pan.puh, czyli Azja w food trucku


Moja pierwsza wizyta w niewielkim barze pan.puh miała miejsce tuż po jego otwarciu, ale od tego momentu minęło już sporo czasu. Od kilku tygodni zbierałem się do ponownych odwiedzin, aż w końcu gdzieś na Facebooku przemknęła mi informacja o nowym wrocławskim food trucku, o znajomo brzmiącej nazwie – pan.puh. Póki co można go spotkać głównie na zlotach, a że tych ostatnio we Wrocławiu pod dostatkiem, zdarza się to stosunkowo często.

Menu jest zbieżne z tym oferowanym w lokalu przy Uniwersytecie, a główny specjał stanowią pierożki/bułeczki baozi oraz ciekawe zupy głównie w azjatyckiej odsłonie. Podczas festiwalu Mood4Food pod Halą Stulecia od pierwszych minut przez autem pan.puh ustawiała się niewielka kolejka, która jednak, dzięki dość sprawnej obsłudze, specjalnie nie odstraszała.

IMG_6912

W wypisanym na tablicy menu znalazło się miejsce dla czterech wersji baozi oraz jednej zupy. Zamawiamy dwie porcje – jedną składającą się z trzech bułeczek (11 zł), drugą o dwie większą (16 zł) oraz małą zupę (12 zł). Czekamy maksymalnie pięć minut, bułeczki nakładane są wprost z wielkich koszy do parowania, a zupa trafia do kubeczka od razu z kociołka.

IMG_6910 IMG_6913

Każda z bułeczek została zabarwiona na inny kolor, co jest o tyle zrozumiałe, że przy dużym ruchu podczas zlotu, inny sposób ich rozróżnienia mógłby stanowić spory problem. Zaczynamy do baozi z wieprzowiną, które sprawiają najlepsze wrażenie. Zwarty farsz przyjemnie kontruje rześkość mięty i zwłaszcza trawy cytrynowej, a całość opleciona jest przez sprawnie zawiniętą, drożdżową bułeczkę, której rozmiar wystarcza na dwa, góra trzy kęsy. Po moim pierwszym styku z pan.puh narzekałem trochę na niewielką ilość farszu w stosunku do grubości ciasta. W tym momencie widać zdecydowaną poprawę w tym aspekcie. Po baozi z krewetkami i paluszkami krabowymi spodziewałem się ostrości, a otrzymuję delikatny farsz z krewetek koktajlowych. Wersja z indykiem idzie w kierunku Indii, a pierwszoplanową rolę ogrywa stonowany, aczkolwiek bardzo aromatyczny, smak pochodzący od curry. W tym wypadku mięso okazuje się minimalnie zbyt twarde. Opcja wege z czarną i czerwoną fasolą nie wyróżnia się niczym specjalnym, a mdła mieszanka niespecjalnie chce przejść przez przełyk. Sytuację ratuje nieco dodawany do każdego zestawu sos sriracha.

IMG_6918 IMG_6920 IMG_6921IMG_6926

Birmańska zupa na mleku kokosowym charakteryzuje się świetnym zbalansowaniem smaków. Nie jest za ostra, ale gdzieś z tyłu wychodzi lekkie pieczenie w przełyku, na pierwszy plan wysuwa się mieszanka nut słodkich i kwaśnych, a chrupiący jeszcze makaron zapewnia odpowiednia teksturę wraz z rozpływającym się w ustach rozdrobnionym kurczakiem. Naprawdę solidna pozycja.

Streetfoodowa wersja pan.puh wygląda całkiem przyzwoicie. Pomimo kilku smakowych niedociągnięć, to niezwykle oryginalny koncept, któremu kibicuję od samego początku. Na pewno jedzenie z food trucka pan.puh nie traci na jakości w porównaniu z lokalem stacjonarnym.

ranking3

pan.puh

Pl. Uniwersytecki 15 a

facebook.com/panpuhizupy

Total 4 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments