Warzywniak – tanie danie na weganie


Życie w cieniu legendarnej wśród studentów z Grunwaldu pizzerii Bravo nie jest łatwe, o czym przekonali się w ostatnim czasie m.in. właściciele Bistro Spacja, które wytrzymało ledwie dwa miesiące. W jego miejsce, w lokalu tuż obok wspomnianej pizzerii, tyle że za zaułkiem, nieco w cieniu, szybko wystartował wegański bar Warzywniak. Pochwalam, bo ilość młodych osób, studiujących w tych okolicach jest tak wielka, że nawet mały odsetek wegan i wegetarian wśród nich generuje całkiem pokaźną liczbę potencjalnych klientów. Zresztą, jestem najlepszym przykładem tego, że ciekawie przygotowane dania wegańskie, mogą zachęcić także mięsożerców, choć kompletnie nie zachęca surowy wystrój lokalu i zamazany sprayem (!) szyld poprzedniej knajpki.

Do Warzywniaka wybrałem się dwukrotnie. Raz na samym początku działalności, następnie po kilku dniach. Różnica pomiędzy obiema wizytami widoczna była przede wszystkim zauważalna w poziomie ogarnięcia obsługi. W pierwszym wypadku zamówiłem dwa dania, z których otrzymałem jedno – pierogi, po 35 (!) minutach, o drugim z kolei zapomniano, więc je sobie odpuściłem. Gwoli sprawiedliwości należy jednak oddać, że smak choć w niewielkim stopniu wynagradza niedogodności. Pierogi ruskie (6 zł), pomimo braku twarogu, to silna, wyrazista pozycja z delikatnie za grubym, ale mięciutkim ciastem. Natomiast pierogi z soczewicą (7 zł) na ostro to pierwszy mały hit. Przyjemnie muskają podniebienie lekką ostrością, a świetnie pasuje w tym wypadku też orientalna nuta.

Drugie wyjście do Warzywniaka pokazuje jednoznacznie, że obsługa się dotarła, komunikacja działa jak trzeba, a dania trafiają na stolik w odpowiedniej kolejności. Na dobry początek wybieram krupnik (6 zł), którego nie powstydziłaby się żadna gospodyni w Polsce. Pysznie warzywny, sycący, nie za słodki, idący bardziej w wytrawną stronę. Po jego zjedzeniu, ze względu na wielkość, cieszyłem się, że nie zamówiłem żadnego dania głównego, a jedynie dwie przystawki. Takie myśli chodziły mi po głowie jeszcze tylko przez chwilę, dopóki kelner nie doniósł owych „przystawek”. Zarówno quesadilla, jak i spring rolls w cenie 6 zł, SZEŚCIU ZŁOTYCH!, to potwornie wielkie porcje, które w każdym innym miejscu w tym mieście kosztowałyby pewnie w okolicach 20 zł. Zaskakująca jest quesadilla, bo nie uderza w tex-mexowe klimaty a odbija w stronę Indii. Jej nadzienie, zamknięte pomiędzy dwoma chrupiącymi plackami, wręcz uderza aromatami w nozdrza i najbardziej przypomina mi farsz do samosów. Spring rolls w ilości sztuk sześciu, stanowią luźną przekąskę z grzybami moon, makaronem, warzywami i ostro-słodkim sosem. Nie jest to pozycja wybitna, ale mając cały czas w pamięci jej cenę, wydaje się być bardzo uczciwym interesem dla gościa. Czy dla właścicieli też, tego nie wiem, bo nie jestem ekonomistą, choć na pierwszy rzut oka wygląda mi to na źle policzony food cost.

Warzywniak mnie zaskoczył, nie tylko cenami, bo one bardziej zszokowały. Warzywniak pozytywnie zaskakuje przyzwoitym smakiem, ale i jego różnorodnością, a przy tym prostotą. Poszczególne dania są przystępne, w dużej mierze domowe, inspirowane międzynarodową kuchnią, a poza stałymi punktami, zmieniają się codziennie. Mięsa tu nie dostaniecie, ale za niewielkie pieniądze zjecie wegańskie i przede wszystkim wyraziste potrawy.

Warzywniak

Pl. Grunwaldzki 18

FB

Total 22 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments