Dzienniki piwne – w oczekiwaniu na lato (IV)


Przyznam się, że nie wierzyłem, iż tylu z Was zainteresują moje wpisy na temat piwa rzemieślniczego, ale widząc pozytywny odzew, ruszam dalej z piwnymi dziennikami. Jeśli macie jakieś pomysły na uatrakcyjnienie takiej formy wspominek, dajcie znać, z chęcią pokombinuję. Dzienniki piwne traktuję głównie jako własny pamiętnik, do którego mogę wrócić za jakiś czas, aby przypomnieć sobie pijane wcześniej piwa, dlatego też proszę o pewien dystans do moich ocen, które przyznaję na końcu opisu każdego z piw. Kilka słów na ten temat z ostatniego wpisu:

Traktujcie te oceny jako opinie zwykłego Kowalskiego. Nie sędziego piwnego, nie piwowara czy blogera piwnego. To moje subiektywne odczucia względem piw, których próbuję całkiem sporo. Skala od 1 do 10, choć raczej mam zamiar opisywać tylko te udane produkty.

Dzienniki piwne – I, II, III

Naftali podbiło moje serce już podczas piątej edycji Beer Geek Madness, kiedy to kilka razy chodziłem po dolewkę. Norsk Sour Oatmeal Milk Farmhouse Hoppy Ale uwarzone przez Browar Golem to niezwykle orzeźwiające, rześkie, kwaśne piwo, z przyjemnym cytrusowym aromatem i mleczną, gładką teksturą. Zaledwie 3,5% to jeszcze jeden atut, pozwalający traktować Naftali jako piwo idealne na upalne dni (8,5). Podobnie duże wrażenie wywarło na mnie double IPA z chwalonego przez wszystkich Browaru Rockmill. Juicy Melody stanowi doskonały przykład tego, w jaki sposób powinna wyglądać imperialna wersja sztandarowego stylu piwnej rewolucji. Nie ma tu grama karmelu, nie ma grama odpychającego alkoholu, a którego jest przecież aż 7,8%. Niesamowicie pijalne, choć przy tej zawartości alkoholu nieco zdradliwe piwo. Na pierwszy plan, zarówno w aromacie, jak i smaku wychodzi orzeźwiająca owocowość, gdzieś w tle pojawia się lekka słodycz, ale do samego końca pozostaje jedna myśl – jak oni mogli zrobić coś tak dobrego?! (8,5). Lżejszym trunkiem jest Golden Ale z tego samego browaru – Play For Me. Intensywny jest przede wszystkim zapach – cytrusy, może trochę mango. W smaku delikatniej, owocowo, z niezbyt wysoką goryczą (7). Skoro pojawiły się dwie pozycje z Rockmilla, dla równowagi dorzucam jeszcze Mazal Adar Dagim, czyli Pale Wheat Ale z Golema, doskonale wpisujące się w zestawienie pierwszej dzisiejszej czwórki. Na przód pcha się głównie dodany mirt cytrynowy, nadający wspaniałego cytrusowego aromatu. W smaku lekko ziołowo, oczywiście z wyraźnie zaznaczonym cytrusem i przyjemną kwaskowością (7).

Druga czwórka to w dalszym ciągu piwa względnie lekkie i łatwe w odbiorze. Dwa Smoki z Pracowni Piwa, a więc WIT IPA, będące połączeniem witbiera z IPA. Imponuje mi tu kwiatowo-ziołowy aromat, a także przyjemna, nie za wysoka goryczka i odpowiedni balans pomiędzy słodyczą i kwaśnością grejfruta. Bardzo udane (7,5). Druga edycja kolaboracyjnego piwa browaru Birbant i AleBrowaru – Kiss The Beast, a więc Triple IPA z goryczką na poziomie 200 IBU. W moich notatek wynika, że zwróciłem głównie uwagę na zachowaną równowagę pomiędzy goryczką właśnie a słodkością, która w takich piwach często stanowi motyw przewodni. W tym wypadku nie przeszkadza, w dodatku 8,5% alkoholu nie daje jakoś specjalnie o sobie znać. W smaku pojawiają się nuty żywiczne, karmelowe, ale i na końcu te pochodzące od owoców tropikalnych. Nie pije się tego jednym haustem, ale przy tej mocy, to naprawdę pijalny trunek (7). Jeśli miałbym Wam polecić jeszcze jedno po Naftali świetne piwo na cieplejsze dni, byłby nim Berliner Weisse Kwassitropic z browaru Beer Bros. 3% alkoholu, multiwitamina z pięknie zaznaczoną kwasowością, cudo (8). Trapeze z browaru Raduga to hefeweizen połączony z sokiem z marakui. Jak wyszło? Doskonale, o ile lubicie charakterystyczny smak tego owocu. Ja uwielbiam i to piwo wielbię nade wszystkie pszeniczniaki. Na moim profilu na Untappd napisałem – kwaśne, rześkie, fajne!, i takie właśnie jest. Zdecydowanie do powtórzenia (8).

Powoli przechodzimy na wyższy poziom, wkraczając do świata piw o czarnym zabarwieniu, które często wrzuca się bezzasadnie do jednego worka – „nie lubię ciemnych piw”. Ich różnorodność jest tak ogromna, że to spore nadużycie. Double Chocolate Stout z brytyjskiego browaru Young’s, to piwo, jakie zakupiłem w markecie Auchan. Zazwyczaj podchodzę sceptycznie do butelek znajdujących się na tamtejszych półkach, ale po szybkim zerknięciu na Ratebeer, czym prędzej wrzuciłem zgrabne szkło do koszyka. Piwo mieści się w rankingu TOP 50 wśród stoutów z całego świata, a kosztowało coś około 10 zł, więc wyglądało mi to na niezły interes. I faktycznie, warto było. Aromat nie zapowiada nic specjalnego, ale już smak co i rusz dostarcza nowych wrażeń. Najpierw mleczna, intensywna czekolada, a na końcu goryczka, jakby żywcem przejęta od gorzkiej czekolady. Stout na niezłym poziomie, a w dodatku dość szeroko dostępny (7,5). Ciekawym piwem jest też Hay Ray, czyli żytni stout z dodatkiem świeżo palonej brazylijskiej kawy z toruńskiej palarni Fonte. Rzeczywiście jest mocno kawowo – w aromacie i smaku, który trafia do mnie dzięki wytrawności. Po drodze pojawia się niewielkie chmielowe przełamanie, a ostatecznie to dobry przykład nieprzekombinowanego stoutu z kawą, pijalnego i gładkiego (7). Przyznam, że piwa z torfowym akcentem jeszcze do niedawna omijałem szerokim łukiem. W dalszym ciągu zresztą nie stanowią ani pierwszego, ani nawet trzeciego wyboru w awaryjnej sytuacji, ale powoli staram się do nich przekonywać, a fakt, że trafiła do mnie Gehenna z opisywanego już dzisiaj Golema, wydaje się być niezłym prognostykiem. Już po otwarciu w nos bucha potężna dawka torfowości, objawiającej się aromatem palonych kabli, którą w smaku przykrywa jednak słodkawa czekolada i potężna paloność (7). Produkowany od 1972 roku Porter z kalifornijskiego browaru Anchor to kolejne piwo znajdujące się w TOP 50 swojej kategorii, konkretnie porterów właśnie. Niestety trochę zawodzi. W aromacie wychodzą zdecydowanie chmielowe nuty, przyozdobione owocami. W smaku natomiast pojawia się delikatna śliwka oraz nade wszystko palone słody, ale w ilościach właściwie homeopatycznych, przez co piwo sprawia wrażenie niezbyt treściwego (6).

Ostatni kwartet zwiastuje spotkanie z ukochanymi przeze mnie w ostatnim czasie porterami. Na początek jednak objawienie, choć ciężko nazywać w ten sposób kolejne dobre piwo ze stajni browaru Nepomucen. Plum, czyli Oatmeal Stout Smoked jest niezwykle kompleksowym piwem. Po pierwsze pięknie pachnie – śliwką zatopioną w czekoladzie oraz leciutką wędzonką, ale nie gorzej smakuje, kiedy na języku pojawia się oleisty wywar o cudownie słodkim, wędzonym smaku z subtelnie zaznaczoną palonością. Dobre to było, powtórzyłem już dwa razy (8). Imperator Bałtycki z PINTy jest jednym z tych otoczonych legendą porterów. Po pierwsze Imperator to wersja imperialna, o początkowym ekstrakcie aż 24,7 stopni BLG, po drugie – mocno chmielona, i właśnie ten chmiel wyskakuje od pierwszego momentu z butelki, a po chwili ze szklanki. Są cytrusy, jest żywica, są nareszcie i ciemne owoce, a wszystko to zadziwiająco zbalansowane. Pierwszy łyk nasuwa mi na myśl jedno stwierdzenie – Imperator jest aksamitny, właściwie sam wślizguje się do ust, a w smaku imponuje mi przede wszystkim nieźle ukryty alkohol oraz nieprzesadzona słodycz i konkretna gorycz (8,5). Na sam koniec dwa portery bałtyckie w klasycznym wydaniu. Ciechan Porter, warka delikatnie po terminie, do lutego 2017, z już nieźle ułożonym alkoholem, śliwką w smaku i sporą goryczką. Można się śmiać z samego producenta, ale pozycja bardzo poprawna (7). Natomiast Jurajskie Porter Bałtycki nie powala na ziemię gęstością, za to jest – o ile można przy porterze użyć tego sformułowania – pijane. Jest dość słodki, owocowy, śliwkowy, a przy tym z nie da się nie wyczuć obecności gorzkiej czekolady. Cholernie dobrze się to pije (7,5).

 

Total 3 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments