PROZA – uczciwy obiad w kulturalnej atmosferze


Jeśli miałbym ocenić odsetek osób trafiających tu przez przypadek, z ulicy, bez polecenia, stawiam, że liczba wahać się będzie w okolicach 1%. Klub PROZA, bo o nim mowa, to gastronomiczne wcielenie Wrocławskiego Domu Literatury. Nie mam zamiaru ściemniać, że dotarłem do mieszczącego w Przejściu Garncarskim klubu sam z siebie. Na piwo zaprosił mnie znajomy, zapewniając, że do piwa zjem coś dobrego. Piwa nie było, bo przyjechałem ostatecznie autem, ale PROZA mnie zaciekawiła – ofertą kulinarną, klimatem i bliskością do dawnych Związków, w których ponad dekadę wcześniej zaczynałem przygodę z gastronomią. Tych Związków, gdzie przez laty bawiła się śmietanka – Cybulski, Konwicki, Chęciński i cała rzesza artystów.

Ciekawą sprawą jest choćby samo dotarcie do klubu. Wejście w Przejście Garncarskie to dopiero pierwszy krok, następnie należy udać się do windy w kamienicy, przetransportować się na drugie piętro, przejść korytarz i w końcu korzystać z uroków miejsca. Wnętrze przypomina bardziej niewielką salkę koncertową z małą sceną lub kameralny lokal na wieczorki literackie, a w rzeczywistości jest bardzo udanym połączeniem baru i przestrzeni do spotkań dla wszystkich miłośników książek oraz kultury w ogóle.

Poza ciekawymi tytułami zainteresowała mnie również oferta kulinarna. Za sporym kontuarem znajduje się tablica kredowa z wypisanymi tradycyjnymi daniami – pierogi, filet z kurczaka, zupa pomidorowa, polędwiczki, ale i pielmieni. Do tego napoje, w tym piwo z Browaru Stu Mostów oraz ukraiński Obolon.

Pierogi ruskie w cenie całych 8 zł prezentują się wspaniale na talerzu, ułożone w towarzystwie kubeczka z gęstą śmietaną, obsypane pietruszką i pieprzem. O ile nie jest to mój ulubiony sposób przygotowywania farszu do ruskich, bo zawiera w sobie więcej ziemniaków, tak walory smakowe wynagradzają wszystko. Fantastyczne, cienkie, sprężyste, lekkie jak piórko ciasto i ten farsz – niby ziemniaczany, ale pieprzny, kremowy. Czuć, że wyszedł spod ręki doświadczonej gospodyni. Nie gorzej wypadają pielmieni, podane w wywarze zagęszczonym śmietaną. Ponownie siłą wschodniego przysmaku jest ciasto, ale w tym wypadku farsz dorównuje mu poziomem. Soczyste, wyraziste mięso, z ziołową i pieprzną nutą, świetne.

Drugi raz przychodzę już wcześniej, na obiad w ciągu dnia. Zamawiam zupę dnia – pieczarkową (8 zł) oraz filet z kurczaka (16 zł). Zupa zaskakuje, rzadko zdarzało mi się jeść niezabieloną grzybową, ale ta chyba nawet na tym zyskuje, bo lekko tłusty wywar odpowiednio eksponuje intensywny smak pieczarek, zbalansowanych słodkawą podbudową warzywną. Filet z kurczaka, podawany najczęściej w formie panierowanego kotleta, zaskakuje właściwym zgrillowaniem, a co za tym idzie przyjemną dla oka częścią zewnętrzną oraz soczystym wnętrzem. Nie do końca trafiły do mnie kompletnie nieposolone ćwiartki ziemniaków i rzucona trochę bez ładu mieszanka sałat. Co do ziemniaków, to jednak należy się mały plusik za brak mrożonki w tym miejscu. Całość jednak, patrząc na cenę, przyzwoita.

Może mylnie, ale właśnie w ten sposób wyobrażam sobie bar/restaurację dla literatów, ludzi kultury sprzed lat. Ze skromnym, ale smacznym i uczciwym jedzeniem, dużą ilością kawy oraz nieodłącznego alkoholu. Mało tego, żeby zapalić nie trzeba wychodzić na zewnątrz, ponieważ w środku znajduje się specjalna kapsuła, w której można rozkoszować się swoim nałogiem, nie przeszkadzając jednocześnie innym gościom. PROZA jest trochę artyzstyczna, trochę przaśna, ale i domowa. Jest coś fajnego w tym miejscu, co mówi mi, że będę wracać, a i Wam polecam.

Klub PROZA

Przejście Garncarskie 2 

FB

Total 14 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments