Pieczona Papryka – nie upiekło się


Przyznam Wam, że miałem mieszane uczucia względem restauracji Pieczona Papryka od samego początku, kiedy tylko się pojawiła na ulicy Damrota. Irytujące były nachalne próby reklamowania knajpki w grupie Gdzie dobrze zjeść we Wrocławiu, irytujące było niezbyt ciekawe menu. Właściwie zbieżne z kilkoma podobnymi restauracjami, które powstały we Wrocławiu ostatnimi czasy. Oczywiście nie co do szczegółu, ale z podobnym zamysłem – jakaś rybka, krewetki, sałatka, burger, pizza i makaron. Dla każdego coś dobrego, pełen przekrój, spójności brak. No cóż, takie to zwyczaje. Nie specjalizujmy się w niczym, bądźmy średni we wszystkim. Ale, nie wyprzedzajmy faktów.

Do wizyty namówiła mnie w końcu żona, która do Pieczonej Papryki wybrała się któregoś dnia z przyjaciółką i zachwalała przez pół dnia tutejszy krem z papryki oczywiście. Nie miałem więc wyboru i w końcu wyskoczyłem na Damrota na obiad, a właściwie to dwa dni pod rząd, aby sprawdzić tę kuchnię jak najbardziej przekrojowo. 

1475611981615

No więc nie mogło się zacząć inaczej, jak od rzeczonego już kremu z pieczonej papryki (12 zł). Co tu dużo pisać – prawdopodobnie ciężko byłoby go wykonać lepiej. Słodycz mieszająca się z ostrością, przyjemne mieszanie się tekstur i cudna kremowość. Tak, na tę zupę zdecydowanie warto tu przyjść. 

Tak dobrze nie jest już w przypadku kremu z buraka (10 zł). Burak to bardzo wdzięczne warzywo, ale potrzebuje odpowiedniego opakowania, a odniosłem wrażenie, że tutaj został po prostu ugotowany i zblendowany. A że sam w sobie jest słodki i dla kontry nie wystarczy kilka kawałków bałkańskiego sera, po prostu po kilku łyżkach okazał się męczący.

14233616_10206856430321383_1634476531_o 1475612135534

Prawdziwa sinusoida zaczyna się jednak później. Niech za wytłumaczenie tego stwierdzenia wystarczy fakt, że najlepszym z trzech dań głównych było to najtańsze – kurczak zagrodowy na puree z batata (25 zł). Soczysty, lekko przypieczony kurczak, do tego kremowe i odpowiednio zbalansowane puree, jest nieźle.

Szkoda tylko, że wszystko kompletnie rozsypuje się w momencie, kiedy poziom trudności poszczególnych dań rośnie. Stek z rostbefu (36 zł) za pierwszym razem wraca na kuchnię, bo po przekrojeniu stanowi pięknie gumową podeszwę. Po piętnastu minutach zjawia się kolejny, delikatnie różowy, niewystarczająco kruchy i soczysty. Dokładając 10 zł otrzymuję sezonowany rostbef w Pinoli, który wyrywa z butów, a różnica między nimi jest taka, jak pomiędzy jazdą Fiatem 125p a najnowszym Mercedesem. Słabego obrazu wołowiny nie ratują dodatki – aromatyczne ratatouille podane w słoiczku, słodkie pesto z papryki i pieczony ziemniak z lekko kwaśnym sosem tzatziki. Nie da się uratować.

Na koniec jeszcze ziołowy dorsz (31 zł), w końcu mamy sezon na dorsza. To, że ryba nie jest odpowiednio soczysta, na siłę bym przeżył, ale do cholery – jak można połączyć delikatnego dorsza z kaszotto na mascarpone, tak ciężkim, że właściwie jego mała porcja zapewnia połowę mojego dziennego zapotrzebowania kalorycznego na całą dobę? Kontrast okrutnie bijący po oczach i kubkach smakowych, brak wyczucia, nie wiem jak jeszcze to nazwać. Nie, tak to nie działa, te dwie rzeczy nie pasują do siebie w żadnym wypadku.

14215346_10206856428721343_1204776326_o 1475611894394 1475612073149

Na finiszu wskaźnik wyraźnie ląduje w górnych obszarach. Ciastko czekoladowe z musem malinowym i gałką lodów powoduje, że w głowie pojawiają się pytania – skąd te nierówności. Deser jest wyborny do tego stopnia, że starasz się celebrować każdy jego kawałek jak najdłużej. Lody sobie odpuśćcie, ale ciastko bierzcie w ciemno. 

14233604_10206856423361209_1950633140_o

Idąc do Pieczonej Papryki nie nastawiałem się na wielkie kulinarne uniesienia. Liczyłem na uczciwą, dopracowaną kuchnię w klasycznym wydaniu. Uczciwa jest, wielkość porcji powinna zadowolić najgłodniejszego studenta, ale wszystko załamuje się w momencie przygotowywania najważniejszych dań. Bo o ile krem z papryki jest hitem, tak stek czy dorsz rozczarowują. Jest nierówno, a czarę goryczy przelewa dla mnie ogródek z parasolami Primatora. Primatora, czeskiego, w miejscu skąd w linii prostej jest jakieś 400 metrów do Browaru Stu Mostów, a jedynie nieco więcej do Browaru Profesja. Wiem, wiem, piwa rzemieślnicze wychodzą drożej, ale czy nie warto wrzucić ich do karty, aby identyfikować się z miejscem? Piwo za 12 zł w miejscu, w którym kawałek dorsza kosztuje 31 zł, nie powinno stanowić problemu. Ale to tak na marginesie. Najważniejsze jest to, że moja ocena dryfuje w stronę dostatecznej, ale bez szans na czwórkę.

ranking3

Pieczona Papryka

Damrota 33 b

FB

Total 19 Votes
11

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments