Najważniejsze wydarzenia wrocławskiej gastronomii w 2016 roku


Lata, w których wrocławska gastronomia funkcjonowała jako daleki krewny nie tylko tej warszawskiej, ale i z Krakowa czy Poznania, minęły bezpowrotnie. Pomimo wielu uwag, które przewijają się przez cały rok, musimy powiedzieć sobie otwarcie – nie mamy się czego wstydzić. Wrocław powstał z kolan kulinarnej nędzy, w ekspresowym tempie wyszedł z bloków i znajduje się już na ostatniej prostej, aby dogonić czołówkę. O ile jeszcze się w niej nie znalazł. Podsumowania 2016 roku rozpoczynam od zestawienia najważniejszych wydarzeń mijających 365 dni. Ja znalazłem dziewięć godnych zauważenia faktów, które wpływają na rozwój miejscowej gastronomii. Dziewięć pozytywnych, bo szkoda narzekać od razu na początku nowego roku. Ruszamy, a jeśli macie swoje propozycje, zapraszam do komentowania. Kolejność absolutnie losowa

Od food trucka do lokalu stacjonarnego

Food trucki w ostatnich latach na stałe wpisały się w kulinarny krajobraz Wrocławia, stając się z biegu jego ważnym elementem. Zarówno ze względu na dość luźne podejście, oryginanolne jedzenie, jak i dostępność. Pamiętacie pewnie pierwsze zloty foodtruckowe, na których kolejki do aut ciągnęły się w nieskończoność, a mimo to nieprzebrane tłumy pojawiały się dalej w trakcie kolejnych edycji. Stopniowo festiwalowe szaleństwo ucichło, ale nie zmniejszyła się popularność restauracji na kółkach. Co lepsi postanowili wziąć sprawy we własne ręce i pójść krok dalej, otwierając własne lokale stacjonarne, a w przypadku Pasibusa nawet kilka lokali. Poza burgerowymi dominatorami, swoje restauracje lub bary otworzyły ekipy Bratwurstów, Happy Little Truck, ośmiu misek, Green Bus czy Panczo.

Otwarcie Pracowni Food Think Tank

Fundacja Food Think Tank szerszemu gronu była znana dotychczas głównie z organizowanych przez siebie instalacji, kończonych niezwykłymi przedstawieniami kulinarnymi. Pod koniec roku założyciele FTT – m.in. Tomasz Hartman i Michał Czekajło, otworzyli na Nadodrzu Pracownię Food Think Tank, mającą stanowić miejsce przyjazne wszystkim osobom zaangażowanym w lokalną gastronomię. Prace nad ostatecznym kształtem Pracowni jeszcze trwają, ale już pojawiły się pierwsze inicjatywy, jak choćby bezpłatne porady prawne dla pracowników gastronomii, te bardziej prozaiczne – ostrzenie noży, a niebawem ruszyć ma także pośrednictwo pracy dla całej branży. Oby więcej podobnych inicjatyw, tak mocno wpływających na rozwój naszej lokalnej sceny.

Transfer Justyny Słupskiej-Kartaczowskiej

Tytułowy transfer to oczywiście forma żartu. Justyna Słupska-Kartaczowska, jeden z najbardziej cenionych Szefów Kuchni w Polsce, pracująca dotychczas na dobre imię restauracji Acquario – uznanej przez Froblog czołową w kraju – przenosi swoje talenty do restauracji JaDka, gdzie spróbuje stworzyć w pełni autorską, własną kuchnię w miejscu, które ostatnimi czasy nie cieszyło się specjalnie dobrą opinią. To w ogóle ciekawe zjawisko – owe „transfery” kucharzy. Stosunkowo niedawno zaczęliśmy doceniać Szefów Kuchni, pokazywać, że to oni stoją za talerzem, pojawiającym się na stoliku przed gościem. Od tej pory coraz więcej osób przychodzi do restauracji ze względu na osobę na kuchni i wiernie podąża za nim do kolejnych lokali.

231

To jest absolutne szaleństwo, bez dwóch zdań. 231 otwartych w 2016 roku punktów gastronomicznych – restauracji, kawiarni, barów, piekarni, food trucków, przynajmniej według moich obliczeń. Mogłem kogoś pominąć, ale to raczej margines błędu w okolicach 5%. To zdecydowanie największy boom gastronomiczny w historii miasta, z jednej strony pokazujący potencjał, z drugiej z kolei wzbudzający obawy o korektę i zatrzymanie tegoż szaleństwa, które w końcu muszą się pojawić.

Wyróżnienia Gault&Millau

Trzecia polska edycja żółtego przewodnika przyniosła piękną niespodziankę w postaci już 24 wyróżnionych wrocławskich restauracji, w porównaniu z 14 z roku poprzedniego. Jeśli sugerować się tylko Gault&Millau, moglibyśmy śmiało stwierdzić, że takie miejsca jak Mennicza Fusion, Food Art Gallery, Acquario i Olszewskiego 128 już doszlusowały do restauracji z polskiego topu. Reszta goni dość szybko, kilka miejsc nie zostało uwzględnionych w przewodniku z powodu zbyt późnego otwarcia, więc perspektywy są obiecujące.

Rzemiosło

Tego lata cały Wrocław zalała fala lodów naturalnych, wyskakujących właściwie z każdego rogu, w każdej okolicy. Natury w tych wszystkich smerfach i kinder bueno tyle, co kto napłakał. W tym wszystkim pięknym objawieniem okazała się rzemieślnicza od A do Z lodziarnia KRASNOLÓD, a co cieszy, to że także w innych dziedzinach rzemieślnicy ostro zabrali się do roboty. Na Długosza postał genialny Concept Stu Mostów, zresztą przy browarze, gdzie zjecie cudowne, wypiekane na miejscu pieczywo, sezonowane mięso, a do domu zabierzecie sery i przetwory własnego wyrobu. Coraz ciekawiej rozwijają się inne browary – Profesja, Warsztat Piwowarski czy podwrocławskie Widawa i Cztery Ściany. Świetną i słodką robotę wykonują dziewczyny z NANAN. W wielu wypadkach to już nie tyle rzemieślnicy, co magicy smaków, przenoszący nas do zaczarowanej przez długi czas krainy jakościowych produktów.

Wyjście poza centrum

Kontynuacja bardzo pozytywnego trendu, polegającego na wyprowadzaniu restauracji i w ogóle gastronomi poza ścisłe centrum. Tym razem takie miejsca powstały m.in. na Ołtaszynie, Psim Polu, Muchoborze, Oporowie czy na Nowym Dworze. Co ważne, zazwyczaj nie są to restauracje z banalnym menu i pizzą na tapecie. Chyba najpopularniejsza z tego zestawienia Brylantowa 16, to wzorowy przykład tego, jak zamienić niespecjalnie atrakcyjną lokalizację w lokal, do którego przyjeżdżają goście z drugiego końca miasta.

Nowe życie Świdnickiej i Włodkowica

Kto by pomyślał jeszcze dwa lata temu, że pod koniec 2016 roku jednymi z głównych węzłów kulinarnych wędrówek wrocławian i turystów przyjeżdżających z najróżniejszych zakątków świata, będą ulice Świdnicka i Włodkowica. Ta pierwsza już na dobre przybrała ponownie szaty reprezentacyjnej arterii, a największa w tym zasługa właśnie lokali gastronomicznych. Po kolei działalność rozpoczynały Stacja Pasibus, Mama Manousch, Dinette i Niezły Dym, a nie można zapomnieć, że obok funkcjonują także restauracje w Hotelu Monopol. Nieco inaczej sprawa ma się z ulicą Włodkowica. Początkowe plany zapowiadały jej całkowite zamknięcie dla ruchu kołowego, co obecnie nie ma miejsca i chyba dobrze. Włodkowica otrzymała nowe życie, a nieco zastałe Bułkę z Masłem i Winnersa wspomagają od tego roku takie hity jak osiem misek, Restauracja Jasna, HINT, AleBrowar, a od stycznia 2017 także Pasibus.

Świadomość

To jest podpunkt podszyty nadzieją. Nadzieją, że chodzący do wrocławskich restauracji mieszkańcy naszego pięknego miasta zwracają uwagę na to, co się im podaje, na to co jedzą i jak powinni zachowywać się w konkretnych miejscach. Pewnie nie jest jeszcze wzorowo, pewnie niektórzy chcą, aby odsmażyć im tatara, a jeszcze inni proszą o ipę ze sokiem, ale świadomość rośnie, bezdyskusyjnie. Nie jesteśmy już, jako całość, stadem tępych istot, wpychających w siebie co tylko się da. Ta świadomość to także dokonywanie właściwych wyborów, większa odwaga w poznawaniu nowych smaków, ale i chęć dzielenia się swoimi opiniami na temat konkretnych miejsc, choćby pod wpisami na moim blogu. Jest całkiem nieźle, powinno być jeszcze lepiej i za to trzymam kciuki.

Total 21 Votes
6

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments