pan.pot – dobra azjatycka robota


Kiedy trzy miesiące temu odwiedziłem pierwszy raz nowy bar właściciela pan.puh – pan.pot, nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań względem poziomu serwowanego na miejscu jedzenia. Okazało się jednak, że tutejsze wywary z dodatkami zaskoczyły bardzo pozytywnie. Na tyle, że chętnie wróciłem później jeszcze na inne, a sam lokal stał się niezwykle popularny wśród wrocławskich miłośników azjatyckiego jedzenia.

Czym jest pan.pot? To bar, w którym do wyboru macie pięć różnych wywarów, a do każdego z nich możecie dobrać dowolne dodatki – warzywa, różne rodzaje mięsa, makaron, grzyby czy tofu. Składowe ceny są dwie – wywar oraz waga wybranych składników. Ogólnie jednak cena zdecydowanie adekwatna zarówno do jakości, pomysłu, jak i wielkości porcji. Od jakiegoś czasu pan.pot chwali się na swoim profilu facebookowym nową kanapką – chińskim burgerem, więc przy pomocy Wooopit postanowiłem jej wypróbować, domawiając do towarzystwa dwa wywary – koreański i tajski. Jedzenie z pan.pot na wynos traci pewien urok, ponieważ pomijany jest element samodzielnego doboru składników. W zamian przygotowane są gotowe zestawy, natomiast wybór ogranicza się jedynie do wielkości oraz stopnia ostrości. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo w cenie 20 zł otrzymujemy stanowiącą niespodziankę miskę pełną rozmaitości.

Wywar tajski na drugim poziomie ostrości to idealny balans pomiędzy słodyczą, cytrusowymi elementami i ostrością. Śmiało mogę powiedzieć, że wersja przygotowywana na tajski sposób uległa poprawie na plus, zyskała na wyrazistości, jest bardziej treściwa, a ostrość grzeje w ten przyjemny sposób, o którym każdy chili head marzy podczas posiłku. Poraża mnie trochę ogrom porcji. Całość warzy pewnie ponad pół kilograma, zupa jest gęsta i konkretna, a wewnątrz obok wybranego przeze mnie makaronu udon pojawiają się krewetki, pierożki z krewetkami, groszek, fasola, pak choi, kurczak czy jajko. Dużo tego, bardzo dużo, ale wyjadam do końca, bo to naprawdę solidna rzecz. Bulion koreański oparty jest na paście doenjang z fermentowanych nasion soi oraz sardelach, które nadają dość swoisty, specyficzny, ale faktycznie mocno koreański smak zupie. Poziom ostrości w tym wypadku został ustalony na niższym poziomie, aniżeli przy tajskiej odsłonie, ale to dalej dość wyraźnie piekące danie. W misce znalazł się makaron ryżowy, wieprzowina, grzyby, tofu, warzywa korzeniowe i pierożki. Smak całości łączy w sobie wytrawność, ostrość oraz rybne tło, podkreślające resztę. 

Fantastycznym zaskoczeniem okazuje się wspomniany burger, a więc rou jia mo. Wypełnieniem charakterystycznej, okrągłej i płaskiej bułki jest mięso. Mnóstwo zmieszanego wieprzowo-baraniego mięsa o aromacie ciężkim do zapomnienia. W smaku wyczuwalna jest obecność anyżu, mięso jest i słodkie, i orzeźwiające, a bułka przypieczona, chrupiąca i idealnie zatrzymuje wewnątrz wszystkie sok, dzięki czemu ani przez chwilę nie można poczuć suchości. Na takiego burgera wrócę tu jeszcze nie raz i nie dwa.

Opisuję Wam drugi raz pan.pot, i drugi raz czuję to przyjemne mrowienie na skórze na samą myśl. To fajne miejsce do eksperymentowania, przełamywania swojej azjatyckiej bojaźni, a w dodatku można zamówić ich jedzenie na dowóz z Wooopit i co ważne, te dania niespecjalnie tracą na wartości podczas niedługiego przewozu (gwarantowane 30 minut!). Jest różnorodnie, jest aromatycznie, a porcje są ogromne, nawet te małe, więc śmiało zamawiajcie – według mnie zdecydowanie warto.

Wooopit – pan.pot

Wpis powstał we współpracy z marką Wooopit.
Total 11 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments