Facecook – czy Wrocław chce ziemniaka?


Niemalże równo rok temu dość entuzjastycznie wypowiadałem się na łamach bloga na temat pierwszego od dawna wrocławskiego baru, skupiającego się na ziemniakach. Zacna Pyra pomimo niezłego pomysłu, przystępnych cen, ciekawej lokalizacji, nie wytrzymała konkurencji czy też właściciele nie poradzili sobie z udźwignięciem prowadzenia gastronomii, została wchłonięta przez rynek. W międzyczasie na Nowowiejskiej pojawił się też franczyzowy lokal baru z Krakowa – Krakowski Kumpir, ale ten właściwie zniknął jeszcze zanim się pojawił, podobnie jak mająca w ofercie pieczone ziemniaki Mama Ziemia.

Wszystkie te miejscówki, pomimo teoretycznie sporej miłości wrocławian do ziemniorów, nie przetrwały próby czasu. Od początku czerwca rękawice podjęli właściciele Facecook, znajdującego się obok Revel Toast lokalu z ofertą dość podobną do tej znanej z Zacnej Pyry, głównie pod względem różnorodności dodatków. 

Przyznam, że od dawna zadziwiała mnie wisząca na elewacji reklama z nazwą baru, która spędziła na swoim miejscu dobry rok zanim w końcu otwarto drzwi dla pierwszych gości. Udało mi się wpaść do Facecook niedługo po otwarciu, kiedy to w środku nie zastałem żywego ducha poza obsługą, a na wejściu przywitał mnie przyjemny aromat pieczonych ziemniaków, w pewnym sensie podobny do tego ogniskowego.

Centralnym punktem Facecook jest bar, a dokładniej dwa wyłożone ziemniakami piece. Wewnątrz obowiązuje samoobsługa, a całe menu zostało rozpisane na tablicy kredowej. Zamawianie do najtrudniejszych nie należy. Na początku wybieramy rozmiar ziemniaka – duży za 9 zł lub mniejszy za 7.50 zł, a do niego dodatki – minimum dwa obowiązkowo, co trochę nie do końca mi pasuje, bo sprawia, iż cena szybuje już w rejony zarezerwowane dla nieco poważniejszych od ziemniaka potraw. Proszę o dużą wersję z gzikiem (+5 zł) oraz wołowiną w sosie BBQ (+10 zł), w sumie 24,50 zł.

Proces przygotowywania ziemniaków przypomina ten z Krakowskiego Kumpira. Ziemniaka najpierw piecze się w piecu do miękkości oraz momentu, w którym skórka stanie się chrupiąca, następnie wyjmuje się całe wnętrze, miesza z masłem i serem, ubija, a miks na koniec trafia z powrotem do misek ze skórki, natomiast na górę lądują wybrane dodatki.

Co tu dużo mówić – porcja nie tyle nie należy do małych, co zwyczajnie sprawia wrażenie ogromnej. Ciężko to przejeść, a myślę, że i dwie osoby wyszłyby napchane po takiej ilości. No i właśnie – wielkość to jedno, smak drugie. Dobre wrażenie robi gzik. Kremowy, puszysty, z wyraźnie szczypiorkową nutą, a jednocześnie lekkim twarogowym charakterem. Problem mam za to z samym ziemniakiem, bo ta mieszanka wydaje się, że na spokojnie wystarczyłaby za samo osobne danie. Gęsta, maślana i ciężka, wręcz zbita masa, męczy po kilku kęsach. Opcja z wołowiną to z kolei słodki sos o trochę nienaturalnie brązowym kolorze, z posypką z prażonej cebulki i  gumowymi kawałkami wołowiny, która została ugotowana jakby na szybko. 

Nieźle to wygląda wizualnie, przyjaźnie prezentuje się lokal, ale ziemniaki są po prostu za ciężkie i po jednej trzeciej porcji ma się ich dość. Taki mechanizm na zasadzie – wchodząc do lokalu myślę, że kocham ziemniaki pod każdą postacią, wychodząc nienawidzę ich serdecznie. 

Facecook to pewnie dobra opcja dla studentów, którym zależy na tym, aby było dużo i tanio. Tak, tanio, bo studenci mają zniżkę 50%, co przyznam mocno mnie zadziwia. Czyli ja, po zakończonej edukacji muszę zapłacić o 100% więcej za ziemniaka? 10%, 20%, spoko, ale 50% to chyba lekka przesada. Podobnie jak ciężkość tych ziemniaków, a szkoda, bo sam pomysł w dalszym ciągu uważam za fajny. Bo ziemniak jest fajny, ale chyba niekoniecznie trzeba go jeszcze dodatkowo podkręcać toną masła. I tak, wiem, że masło to masło, każdy je kocha, ale mniej nie znaczy gorzej. Czy Wrocław polubi ziemniaki z Facecook?

Facecook

Szewska 27 a

FB

Total 21 Votes
16

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments