Margaux Mleko i Miód – potrzebny pasji cud


Kiedy widzisz, że nowa restauracja w centrum miasta chwali się na swoim Facebooku zdjęciami z „gwiazdą” Warsaw Shore, a nie wrzuca menu, kiedy nazywa się bardzo podobnie do popularnej knajpki na obrzeżach, wiedz, że coś się dzieje, cytując klasyka w sutannie. Dzieje się, niestety nie tam gdzie trzeba. Ale po kolei.

Od dłuższego już czasu zaniedbana przez lata ulica Świdnicka odzyskuje należny jej blask. Ciężko nie zauważyć, że dużą zasługę należy przypisać otwierającym się tutaj lokalom gastronomicznym, które sprawiają, że wrocławianie i turyści właśnie od Świdnickiej rozpoczynają wędrówkę po centrum. Jest streetfoodowy Pasibus, jest finediningowe Acquario, jest uwielbiane przez wszystkich Dinette, a także pizzeria Niezły Dym. Ostatnio do grona ich sąsiadów dołączyła kolejna restauracja – Margaux Mleko i Miód. W pierwszym momencie pomyślałem o filii Mlekiem i Miodem i uwierzcie, nie byłem w tym odosobniony, bo dostałem dwie informacje od czytelników, że chyba MiM przenosi się na Świdnicką. Druga myśl – pewnie jakaś francuska knajpka, w końcu Margaux to winiarski region w tymże kraju. Przyjrzałem się więc bliżej temu projektowi i okazało się, że dwa razy spudłowałem. Mlekiem i Miodem ma się dobrze w Kiełczowie i z tego co mi wiadomo, nigdzie się nie wybiera, natomiast obecność w menu takich pozycji jak żur, sałatka z halloumi czy english breakfast, świadczy o tym, że na pewno nie jest to miejsce z francuskim rodowodem. Ba, wygląda na to, że osoba zajmująca się menu ma pewne problemy z określeniem tożsamości tego miejsca.

Do Margaux Mleko i Miód trafiłem dwukrotnie – za pierwszym razem z ciekawości, za drugim chcąc dać temu miejscu szansę, kiedy akurat byłem niedaleko, z rana, po udzieleniu wywiadu dla radia. Czy została wykorzystana? Zapraszam do przeczytania.

Menu w internecie się nie pojawiło, więc pierwszy z nim kontakt nastapił w lokalu. Misz masz totalny, z kolei wewnątrz lokalu więcej obsługi niż gości, co w sumie nie dziwi, patrząc jak kolejna restauracja rozpoczyna swoją działalność bez jakiejkolwiek formy reklamy i informacji o swoim profilu. 

42d3de4b-e713-4a54-8e48-a7bd24483c2f

Trzeba przyznać, że lokal urządzony jest z wyczuciem, nad całością góruje neon z nazwą lokalu, a mieszanka szarości, żółci i drewna, w połączeniu ze świeżymi, ustawionymi na każdym stole, kwiatami,  wprowadza w bardzo pozytywny nastrój zaraz po wejściu. Obsługa z kolei wygląda na mocno zabubioną, nie za bardzo wie kiedy podejść, kiedy zagadać, kiedy coś zaproponować. W końcu jednak menu pojawia się na moim stoliku. Jako że wpadam rano, zerkam w stronę śniadań. Omlet,  pancakes, śniadanie angielskie i kanapki, jest więc z czego wybierać. 

c0b74006-9f7f-4e6e-ab35-9a63975d90a2 75e22d54-68f6-4a0d-8b24-b5c4df9f1173

Na dobry początek ruszam z kanapką z rostbefem (16 zł) oraz oczywistym o tej porze espresso. Właśnie, jeśli chodzi o godziny otwarcia, to szanuję to miejsce za 7.30, od której można coś zjeść. Pieczywo wypiekane jest na miejscu, bo Margaux to także mini piekarnia. I rzeczywiście, aromat świeżego pieczywa roznosi sie po całym lokalu. Kanapka z rosbefem, to zamknięte w bułce typu ciabatta kawałki pieczonego rostbefu. Suchego do granic możliwości, grubo krojonego rostbefu, któremu nie pomaga dołączony sos BBQ oraz plasterek pomidora oraz sałata. Sucho strasznie, pusto strasznie, smakowo słabiutko. Gorzej jednak, że chciałem przekazać uwagi pani kelnerce, sądząc naiwnie, że feedback od klientów jest ważny dla nowo otwartej miejscówki. Widocznie za dużo sobie wyobrażałem. Najpierw czekałem dziesięć minut na rachunek, po czym przechodząca pani zwinęła go ze stolika w trybie ekspresowym, nie pozwalając nawet na słowo mojego komentarza.  

a67e87be-a0c8-4958-9a53-1a3b303755f2

Za drugim razem idę w totalną klasykę – english breakfast (19 zł), a więc dwie kiełbaski parówki, fasolka, boczek, pieczywo, jajko sadzone i cebulka z pieczarkami. Na pierwszy rzut oka wygląda to przyzwoicie, nawet zmielone na drobną masę ziołowe parówki specjalnie nie odstraszają. Ciekawe jest lekko zgrillowane, chrupiące pieczywo, podane w dwóch wersjach – pszennej i z ziarnami. Natomiast na niezbyt trafiony pomysł wygląda mieszanie kwaśnych pomidorów z puszki z fasolką oraz podawanie niemalże surowego boczku. Wiadomo, angielskie śniadanie nie stanowi szczytu kulinarnej pomysłowości, ale prostota dania nie wyklucza dobrego smaku. W tym wypadku trochę tak jest, bo poszczególne składniki niespecjalnie ze sobą współgają, a całe śniadanie nie daje tego kopa, którego angielski poranny posiłek dawać powinien.

0d5024d0-4f7b-4485-9b7a-e43e523aa8ba

Dwa śniadania, nic do zapamiętania. To tak w skrócie. Nie potrafię przekonać się do miejsc, w których w najprostszych daniach brakuje smaku. Brakuje wyrazistości, a sama restauracja wygląda na tak dziwnie niespójną, że ciężko spodziewać się fajerwerków po danich głównych, wśród których panuje prawdziwe pomieszanie z polątaniem. Burger miesza się z combrem z królika, a na dokładkę dodane są makarony. Wygląda mi to na kolejne miejsce z cyklu: dla każdego coś dobrego, złapmy każdego klienta, nie brnijmy w specjalizację. Przyznam, że podziwiam odwagę osób, otwierających takie miejsca w towarzystwie chocby Dinette. Profil teoretycznie ten sam, wykonanie jakby z dwóch światów. Brak tu klimatu, brak smaku, brak pasji. 

ranking2

Margaux Mleko i Miód

Świdnicka 36

FB

Total 20 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments