Pan Fisz – jedzą rybę, jedzą rybę


Polacy nie należą do największych miłośników ryb na świecie, a właściwie nie plasują się nawet w połowie rankingu nacji najczęściej spożywających ryby i owoce morza. Chyba że. Chyba że to fish&chips, bo lubimy te wszystkie grzeszne fastfoody – zarówno z polskim, jak i zagranicznym rodowodem. Fish&chips popularność zyskało już w połowie XIX w., kiedy to w trakcie trwania rewolucji przemysłowej trzeba było wykarmić, najlepiej na szybko i pożywnie, wszystkich pracowników. Połączenie ziemniaków ze smażoną rybą pasowało idealnie, a że przy okazji udało się to zawinąć w przeczytaną już gazetę i jeść w biegu, nie mogło się nie udać.

Od długiego czasu we Wrocławiu z fish&chips było ciężko. Swego czasu na Ruskiej swoich sił próbowali właściciele lokalu Kurka Wodna, ale skończyło się na kilku miesiącach działalności. Rybę wzorowaną na tej z Wysp można zjeść w Motylej Nodze, Bistro Narożnik, a całkiem przyzwoitą, ale bardziej w stylu – jak nad polskim morzem, w Barze Krab.

W końcu jednak ktoś podjął kolejną próbę, choć muszę przyznać, że Pan Fisz, bo to właśnie nowy rybny bar, zlokalizowany w przedziwnym miejscu. Zwłaszcza dla mnie, człowieka od 30 lat mieszkającego kompletnie z drugiej strony miasta. Gądów to gastronomiczna pustynia, więc Pan Fisz to projekt tyleż fajny, co jednak ryzykowny, bo jak pokazuje ta dzielnica – nie zawsze ilość potencjalnych klientów przekłada się na gości w restauracji. 

Wnętrze jest trochę surowe, z dominującym elementem – drewnem, z którego wykonane zostały stoły, bar, a gdzieś w tle pojawiają się także trochę surowe skrzynki. Od razu po wejściu w oczy rzuca się także wypisane na kredowej tablicy menu, w którym poczesne miejsce zajmuje o dziwo nie fish&chips, a przystawki oraz inne dania główne. Decyduję się właśnie na dorsza w panierce z frytkami (21 zł) oraz kalmary (9 zł) na przystawkę. 

Pierwsza sprawa, na którą zwróciłem uwagę przy kalmarach i rybie – opakowania. Wszystko fajnie, uściełane gazetą koszyki, lekka hipsterka, ale jedzenie z nich sprawia po prostu pewne problemy. Podobnie słoiczki z sosami – ani „zamoczyć” w nich frytkę, ani wylać na tackę.

Same kalmary bardzo standardowe, z cienkiej, lekko tłuszczowej panierce, nieprzesadnie gumowate plus lekko słodki sos majonezowy. Zachwytów brak, ale i nie może ich być, a wcale ich nie oczekuję, bo to klasyka, podobnie jak cały lokal, idealne miejsce na poprawę samopoczucia po weekendowym alkoholowym tourze po mieście.

Zdecydowanie jednak fish&chips odkupuje wszelkie winy w Pan Fisz. Porcja okrutnie wielka, zarówno dorsza, krojonych na miejscu frytek oraz groszku na ciepło, podanego we wspomnianym wcześniej nieporęcznym słoiczku. Ryba otoczona cieniutką warstwą kruchego, złocistego ciasta, przyjemnie rozpada się na włókna, a swoją rolę wartościowego uzupełnienia spełniają fryty w ilości przesadnie dużej. Podobne do tych z Pasibusa, grube, mączyste, pół na pół miękkie i chrupiące. Jak dla mnie świetne. Całość uzupełnia delikatny sos tatarski, wprowadzający odpowiednią dawkę kwasowości i orzeźwienia.

Traktuję Pan Fisz jako ciekawostkę. Pozytywną ciekawostkę. Może nie będę nadmiernie częstym gościem, ale już wiem, że robią uczciwą rybę, jedzenie idealnie smakuje po wcześniejszych alkoholowych wojażach, a wierzę także, że będzie to miejsce promujące jedzenie ryb, również tych polskich, wpływające nieco na zmianę rybnych przyzwyczajeń Polaków.

Pan Fisz

Horbaczewskiego 29 D

FB

Total 17 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments