Gastruś – kanapka jak z marzeń


Pamiętam wrocławskie streetfoodowe początki, pamiętam pierwsze zloty i panujące na nich godzinne kolejki. Szaleństwo totalne, powiew gastronomicznej świeżości, nowinka – to wszystko wpływało na niebywałą wręcz popularność pierwszych imprez foodtruckowych. Stosunkowo szybko przyszła jednak pewna weryfikacja, spowodowana m.in. właśnie koniecznością stania w zbyt długich kolejkach czy niewielką różnorodnością. Obecnie sytuacja nieco się uspokoiła, co jakiś czas we Wrocławiu organizowany jest jeden lub drugi festiwal gastrowozów, ale raczej nikt nie zabija się w kolejkach, ogólny poziom jedzenia poszedł na pewno do góry, a pojawiła się także niezbędna oryginalność.

Ja, po pierwszym zachłyśnięciu się foodtruckowymi imprezami, obecnie rzadko na nich bywam. Po pierwsze z braku czasu, po drugie w końcu wolę po prostu przetestować jedzenie z miejscowych aut w normalniejszych warunkach, aniżeli te zlotowe. Czasami robię jednak wyjątki, zwłaszcza dla aut, które jeszcze nie znalazły swojego miejsca na stały pobyt w mieście. W taki też sposób wpadłem na Plac Społeczny w sobotnie południe, tuż przed pracą, aby posilić się w nowym wrocławskim food trucku o wdzięcznej nazwie – Gastruś. Spokojnie, strusia tu nie zjecie, w ogóle nazwa niespecjalnie zdradza specjalizację.

Właściciele Gastrusia swoje inspiracje czerpią z Portugalii, dokąd chętnie udają się każdego roku na surfing, stąd w menu znajdują się przede wszystkim najpopularniejsze portugalskie streetfoodowe kanapki bifana. Bifana to prosta forma przekąski – bułka, wieprzowina, trochę ostrego sosu i heja. Gastruś w karcie posiada zarówno wspomnianą zdanie wcześniej klasykę, jak i dość luźną interpretację tychże specjałów, z długo gotowaną wołowiną czy miodowo-czosnkowymi skrzydełkami.

Na Placu Społecznym byłem w sobotę jeśli nie pierwszym, to na pewno jednym z pierwszych gości, dlatego też nie natrafiłem na kolejki, które podobno stworzyły się później przy Gastrusiu po mojej wrzutce na FB o ich kanapce. Na początek jednak zabieram się za caldo verde (12 zł), czyli portugalską zupę z ziemniakami, jarmużem i chorizo, a w wykonaniu Gastrsia także z pomidorami. Mocno warzywny wywar niesie za sobą charakterystyczny, nieco goryczkowy posmak tak popularnego w ostatnim czasie jarmużu, a wybawieniem wydaje się być charakterna, delikatnie ostra i skrojona w plasterki kiełbasa. Pozycja w sam raz na start pochmurnego dnia, dość wyrazista i przyjemnie grzejąca.

Prawdziwym hitem okazuje się bułka z pulled beef (23 zł), serem mimolette, roszponką, jajkiem i bekonem. Staram się nie rzucać słów na wiatr, euforycznie podchodzić jedynie do naprawdę świetnych dań, ale właśnie w tym wypadku szeroko uśmiecha mi się buzia, a stopy wesoło podskakują. Genialna jest bułka maślana z piekarni Krajewskich z Nadodrza – miękka, puszysta, a przy tym cudnie namoczona wypływającymi z wołowiny sokami. Długo gotowane w bulionie mięso nie dość, że imponuje miękką teksturą, to jeszcze stanowi idealny balans pomiędzy suchym a soczystym. W moje gusta trafia doskonale, na tyle, że wybaczam jedynie tknięty ogniem boczek. Kanapka na poziomie najlepszych w mieście, z umiejętni przygotowanym mięsem, rozsądnie dobranymi składnikami i absolutnie wspaniałą bułką.

Uwielbiam takie pozytywne zaskoczenia, które doceniam jeszcze bardziej, trafiając na nie w streetfoodowym koncepcie. Gastruś kupił mnie już od pierwszej spróbowanej kanapki do tego stopnia, że postanowiłem Wam ich opisać bez przetestowania całego menu. Sądząc po pierwszych dwóch pozycjach, pozostałe nie powinny być słabsze,. Pozostaje tylko czekać na stałą miejscówkę, w której uda się im przystanąć na dłużej.

Gastruś

FB

 

Total 20 Votes
5

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments