egg.cafe – australijski ślad we Wrocławiu


Australia we Wrocławiu? Jeśli chodzi o tą gastronomiczną, to do tej pory była właściwie nieobecna. Z czym kojarzy się kuchnia Australii? Pierwsza myśl to kangur, pewnie jeszcze struś, jagnięcina, może owoce morza. Prawda jest jednak nieco inna, bo Australia to zderzenie wielu kultur – rdzennych mieszkańców i emigrantów z całego świata, miks kultur i smaków, zwłaszcza tych pochodzących z Azji, ale i Wielkiej Brytanii czy wschodniej Europy oraz Bałkanów. Właśnie taką kompilację smaków w menu prezentuje w kawiarni egg.cafe na Jedności Narodowej jej właścicielka, Polka powracająca po latach spędzonych na emigracji.

egg.cafe to w dużej mierze jej dzieło – poczynając od karty, poprzez wystrój i zdjęcia jej autorstwa wiszące na ścianach. We wnętrzu, jeszcze niedokończonym, znajdziemy nawiązania do sufringu, australijskiej kultury i pełniącego rolę głównego bohatera Sydney. Całość tworzy wrażenie panującego w lokalu luzu, co zresztą poniekąd potwierdza otwartość i bezpośredniość kelnerek – uśmiechniętych, wygadanych w dobrym znaczeniu i potrafiących sprzedawać, co nie jest oczywistością w obecnych czasach.

Karta jest dość rozbudowana, zwłaszcza w części śniadaniowej, gdzie w zgodzie z nazwą, jajka bezczelnie pchają się na pierwszy plan. Zaczynam od mexican baked eggs (25 zł). Sposób podania wskazywałby podobieństwo do szakszuki, ale to jednak inne danie. Na patelni znalazły się fasola, pomidory, chorizo i jajka oczywiście. Te ostatnie przesadnie ścięte, choć w odpowiedzi na taką uwagę słyszę, że to zamierzony efekt, więc nie dyskutuję. Pomimo sporej ilości dodatków, dobrze wyeksponowany jest ostry smak chorizo, a sytuację we właściwy sposób kontruje ułożone w miseczce obok awokado. Na drugi ogień idą zachwalane przez obsługę jajka po benedyktyńsku w wersji vege (18 zł), z pieczarką portobello, szpinakiem i sosem holenderskim. Nie wrzucam zdjęcia tych jajek, bo wyglądały paskudnie – zdjęcia w sensie, a nie chciałbym komuś obrzydzić ciekawej opcji. Portobello podane jest w grubych plastrach, co pozwala poczuć strukturę – zwartą, ale przy tym miękką i delikatną, podbitą jeszcze przez puszysty, minimalnie cytrusowy sos. Dwie niezłe pozycje.

Salmon and halloumi stack (25 zł) to wędzony łosoś w plastrach ułożony na słonawym placku z batata, szpinak, dwa jajka w koszulce, pasta paprykowa i grillowany ser halloumi. Obecność tego akurat sera dziwić nie może, bo w Australii właśnie swoją przystań znalazło wielu Cypryjczyków i Greków. Początkowo połączenie wydaje się być intrygujące, ale po pierwszych dwóch kęsach przychodzi refleksja, że na talerzu dzieje się za dużo. Intensywny łosoś dominuje halloumi, a placki znikają pod naporem agresywnego szpinaku i papryki. Jest tu potencjał, ale nagromadzenie tylu składników nie gra do końca.

Kolejny wybór to kanapka reuben (18 zł) i sam nie wiem dlaczego, ale obmyśliłem sobie, że pomiędzy kromkami chleba wyląduje pastrami lub inaczej spreparowana wołowina w plastrach. Okazało się jednak, że kanapka skrywa w sobie jeden gruby kawałek peklowanego mięsa – stosunkowo miękkiego i rozpadającego się na włókna, ale jednak problematycznego w przypadku jedzenia bez użycia sztućców. Nie to jednak uznaję za największy problem. Otóż w towarzystwie wołowiny w kanapce wylądowała kiszona kapusta, sos rosyjski, a na dokładkę ogórki konserwowe. Wszystkie trzy składniki potwornie kwaśne i dominujące smakowo całą resztę. Zdecydowanie zabrakło tu jakiegoś przełamania. Na koniec chwila osłody w postaci zachwalanego chlebka bananowego. Faktycznie, podany z plastrami truskawek i miętą, nie jest za słodki, a imponuje wilgotnym, bananowym wnętrzem i wprowadza uśmiech na moją twarz.

Pierwszy raz od dawna wychodzę z takim uśmiechem z miejsca, w którym do kuchni mam sporo zastrzeżeń. Jedzenie jest do dopracowania, bezdyskusyjnie, natomiast egg.cafe ma w sobie coś fajnego, co sprawia, że chce się tam spędzać czas, wpadać na kawę lub herbatę i dobrze się bawić albo w ciszy popracować przy komputerze. Wielkim plusem jest fakt, że drzwi otwierane są już o 7.30, co nie zdarza się w wielu wrocławskich kawiarniach. Do tego naprawdę dobra kawa i przyjazne wnętrze. Ja na pewno będę wpadać regularnie, aby tu popracować z rana, na kawę, no i spróbować pozostałych pozycji z karty. W każdym razie, trzymam kciuki, jak za każde miejsce próbujące czegoś nowego i nie brnące w banał.

egg.cafe

Jedności Narodowej 62/1 A

FB

Total 15 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments