Z ziemi włoskiej – dania warte chwili oczekiwania


W listopadowym zestawieniu nowych restauracji, jednym z miejsc, które najbardziej mnie zainteresowało był zlokalizowany naprzeciwko Aquaparku bar Z ziemi włoskiej. Dlaczego? Zaciekawił mnie koncept, tak odmienny od otwieranych we Wrocławiu włoskich knajpek. Carbonara z litrem śmietany, pizza i tiramisu, wiadomka. Z tej sztampy wyłamało się już produkujące makarony na miejscu Ragu, a teraz także właśnie Z ziemi włoskiej, gdzie podawane są piadiny i kilka wersji makaronów.

O piadinie będzie zaraz, ale najpierw kilka słów o lokalu. Zresztą, lokal to chyba pewne nadużycie, ponieważ bar, mieszczący się przy skrzyżowaniu Kamiennej i Borowskiej, to właściwie kiosk, w którego jednej części można zamówić lody, a od listopada także włoskie, streetfoodowe dania. Co tu dużo mówić, zarówno widok z zewnątrz, jak i wnętrze nie zachęcają specjalnie do odwiedzin. Zwłaszcza w zimie – okna zaparowane, w środku czuć chłód, a atmosferę ociepla jedynie obsługująca pani, śpiewnie opowiadając o miejscowych specjałach. Takowym jest niewątpliwie piadina, czyli włoska odsłona ulicznego jedzenia, rozpowszechniona na większą skalę głównie w okolicach Bolonii, czym zresztą chwalą się właściciele Z ziemi włoskiej. Piadina to cienkie, pszenne placki, podawane z różnorodnym farszem. I to właśnie piadina stanowi główny punkt programu na Borowskiej, a oprócz niej w karcie znajdują się także makarony.

Zanim pochwały, bo uprzedzając nieco opis dań, tych pojawi się całkiem sporo, najpierw łyżka dziegciu. W 100% doceniam fakt, że wszystkie dania przygotowywane są na miejscu od podstaw, w dodatku z włoskich składników, które zresztą można zakupić na miejscu. Mało tego, menu ustalane jest na podstawie tego, co akurat udało się zdobyć właścicielom na włoskim rynku, ale w tym wszystkim pojawia pewien problem. Streetfood nieodłącznie kojarzy się nam z szybkością wydawania dań, co oczywiście nie jest regułą, zwłaszcza mając w pamięci foodtruckowe zloty, ale ogólnie jednak tak. W Z ziemi włoskiej czas oczekiwania wydłuża się okrutnie. Na zamówiony makaron czekałem 30 minut, na piadinę 35, a że ta sytuacja nie wyprowadziła mnie z równowagi, wiązało się jedynie z faktem wcześniejszego skończenia pracy w te konkretne dni.

Swoje więc odczekałem, zdążyłem porządnie zgłodnieć, akurat przeczytać całą gazetę, aż w końcu otrzymałem piadinę cotto (12 zł). Wygląda świetnie, a ze złożonego na pół placka z zauważalnymi podpieczonymi fragmentami, wystaje spora porcja szynki, ricotty oraz roszponki. Warto zacząć chyba od ciasta, które stanowi cudne połączenie chrupkości, lekkości i miękkiego wnętrza. Przyznam, że to jeden z lepszych placków wszelkiego rodzaju, jakie miałem okazję jeść w życiu. Nieskomplikowane, ułożone, a zarazem odpowiednio zgrane są pozostałe składniki – delikatna, soczysta i lekko ziołowa szynka Cotto, słodkawa Ricotta i spinająca wszystko roszponka. Chciałoby się więcej, bo to naprawdę kawałek bardzo udanego streetfoodu.

Drugiego dnia z ciekawości zamawiam tagliatelle ragu alla bolognese (18 zł). Treściwe, konkretne, umiejętnie łączące mięsne i warzywne aromaty sosu, a także ugotowany w punkt makaron. Solidna pozycja, może nie tak smaczna jak we wspomnianym wcześniej Ragu, ale warta uwagi, zwłaszcza biorąc pod uwagę profil tego miejsca. W niewielu budkach z tak naprawdę ulicznym jedzeniem zjecie coś tak dobrego.

Z ziemi włoskiej to kolejne potwierdzenie faktu, że Wrocław streetfoodem stoi. Pomimo moich próśb o większą ilość restauracji, takim ulicznym inicjatywom przyklaskuję z całego serca. Świetne, nowatorskie na wrocławskim rynku piadiny i udane makarony w przystępnych cenach. Do poprawy na pewno czas oczekiwania na dania, do utrzymania smak. Idźcie, smakujcie i cieszcie się dobrym, prostym jedzeniem.

Z ziemi włoskiej

Borowska 103

FB

Total 21 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments