość pechowo, bo w momencie, kiedy kropi. Całe szczęście tuż obok charakterystycznego czerwonego auta ustawione są dwa, przykryte nieco prowizorycznym dachem, stoliki zrobione z beczek. Można więc zjeść na miejscu, choć na stojąco. Prawdziwy streetfood, więc zupełnie mi to nie przeszkadza.

IMG_4577 IMG_4579 IMG_4580

Na początek narwaniec (17 zł), ale bez pomidora i rukoli, i tak naprawdę rezygnacja z tych dwóch składników mnie uratowała. Bułka jest tak wypchana dodatkami i mięsem, że ciężko ją złapać ręką, o ugryzieniu nie wspominając. Właśnie, bułka, świetna, genialnie spieczona od zewnątrz i mięciutka, lekko słodka w środku. Mieści w sobie całkiem niemało rozrywającej się na włókna, delikatnej rwanej wieprzowiny, którą w środku trzymają dwa sosy – BBQ i majonezowy z chili. Właśnie one stanowią dla mnie największy problem. Są odpowiednio gęste, ale za słodkie. Ratunkiem jest octowy ogórek, stanowiący kontrę, choć niewystarczającą, dla dominującej słodkości.

IMG_4653 IMG_4655 IMG_4657

Burger odkrywcy to pozycja, w której jeden składnik każdego miesiąca ulega zmianie. Tym razem w składzie pojawił się boczek, na pewno nie w ilościach homeopatycznych. Wręcz przeciwnie – boczku w tej kanapce dostatek, szkoda tylko, że trafia do kanapki właściwie surowy. Druga sprawa – ogrom pozostałych dodatków. Tego potwora naprawdę ciężko uchwycić rękami, brudne od sosów palce żadnym zaskoczeniem nie są. Przyznam, że taki pomysł na burgera mi nie odpowiada. Jest przesadzony, przekombinowany, a w gąszczu tych wszystkich dodatków ginie ten najważniejszy, a więc wołowina. Wysmażona medium, owszem, ale będąca tylko jednym z wielu, nie najważniejszym, elementem układanki. Gdyby bułka swoimi rozmiarami podołała udźwignąć wszystkie składniki, mogłoby być ok, ale przy obecnie stosowanym w Champions Food pieczywie, to niemożliwe. Frytki z zestawu to te trafiające w moje gusta, choć aż prosi się o dłuższe przetrzymanie ich w tłuszczu, aby stały się bardziej chrupkie.

Wnioski są takie, że lepsze jest wrogiem dobrego. Nie można przekombinować z dodatkami, nie można przesadzić z ich ilością, bo po drodze zaciera się ten najważniejszy smak, który powinien wyjść na przód. Kanapkę z pulled pork, po lekkim podrasowaniu, dodaniu ostrości, polecam zdecydowanie. Z burgerem mam problem, bo wołowina po prostu została przykryta przez cały ogrom innych składników.

ranking3

Champions Food

Grunwaldzka 71

facebook.com/ChampionsFoodPL

Total 3 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments