Mlekiem i Miodem – najlepszy boczek ever


Cholernie lubię ten moment dwa razy do roku, kiedy startuje festiwal Restaurant Week. Jako jeden z ambasadorów imprezy mam szansę testować przedpremierowo przygotowane specjalnie na tę okazję menu, a przy okazji spotkać się z właścicielami restauracji, obsługą i szefami kuchni. Spotkać, porozmawiać, dowiedzieć się ciekawych rzeczy na temat serwowanych dań, zasłyszeć czegoś z gastronomicznej kuchni, a nade wszystko obcować z osobami tworzącymi wrocławskie restauracje.

W tym roku udało mi się już podczas tastingów wymienić kilka zdań z przemiłą właścicielka Taszki oraz Szefem Kuchni Mama Manousch, Filipem Grajetą. Tuż przed samym startem festiwalu trafiłem jeszcze do kiełczowskiego Mlekiem i Miodem, które jak zawsze pasuje mi ze względu na tak nieodległą od Zakrzowa lokalizację.

Lubię to miejsce nie tylko dlatego, że dotarcie zajmuje mi kilka minut, ale i kiedy myślę o jedzonych na miejscu od początku działalności daniach oraz o niezwykle pozytywnie zakręconym na punkcie kuchni Szefie. Łukasz Socha prowadzi MiM od ponad trzech lat, ale ciągle się uczy, jeździ na staże do lepszych od siebie i kombinuje z własną kartą, byleby tylko ta zaskoczyła nowych i stałych gości, a poszczególne produkty były jak najwyższej jakości. Łukasz jest naprawdę wdzięcznym rozmówcą, dlatego spędziłem w Mlekiem i Miodem kilka interesujących godzin, z których najważniejszy było jednak czas spędzony na próbowaniu wyserwowanego przez kuchnię dania z menu festiwalowego Restaurant Week.

Maślana brioszka serwowana z twarożkiem z sera owczego, rzodkiewką i cebulą dymką oraz domową konfiturą z rabarbaru i masłem wędzonym to kompleksowa przystawka, ułożona na talerzu w formie przemyślanej kompozycji. Puszystej, lekkiej jak piórko i delikatnie wędzonej brioszce towarzyszy charakterny i wyrazisty ser skontrowany w odpowiedni sposób przez lekko kwaskową konfiturę z rabarbaru. Na długo po odstawieniu talerza moje ślinianki pracowały jak zwariowane na samą myśl o doskonałej brioszce i tej różnorodności tak udanie dopasowanych smaków.

Nie chciałbym narazić się wegetarianom, ale ich szparagi sous vide serwowane z młodymi ziemniakami, jajem, sosem holenderskim oraz kruszonką kukurydzianą, pomimo trafionej kompozycji, mogą nie wytrzymać konkurencji, kiedy zerkną na talerz współtowarzysza. Boczek sous vide bastowany masłem z lebiodką pospolitą, serwowany z pastą z czerwonej kapusty, puree z fasoli białej i pora oraz demi glacem jabłkowo lawendowym oraz z chipsem z selera okazał się najlepszym boczkiem, jaki jadłem w życiu. Najpierw marynowany 12 godzin, później skąpany przez 36 kolejnych w sous vide, a na dokładkę wykończony pełnym umami sosem demi glace. Pisząc te słowa mam w głowie ten smak i cudowną teksturę rozpadającego się, delikatnego, ledwie tłuściutkiego mięsa. To jest boczek, który ma pod sobą wszystkie inne boczki tego świata, absolutnie cudowny. Co ważne, na talerzu wszystko gra ze sobą. Czerwona kapusta nadaje tak potrzebnej kwasowości, ścierają się ze sobą różne faktury, no i powtórzę to raz jeszcze – TEN boczek i TEN sos, poezja.

Napoleonka na cieście francuskim z kremowym adwokatem karmelowo orzechowym to nieprzesadnie słodka pozycja z lekko przebijającym się alkoholowym aromatem i idealnie tu pasującymi, goryczkowymi orzechami. Na całe szczęście wielkość deseru dostosowana jest do ogromu dania głównego, bo w innym wypadku mój żołądek mógłby eksplodować.

Mlekiem i Miodem ustawiło poprzeczkę na wysokim pułapie. Dopracowane dania, oryginalne połączenia, przyjemna, luźna atmosfera i smaki, które pozostają w pamięci na długo. Właśnie takich wrażeń oczekuję po festiwalowym menu Restaurant Week i każdy, kto zarezerwował stolik właśnie w Kiełczowie, powinien wyjść z szeroko uśmiechniętą buzią.

Mlekiem i Miodem

Wrocławska 31

FB

 

Total 8 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments