QrQma – czy zawsze warto słuchać klienta?


Każdego roku powtarza się ten sam scenariusz – seryjne upały nie dość, że w ogóle wpływają na mniejszy apetyt, to właściwie odganiają mnie od restauracji. W tym okresie zdecydowanie wybieram food trucki, luźne koncepty, uliczne klimaty czy też plaże miejskie. Jedni mogą mieć o to pretensje, inni się cieszyć, ale tak już mam, wybaczcie. Kiedy robi się ciepło częściej wsiadam na rower, a tym właśnie środkiem lokomocji najlepiej dotrzeć do streetfoodowych miejscówek, bo jak nie teraz, to kiedy. Jesienią czy wczesną wiosną, zwłaszcza w tak nieprzewidywalnym polskim klimacie, zdecydowanie gorzej testuje się dania z gastrowozów, dlatego też musicie to jakoś przeżyć i przyszykować się na sporo tekstów na temat tychże w najbliższym czasie.

Jak pewnie już wiecie okolice Hali Stulecia są moimi ukochanymi we Wrocławiu i w gruncie rzeczy mógłbym na spokojnie spędzać tam całe dnie. Lato sprzyja tego typu posiadówkom choćby ze względu na rozstawiające się wzdłuż deptaka restauracje na kołach. Od dawien dawna dwa miejsca okupują Bratwursty i Pasibus, gdzieś pomiędzy ustawia się przyczepa z sokami, obok stoją nieczynne już przyczepy z nieudanymi burgerami i plackami ziemniaczanymi, a od połowy 2017 roku towarzyszy im nowinka – QrQma, specjalizująca się w kuchni indyjskiej.

Food truck w podobnych klimatach funkcjonuje już we Wrocławiu, ale z Mumbai Food Truck jest trochę jak z Yeti. Wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nie widział. Dlatego też QrQma wchodzi w ciekawym momencie, na podatny rynek i w teoretycznie niezłej lokalizacji. Teoretycznie, bo wbrew pozorom przed sezonem dzieje się tu niewiele.

Menu QrQmy ogranicza się do czterech potraw, w tym jednej wegetariańskiej, dwóch z kurczakiem oraz jednej z wieprzowiną. Ceny wahają się w okolicach 20 zł za porcję, a sporym plusem jest czas oczekiwania – dostaliśmy miseczki z jedzeniem w przeciągu pięciu minut.

Nasze optymistyczne nastawienie nieco maleje po pierwszych próbach. Lampka zapala mi się już w przypadku Jalfrezi Chicken. Danie pozbawione jest tak potrzebnej wyrazistości i sprawia wrażenie bardzo wygładzonego, a co za tym idzie płaskiego w smaku. Brakuje mi delikatnego muśnięcia ostrego chili, orzeźwiającej nuty kolendry i niezbędnej goryczki kuminu. Niby gdzieś, coś przebija, ale odczucia w ustach utwierdzają mnie w przekonaniu, że użyto homeopatycznych ilości przypraw. Przypraw, stanowiących o sile tej kuchni. Niewiele lepiej jest w przypadku wieprzowiny Rogan Josh. W tym przypadku na pierwszy plan wybija się pomidorowa słodycz, idąca niemalże w kierunku sosu BBQ. Ewidentnie do przełamania przydałaby się spora porcja imbiru, więcej kardamonu i wykończenie kolendrą.

W sumie spokojnie moglibyście pomarudzić w komentarzach, że znowu narzekam, że co ja się znam na indyjskiej kuchni, itd. Traf chciał, że porozmawialiśmy dłużej z właścicielem, który starał się wytłumaczyć nam kwestie takich, a nie innych smaków. Otóż łagodne aromaty wybranych przez nas dań wynikają ze swego rodzaju dostosowania się do klientów, którym nie pasowały wcześniejsze, bardziej wyraziste potrawy. I to jest ten moment, kiedy należy sobie zadać pytanie – czy warto starać się dogodzić wszystkim, a co za tym idzie nikomu, czy jednak lepiej robić coś zgodnie z kanonem i trafić do miłośników azjatyckich, konkretnych smaków? Zdecydowanie doradzam bramkę numer dwa, bo na dłuższą metę taki smak się obroni. Chęć dostosowania swojej wizji do gości częściej kończy się szybkim upadkiem i wypada o tym pamiętać.

Przyznam, że QrQma mnie zawiodła. Szedłem do nich niemalże z przekonaniem, że tego się nie da spieprzyć. Zwyczajnie nie można się bać smaków, nie można nagle zmienić pewnych prawideł indyjskiej kuchni, bo Andrzej z Haliną nie lubią kolendry, a Zdzichu z Krystyną twierdzą, że ten imbir to największe zło tego świata. Trochę zabrakło tu własnej wizji, ale mam nadzieję, że to jedynie debiutanckie błędy, które zostaną szybko wyeliminowane.

QrQma

Wystawowa 1

FB

Total 9 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments