Karmnik nr 2 – streetfoodowy klasyk i lemoniada z PSL-u


W końcu rozpocząłem sezon rowerowy, odpaliłem kurzącą się na balkonie maszynę i wyruszyłem na podbój streedfoodowego Wrocławia. Jakoś tak nierozłącznie sezon rowerowy wiąże mi się z ulicznym jedzeniem – ze względu na samą specyfikę, ale i fakt, że rowerem łatwiej dotrzeć do wielu lokalizacji, gdzie parking dla aut właściwie nie istnieje. Dokładnie jak w przypadku Wyspy Słodowej. Zaparkowanie w okolicy wyspy graniczy z cudem, dlatego cudowne ułatwienie stanowi rower.

Właśnie przy Słodowej stacjonuje przyczepa Karmnik nr 2. Jak rozumiem, będąca pewnym przedłużeniem działalności położonego ulicę dalej Karmnika, oznaczonego numerem 1.W tym drugim, choć w sumie przecież pierwszym, jadłem kilkukrotnie, ale nie był to poziom, który skłoniłby mnie do poświęcenia czasu na napisanie relacji. Co innego streetfoodowa odsłona Karmnika, dla której warto przeznaczyć przynajmniej kilka minut.

Wejście na Wyspę Słodową jest absolutnie jednym z najlepszych miejsc dla gastrowozów w tym mieście. Nawet w środku tygodnia, nawet przed południem, zawsze przewijają się tam zarówno turyści, jak i mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska. W sumie aż dziwi mnie, że podczas dwóch wizyt w tym miejscu, za każdym razem robiłem za jedynego klienta. Zwłaszcza przy drugiej okazji, kiedy bijące z nieba słońce aż zapraszało do poleżakowania przed food truckiem. Moja premierową wizytę powiązałem natomiast z odbywającą się akurat w tym terminie Nocą Nadodrza, od której jednak skutecznie odstraszyła mnie pogoda. Wiejący wiatr sprawiał, że rower, mimo mojej słusznej wagi, niemalże stał w miejscu zamiast posuwać się do przodu. Dlatego zjadłem na szybko w Karmniku i wróciłem do domu.

Tradycyjnie obok Karmnika ustawia się także charakterystyczna żółta przyczepa, ustawiona w parze z odpicowaną, seledynową Ładą, co samo w sobie stanowi niezłą atrakcję. Punkt Sprzedaży Lemoniady powstał rok wcześniej, ale jakoś tak się złożyło, że nie miałem sposobności, aby wypróbować specjałów serwowanych przez sympatycznego właściciela. A specjał to chyba dobre słowo, zwłaszcza dla pokolenia pamiętającego sprzedawane w szkolnych sklepikach napoje w woreczkach. PSL udoskonalił tę formę, umieszczając w woreczku własne kompozycje lemoniad – klasyczne cytrynowe, arbuzowe, a dla rządnych wrażeń np. chrzanowe. 

Sam proces przygotowywania lemoniady to doświadczenie z pogranicza barmańskiej magii, oczywiście z przymrużeniem oka. Składniki lądują w shakerze, później w specjalnym pojemniku przyodzianym wcześniej w woreczek, a na końcu już w ostatecznej formie w rękach klienta. 7 zł to cena uczciwa, choć pewnie niejeden powie, że za wysoka. To cena ręcznej roboty i powrotu wspomnieniami do początku lat 90. Mało tego, kiedy przybyłem na Wyspę, okazało się, że nie mam gotówki, a rachunek w PSL można uiścić jedynie w takiej formie. Sprawdziłem więc jedynie ofertę, po czym powiedziałem, że wpadnę z gotówką następnym razem. Nie zdążyłem jeszcze dokończyć tego ostatniego zdania, na co usłyszałem – spoko, zapłacisz następnym razem. Jaką podać? Jestem zdania, że należy ufać ludziom i jak widać, nie tylko ja. Szacunek za to, a lemoniada była świetna, nie za słodka, orzeźwiająca, z lodem wewnątrz i rurką, w której co i rusz kawałki cytryny przytykały resztę. Klasyka w najlepszym wydaniu, dla mnie bomba.

Z opisu Karmnika płynnie przeszedłem do apolitycznego PSL-u i wracam ponownie do przyczepy, w ofercie której znajdują się kanapki z pulled pork i zapiekanki. Ciężko mówić w tym wypadku o innowacyjności, ale smaki przekonują mnie, że można robić to, co na topie, o ile robi się to dobrze.

W wypisanym na jednej ze ścian auta menu znajdują się trzy opcje zapiekanek i trzy bułek z szarpaną wieprzowiną. Klasyk polskiej ulicznej gastronomii podawany jest w wersji – tradycyjnej z pieczarkami, francuskiej i włoskiej. Decyduję się na ostatnią opcję, płacę 13 zł, w międzyczasie popijam lemoniadę z przyczepki obok i czekam kilka minut, po czym odbieram zamówienie. Pierwsze na co zwracam uwagę, to bułka. Odpowiednio wypieczona, ale nie sucha, puszysta wewnątrz, a przez to niezwykle delikatna. Pieczywo pierwsza klasa. Z kolei dodatki, pomimo moich preferencji idących bardziej w stronę klasyki, pięknie je uzupełniają i tworzą ciekawą kompozycję. Dwa rodzaje sera – gouda i mozzarella, pomidorki koktajlowe, świeża bazylia, kawałeczki szynki parmeńskiej i malinowe balsamico. Zaskakująco dobrze to gra. Słony ser nieźle komponuje się ze słodkimi, podpieczonymi pomidorkami, a listki bazylii nadają tak potrzebnego orzeźwienia.

Sekret Zdzicha (18 zł) to jedno z najdziwniejszych zestawień smakowych, jakie spotkałem w kanapkach. W zgrillowanej, trochę przesadnie kruszącej się, ale lekkiej bułce, zamknięto mięso, mizerię, roszponkę i sos. Pulled pork konkretny, soczysty, przygotowany w dość prosty sposób, najmocniej uwydatniający smak mięsa, dla którego ciekawą kontrę stanowi wspomniana mizeria koperkowo-szczypiorkowa, wzmocniona dodatkowo sezamem. Naprawdę przyjemnie się to je, kanapka nie sprawia wrażenia ciężkiej, a przy tym zaspokaja głód.

Śmiesznie się złożyło, że obok się stanęły dwa food trucki oferujące klasyki okresu przełomu w Polsce. Lemoniada w woreczku, zapiekanka na poziomie i do tego, dla kontrastu, przyzwoita buła z hitem ostatnich lat. Ja mówię temu miejscu zdecydowane trzy razy tak i jeszcze nie raz i nie dwa z chęcią wpadnę podczas rowerowych przejażdżek.

Karmnik nr 2

Drobnera 5-7

FB

Total 8 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments