Stara Pączkarniagate – pączek vs. pączek


Kiedy na początku roku na odradzającej się gastronomicznie ulicy Świdnickiej powstała Stara Pączkarnia, chyba nikt nie spodziewał się, że właśnie przed tym lokalem ustawiać się będą długie kolejki. Tutejsze pączki jedni kochali, inni nienawidzili, jedni zachwalali fakt, że są smażone na bieżąco, z kolei drudzy narzekali, bo smakują tylko na świeżo. Od samego początku Stara Pączkarnia wzbudzała spore emocje, ale ogólny rachunek wychodził na pewno na plus, bo kolejki trwają do dzisiaj, a w moim rankingu najlepszych pączków we Wrocławiu sieciowa Pączkarnia znalazła się w TOP7.

W związku z takim powodzeniem, jasnym stało się, że Stara Pączkarnia postanowi w pewnym momencie rozwinąć swoją działalność o kolejne lokale w stolicy Dolnego Śląska, i faktycznie, na początku października takowy się pojawił, na Kuźniczej, dokładnie naprzeciwko baru Miś. W tym momencie pojawiły się także problemy, a to wszystko przez kartkę z napisem o takiej treści.

swidnickastara pączkarnia 2

O co chodzi? Początkowo nikt nie wiedział, no bo jak to – jeden lokal franczyzowy próbuje za pomocą nieczystych zagrywek zwalczać inny? Co na to właściciel marki, co na to właściciele Pączkarni z Kuźniczej? Pierwsza myśl – strzał w stopę i kolano za jednym zamachem, bo profesjonalizmu nie było w tym za grosz. W dodatku w międzyczasie, między innymi u mnie na blogu, pojawiło się sporo negatywnych opinii na temat nowej pączkarni – że smażone na starym tłuszczu, że dookoła lokalu śmierdzi tym tłuszczem, że fatalne składniki i twarde pączki. No po prostu dramat totalny.

Postanowiłem więc zbadać sprawę i organoleptycznie sprawdzić czy rzeczywiście pączki ze Świdnickiej i Kuźniczej w jakikolwiek sposób się różnią. A nie powinny, bo choćby na stronie Starej Pączkarni zapisane jest m.in. to:

Dostarczamy Partnerowi wszelkie urządzenia technologiczne niezbędne do prowadzenia Pączkarni. Szkolimy Franczyzobiorcę w zakresie analizy sprzedaży i kosztów, a także metod kontroli pracowników oraz systemu monitoringu. Przygotowujemy się do otwarcia Pączkarni, nadzorujemy i koordynujemy finalne prace instalatorskie.

I to:

Przez pierwszy miesiąc działalności nowej Pączkarni specjalnie w tym celu wyszkolony zespół naszych menedżerów codziennie pracuje i szkoli Państwa pracowników.

Wynikałoby z tego, że franczyzobiorca otrzymuje nie tylko technologię i sprzęt, ale także pełne wsparcie w pierwszym miesiącu działalności, co powinno prowadzić do ujednolicenia jakości w każdym z franczyzowych punktów. 

W międzyczasie wywiedziałem się jednak, że w dobrze funkcjonującej Starej Pączkarni nastąpił rozłam, mianowicie właściciele wspólnicy nie potrafili się porozumieć odnośnie modelu funkcjonowania firmy i postanowili pójść w inną stronę – jedni w stronę rozwijania jakości, drudzy w kierunku biznesowym i rozwijania sieci lokali franczyzowych. To jeszcze nie byłby dramat, gdyby nie pewien problem – nazwa oraz znak towarowy Starej Pączkarni pozostaje w rękach tylko jednej ze stron, mianowicie nie tej z zapędami rozwoju franczyzy. Dlatego też kartka o odcinaniu się od drugiego lokalu. Tyle w kwestiach własnościowych, pozostawmy je samym zainteresowanym. Najważniejsze w całej sprawie są pączki.

Zarówno na Kuźniczej, jak i Świdnickiej zamówiłem po dwa – z różą, te okrągłe oraz trójkątne – z serem na Kuźniczej oraz toffi na Świdnickiej, z racji tego, że w tej drugiej lokalizacji nie było opcji z serem. Cały test „załatwiłem” pomiędzy dziewiątą a dziesiątą nad ranem, więc niestraszne mi był kolejki. Co ważne – nie wyczułem też smrodu przepalonego tłuszczu, o którym wspominaliście w komentarzach. Nie wiem czy wynika to z tego, że niektórzy są przewrażliwieni, czy z tego, że mam jakiś problem z węchem, a może po prostu nad ranem te zapachy jeszcze nie dają się tak bardzo we znaki.

zest-1

Jeśli chodzi o cenę, to jest dokładnie taka sama – 2,50 za sztukę. Te z Kuźniczej – po lewej na zdjęciach – są ciemniejsze, ale to prawdopodobnie jedynie kwestia minimalnie dłuższego okresu smażenia, a nie samego oleju, jaki używany jest w Starej Pączkarni – roślinny, podwójnie frakcjonowany.

Każdy z pączków posiada pokaźną warstwę lukru na wierzchniej stronie, dodatkowo te z różą zostały posypane skórką pomarańczową. Co zwróciło moją uwagę w pierwszym momencie:

  • pączki z Kuźniczej są minimalnie pulchniejsze, przez co sprawiają wrażenie lżejszych i bardziej miękkich, choć różnica jest niemalże niezauważalna
  • pod względem ilości nadzienia zdecydowanie wygrywa Świdnicka, gdzie smakowe serce pączka rozłożone jest na jego cały przekrój, podczas gdy w tych z Kuźniczej nadzienie występuje w roli marginalnej.
  • co nie zmienia faktu, że tradycyjne różane nadzienie lepiej smakuje na Kuźniczej – jest bardziej kwiatowe i ze dobrze zbalansowaną słodkością, natomiast to ze Świdnickiej wydaje się mieć trochę nienaturalny, frużelinowy kolor
  • pączki ze Świdnickiej bardziej ulegają naporowi ust i rąk, wgniatają się i już nie wracają do pierwotnego położenia, a pączki z Kuźniczej pomimo, że delikatniejsze, do końca utrzymują stały wygląd
  • w obu lokalizacjach pączki są mocno nasączone tłuszczem, co wychodzi przy pakowaniu ich w torebki papierowe. Przy całej tej krytyce należy pamiętać o jednym ważnym aspekcie – nie można spodziewać się po pączkach, że będą fit. Pączki z założenia są tłuste i kaloryczne, choć oczywiście odpowiednie odsączenie jest dobrze widziane

Jedno nie zmienia się w obu lokalach – pączki wypiekane są cały czas, do wyboru jest przynajmniej kilka opcji, choć akurat na Świdnickiej nieco więcej, a najlepiej smakują na ciepło. Sporo racji mają ci, którzy uważają, że po zabraniu pudełka pączków ze Starej Pączkarni do domu ich magia ginie. Zdecydowanie to wyrób na tu i teraz. 

Podobne są także moje odczucia po zjedzeniu pączków w jednym i drugim lokalu – są ciężkie, pomimo swojej puszystość czuć je w żołądku jeszcze przez kilka godzin, co zapewne można zwalić na karb tłuszczu, który pewnie mógłby być wymieniany częściej, zwłaszcza przy takim przemiale gości. 

Różnice są w detalach, ale czy ci najgłośniej krzyczący na temat różnic pomiędzy tymi pączkami byliby w stanie odróżnić je w ślepym teście? Obstawiam, że 99% osób nie zauważyłoby tych subtelnych odmienności. 

Podsumowując, a jednocześnie odrzucając na bok sprawy własnościowe, to pączki w obu miejscach są bardzo podobne, jednakowo smaczne, choć niepozbawione wad.  Dla mnie zarówno jeden, jak i drugi lokal prezentuje poziom predysponujący go do ponownego znalezienia się w rankingu najlepszych wrocławskich pączków. Pamiętając jednocześnie, że żywotność tychże pączków nie należy do najdłuższych i w optymalnym rozwiązaniu należy je spożyć na ciepło na miejscu.

Obstawiam, że sporo głosów negatywnych względem lokalu na Kuźniczej to efekt zasugerowania się kartką, jaka pojawiła się w pierwszej Starej Pączkarni. Dla mnie obie Pączkarnie jadą na jednym wózku, pączki smakują bardzo podobnie, do poprawki na pewno jest nadzienie różane – i tu, i tu.

zest-2 zest-3

Total 32 Votes
8

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments