Czas na rybkę, czyli cudowna Dolina Baryczy


Przed weekendem postawiłem sobie za cel – przewieźć naszego Kazika pociągiem. Przeprowadzając się do nowego mieszkania nie sądziliśmy, że pociągi będą jeździły nam niemal za oknem, ale w sumie to, to przeoczenie można przeżyć. Natomiast jest jeden plus tej sytuacji. Mianowicie nasz syn daje nam na chwilę odsapnąć od swoich harców, kiedy tylko usłyszy nadjeżdżający skład, czy to osobowy, czy towarowy. Wskakuje wtedy czym prędzej na narożnik i z zainteresowaniem odprowadza wzrokiem każdy wagon po kolei. Po jakimś czasie pociągi stały się taką obsesją Kazka, że kwestią czasu musiało się stać, kiedy pierwszy raz wyruszy w swoją podróż. 

Jako że w podobnym okresie do głowy wpadł mi pomysł, aby po latach odwiedzić Dolinę Baryczy, postanowiłem zgrać obie sytuacje, co początkowo jednak wydawało się właściwie niemożliwe. Pierwotny plan zakładał wycieczkę PKP, ale po szybkim researchu wyszło na to, że jedyny pociąg w te okolice, w niedzielę, kursuje do Żmigrodu, bo do Milicza już nie. Niestety, wszystko co dobre w Dolinie Baryczy kryje się właśnie pomiędzy tymi dwoma miasteczkami. Tak więc – bez auta ani rusz, ale wtedy odpada kolejowa niespodzianka dla młodego. Z pomocą przyszedł nam znajomy, który słyszał o kolejce wąskotorowej działającej na terenie Parku Krajobrazowego Dolina Baryczy. Bingo! Ruszyliśmy na niedzielną wycieczkę z myślą o przejażdżce i obiedzie w jednym z barów rybnych, będących tutejszą atrakcją, bo przecież z karpia cała okolica słynie.

IMG_7165

W dzieciństwie dwa czy trzy razy byłem z rodzicami w Sułowie, ale od tamtego czasu kontakty z Doliną Baryczy ograniczały się do minimum, żeby nie powiedzieć, że właściwie ich nie było. I cholera, mam o to do siebie wielkie pretensje, bo niecałe 50 kilometrów do mieszkania, mam cud natury, genialne miejsce do odpoczynku. Nie zawsze szukanie miejscówek z dala od Wrocławia się opłaca, kiedy pod nosem znajduje się taka atrakcja. 

Już rzut oka na pierwsze z tutejszych jeziorek mijanych po drodze wprawiło nas w doskonały humor. Takie małe Mazury pod Wrocławiem. Woda, ciepły wiatr i brak ludzi. 

IMG_7173 IMG_7205 IMG_7211

Z domu wyruszyliśmy dość późno, bliżej pory obiadowej, więc pierwsze kroki skierowaliśmy do polecanego przez kilka osób baru, a właściwie Karczmy Rybnej Czas na rybkę w Rudzie Żmigrodzkiej. Cudne miejsce, położone pośród stawów, ze sporym ogrodem i miejscami dla wędkarzy. No, ale przecież przyjechaliśmy zjeść, bo wędkowanie raczej nie dla nas. W karcie króluje oczywiście miejscowy karp, na kilkanaście sposobów, ale i dorsz, pstrąg oraz sandacz. 

Siadamy wygodnie na ogródku, prażymy się na słońcu, młody biega pomiędzy piaskownicą a pojawiającym się co i rusz danielem, który jest hodowany przez właścicieli. Dla dzieciaków to miejsce jest rajem, także w środku, gdzie znajduje się całkiem spory kącik z zabawkami. Mam tylko jedno ale – siedząc na ogródku byłoby fajnie nie bać się o zdrowie dziecka, a niestety brak ogrodzenia pomiędzy stawami a ogródkiem restauracyjnym powoduje pewne obawy.

FullSizeRender (1) IMG_7175

Na dzień dobry kawałek wędzonego w dymie drewna olchowego karpia, który, co ciekawe, tego samego dnia podczas festiwalu Europa na widelcu we… Wrocławiu, zdobył pierwszą nagrodę w kategorii ryba  na „Najlepszy Smak Dolnego Śląska 2016”. No to trafiliśmy idealnie. I rzeczywiście, genialny jest ten palony aromat i mięsista ryba. Jeden kawałek wyrywamy sobie z rąk, po czym zamawiamy kolejne.

FullSizeRender

Oczekiwanie na pozycje z menu umila nam piwo z miejscowego Browaru Nepomucen. Świetne jest to, że tak jak używa się tutejszego karpia, tak samo gościom serwowane jest lokalne piwo. I to nie byle jakie piwo, bo Nepomucen w moim prywatnym rankingu należy do polskie czołówki polskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Orzeźwienie przynosi nam zarówno American Wheat oraz bardziej nachmielony Labirytm. 

Jeśli uważacie, że karp nieładnie pachnie mułem, to chyba nie jedliście tutejszego. Karp po barycku z cebulką (6 zł/100 g) to najprostsza wersja, podana bardzo klasycznie, z cebulką na wierzchu i delikatną panierką. Owszem, przy rybie trzeba spędzić sporo czasu ze względu na ilość ości, ale jej smak wynagradza męczarnie. Nie ma żadnego mulistego smaku, jest za to kawał soczystej i bardzo wyrazistej ryby, którą pałaszuję ze standardowymi frytkami z mrożonki. One są jednak jedynie mało ważnym uzupełnieniem. Pierwsze skrzypce gra ryba, która chyba nigdzie nie smakuje tak dobrze jak tutaj.

Rybka spod grzybka (8 zł/100 g) to danie pełniejsze za sprawą dość ciężkiego, śmietanowo-grzybowego sosu. Sam karp został tutaj wyeksponowany w sposób mniej wydatny, ale to dalej ta sama pyszna ryba. Z kolei dorsz w cieście piwnym (9 zł/100 g) stanowi pewną wariację na temat fish&chips. Nie jest to pozycja wybitna, bo i dorsz nietutejszy, ale przygotowany poprawnie.

FullSizeRender (2) FullSizeRender (4) FullSizeRender (5)

Z chęcią spędzilibyśmy tutaj cały leniwy dzień, ale przecież obiecaliśmy coś młodemu, a ten, pomimo jeszcze niespełna dwóch lat jest niezwykle pamiętliwy. Ciężko podnosząc się po obiedzie, wyruszyliśmy w 30-kilometrową podróż do Krośnic, naszego celu numer jeden tego dnia. Podczas krótkiej przejażdżki tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że Dolina Baryczy pięknym miejscem jest i basta. Tyle zieleni nie widziałem od dawna, do tego te klimatyczne, wąskie dróżki i niewielkie miejscowości mijane po drodze. Tutaj czas jakby płynął wolniej, nie widać pośpiechu, nie widać codziennej gonitwy, a i sami ludzie jakby weselsi. 

IMG_7214

W końcu dojeżdżamy, a że kolejka wąskotorowa odjeżdża ze stacji co godzinę, udaje nam się jeszcze zahaczyć o malowniczo położony plac zabaw. Zresztą, cały teren krośnickiej kolei przygotowany jest pod najmłodszych gości. Każdy z nich może zrobić sobie zdjęcie z pociągiem Tomkiem (bohater jednej z bajek), pobiegać po ogromnych polanach i pohasać na zjeżdżalniach. 

W niedzielę kolejka jeździ co godzinę do 18.00 włącznie, a sama przejażdżka stanowi niemałe zaskoczenie. Wycieczkę rozpoczyna się na prawdziwej stacji, odjazd gwizdkiem obwieszcza pani konduktor, a cały skład prowadzony jest przez parowóz opalany węglem. Zabawy jest co niemiara, kolejka pędzi z zawrotną prędkością kilku kilometrów na godzinę, wydaje przy tym mnóstwo odgłosów, a z komina bucha najprawdziwszy, czarny dym. Żeby była jasność – Kazik, który zazwyczaj nie jest w stanie usiedzieć w jednym miejscu dziesięć sekund, podczas całej trasy nawet nie ruszył się ze swojego krzesełka. Cena takiej zabawy to 14 zł za bilet normalny, natomiast dzieci do lat 3 opłat nie wnoszą. Bilet rodzinny (2+2) kosztuje 29 zł. Warto tu wstąpić z dzieckiem, bo frajda jest bardzo duża.

IMG_7302 IMG_7251 IMG_7285

Dolina Baryczy, choć spędziliśmy w niej ledwie kilka godzin, urzekła nas w pełni. Fantastyczne, zielone, luźne miejsce, idealne na wypad za miasto z dzieckiem. Dla odważnych i czujących się na siłach, także na wycieczkę rowerową. W dodatku da się nieźle zjeść, a my się zakochaliśmy i już planujemy powrót, bo jest tu co odkrywać.

ranking5

Czas na rybkę

Ruda Żmigrodzka 101

facebook.com/czasnarybke

 

Krośnicka Kolej Wąskotorowa

Krośnice, ul. Parkowa 30

facebook.com/kolejkrosnice

Total 8 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments