Hare Krishna Indian & Nepal Restaurant – Indie zawładnęły Wrocławiem


Ciężko przyrównać tę modę do burgerowej, ale od jakiegoś czasu zauważalny jest we Wrocławiu trend na kuchnię indyjską i to nie tylko w otwartych w niedługim odstępie Thali, Mango Mama i Namaste Nepal, ale wpływy widać w menu wielu miejsc, w których curry nie stanowi motywu przewodniego. Doliczając do tego solidna reprezentację w postaci Buddha Lounge i Masali, rysuje się obraz jednego z najpopularniejszych kierunków kulinarnych w stolicy Dolnego Śląska. Najnowszym lokalem jest restauracja Hare Krishna, zlokalizowana na ul. Jedności narodowej, w miejscu gdzie wcześniej funkcjonowały dwa niepokojące gastronomiczne byty – bary Wiarus i Lemonką. Hare Krishna nie odbiega od nich specjalnie wystrojem wnętrza, ale sama karta to już w większości indyjskie klasyki z nepalskimi wtrętami.

Podczas pierwszej wizyty spory niepokój wywołuje obsługa – ślamazarna, myląca się, bez podstawowej kelnerskiej ogłady. Od momentu wejścia do lokalu do zjedzenia całości minęła godzina i dwadzieścia minut, niech to starczy za komentarz. Nadmienię, że ilości osób przebywających razem ze mną w środku, tłumem w żadnym wypadku nazwać nie można. Zresztą, widząc ich nerwowe reakcje, wnioskuję, że również w ich przypadku obsługa i kuchnia nie działały ekspresowo. Całe szczęście za drugim razem udaje mi się zjeść w niespełna 30 minut.

Bardzo udane są wypełnione mieszanką ziemniaków groszku i nerkowców samosy (8 zł). Solidnie potraktowane aromatyczną kolendrą, zapieczone w idealnej grubości cieście. Zastanawia mnie natomiast obecność rukoli oraz ciężkiego sosu majonezowego na talerzu. Słabiutko wypada zupa z krewetkami (12 zł), z dominującym smakiem przepalonej cebulki, która trafiła do kotła. Gdzieś w tle pojawiła się nuta morska, kwaśna i słodka od pomidorów, ale całość po prostu ze sobą nie grała, a już na pewno nie użyte do zupy miniaturowe, bezbarwne – wizualnie i smakowo kreweteczki.

Po nieciekawej zupie przychodzi ukojenie w postaci cudnego butter chicken (23 zł). Gęstego, kremowego, pomidorowo-czerwonego, z idealnie zbalansowaną słodyczą i wytrawną podbudową i na dokładkę z rozpadającym się na włókna kurczakiem oraz wykończającym całość, cytrusowym imbirem. Nepali chicken (24 zł) to z kolei odpowiednia pozycja dla osób lubujących się w większej ilości wrażeń w jednym daniu. Miseczka wypełniona jest sosem ze sporą ilością warzyw i kurczaka, gdzie słodycz papryki idzie łeb w łeb z ostrym i wodzący za nos czosnkiem. To jest to, zdecydowanie.

Osobny temat to chlebki naan, które dobieram do dań głównych. Ten podstawowy, do butter chicken kruszy się i jest nieco za suchy. Wersja z serem paneer wewnątrz to z kolei opcja cięższa, tłusta i smakowo przyjemna, choć trochę niedopieczona na brzegach.

Niewątpliwie Hare Krishna rokuje nieźle, restaurację dotknęły typowe dla debiutanta wpadki, ale smak się broni, co stanowi duży atut. Jestem fanem kuchni tej części Azji, dlatego postaram się zawitać na Jedności niedługo jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy wnioski z wpadek są wyciągane.

Hare Krishna Indian & Nepal Restaurant

Jedności Narodowej 161

FB

Total 13 Votes
8

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments