Ogień – pizza z Nadodrza


Jeśli jeszcze rok temu ktoś spoza Wrocławia zadawał nam pytanie o najlepszą pizzę w mieście, w głowie świtała świadomość, że stolica Dolnego Śląska owszem – pizzeriami stoi, ale tymi z najniższej półki, skierowanymi głównie w stronę studentów, z dowozem, nie zapominając naturalnie o Piecu na Szewskiej. Aż tu nagle temat pizzy we Wrocławiu stał się gorący, dosłownie i w przenośni, bo co i rusz powstają pizzerie wypiekające włoski specjał w piecach opalanych drewnem. Tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy otworzyły się pizzerie Niezły Dym oraz Si, a pierwszego dnia sierpnia wystartował Ogień z Nadodrza.

Do pizzerii Ogień, mającej w nazwie człon – pizza rzemieślnicza, idealnie pasujący do dzielnicy, zawitałem dwukrotnie, za każdym razem lokal świecił pustkami w godzinach obiadowych. Wnętrze sprawia przyjemne wrażenie, sprawnie nawiązuje do klimatu całego, murowanego czerwoną cegłą Nadodrza, a obsługa, wyglądająca jakby nieco się nudziła, prosi o złożenie zamówienia przy barze. Przy tylu osobach na sali, myślę, że spokojnie zamówienia może zbierać kelnerka. 

IMG_9962 IMG_9959

Ciężko natomiast mieć pretensje do szybkości działania. Pizza od momentu wejścia do pieca, trafia w moje ręce maksymalnie po trzech minutach. Wybieram dwie pozycje z obejmującego dziewięć różnych rodzajów pizzy menu. Ceny? Od 16 do 30 zł.

Moja margherita (18 zł) ma nieregularne kształty, co może być tyleż oznaką niedokładności pizzaiolo, ile po prostu cechą charakterystyczną Ognia, co zupełnie mi nie przeszkadza, a wręcz wprowadza pewien element inności i szaleństwa. Dojrzewające całą dobę ciasto przypomina wyglądem choćby to z Happy Little Truck, z zauważalnymi ciemniejszymi przebarwieniami od wysokiej temperatury, cieniutkim wnętrzem i grubszymi rantami. Plusem jest, że ciasto nie jest nijakie, jest odpowiednio dosolone, co akurat w przypadku margherity przyniosło jednak nieco odwrotny skutek, a to dlatego, że sam sos pomidorowy okazał się o jeden poziom za słony. Lekko kwaśny, dość neutralny, przyjemnie pomidorowy, ale właściciele muszą popracować także nad jego konsystencją, bo po przekrojeniu zwyczajnie rozlał się po talerzu i trochę zepsuł efekt. 

Druga pizza – pesto (30 zł), z pomidorami san marzano, mozzarellą, pecorino i rukolą, została zdecydowanie lepiej wykonana. Nie ma nadmiaru wylewającego się sosu pomidorowego, ciasto bucha cudnie palonymi aromatami, a słodkie pomidorki stanowią ciekawą przeciwwagę smakową dla goryczkowo-orzechowej rukoli, a właściwie pesto z rukoli. Dla mnie akurat samego pesto było minimalnie za dużo, bo charakterystyczny smak rukoli nie każdemu może pasować, ale jako całość wygląda to naprawdę nieźle.

FullSizeRender

IMG_9961

W pizzerii Ogień nie odnotowałem efektu WOW, a wynikać to może z dwóch spraw. Po pierwsze – nie jest to jeszcze poziom Happy Little Truck, gdzie każda pizza dopracowana jest do najmniejszego szczegółu, po drugie – to efekt rozpieszczenia ze względu na ilość dobrej pizzy w mieście. Bo pizza w Ogniu, mimo pewnych błędów, wynikających z braku doświadczenia, to poziom nieosiągalny dla 90% miejsc we Wrocławiu. Dobre jakościowo produkty, udane ciasto i niezła, niegenerująca specjalnych tłumów lokalizacja, to atuty tego miejsca. Idźcie, nie powinniście pożałować. Mam tylko nadzieję, że moda na pizzę neapolitańską nie dorówna rozmiarami tej burgerowej, bo straci sporo ze swojej wyjątkowości.

ranking4

Ogień

Pomorska 39/1 c

facebook.com/ogien.wro

Total 7 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments