Sorrir – wegańsko, bez cukru i glutenu, ale ze smakiem


Słodycze, moja słabość numer jeden, cholernie kłopotliwa słabość, zwłaszcza w momencie podjęcia decyzji o rozpoczęciu diety czy też treningu mające w zamyśle być ukierunkowany na utratę wagi w dłuższej perspektywie. Pisałem Wam ostatnio, że rozpocząłem na nowo treningi na siłowni. Tym razem z pełnym zaangażowaniem, sporymi obciążeniami i dużymi nadziejami. Pod postem na ten temat zapytałem Was w jaki sposób radzicie sobie z podjadaniem, wytrwałością czy słodyczami. Przy tych ostatnich pojawiło się sporo propozycji, aby przesiąść się na owoce. Jest to jakaś myśl, natomiast od dziecka miałem problem z samą formą spożywania owoców. Niespecjalnie lubię przegryzać banana, jabłko czy pomarańcze, ale nie mam problemu z popijaniem soków owocowych. Naturalnych oczywiście, nie kartonowych napojów. Wpadłem więc na pomysł, żeby takie soki stanowiły substytut słodyczy oraz uzupełniały codzienną dietę.

Zrobiłem mały research, podpytałem kilku osób i wyszło na to, że ciekawe soki przygotowuję Sorrir, gdzie udałem się w celu wypytania o szczegóły. W trakcie wymiany zdań z obsługą wyszło, że mogę zdecydować się w ogóle na całą sokową kurację, która jednak wiązałaby się z koniecznością odstawienia inny posiłków na rzecz owocowych mieszanek. Na takie poświęcenie nie było mnie stać, więc wybrałem opcję bardziej bezpieczną i mniej inwazyjną dla mojego stylu prowadzenia bloga, a więc regularnego spożywania posiłków w mieście. Wszedłem w wersję – jeden sok na dzień, najlepiej po treningu. Należy pamiętać, że z sokami owocowymi nie należy przesadzać, bo każdy z nich to spora dawka cukru zawartego w samych owocach, więc podczas diety należy stosować je z umiarem, a najlepiej po konsultacji z kimś mądrzejszym od nas w takich sprawach.

Zanim jednak o sokach, kilka słów o samej kawiarni Sorrir, którą obadałem także pod kątem przygotowywanych na miejscu słodkości, a te wyglądają imponująco. To pierwsze miejsce we Wrocławiu posiadające certyfikat bezglutenowy, chwalące się tym, że ich produkty nie zawierają cukru, laktozy, glutenu i są w 100% wegańskie. Ciekawie wygląda menu napojów i smoothie z egzotycznymi owocami, m.in. acai, graviolą, marakują, acerolą, caju, papają, caja i lulo. W lokalu na Kotlarskiej, gdzie wcześniej mieścił się Shakewave, można zjeść codziennie wspomniane ciasta w kilku różnorodnych opcjach – snickers, szarlotka, bounty, soki owocowe, sycące bowle, smoothie czy kawy z niestandardowymi rodzajami mleka.

Na miejscu decyduję się na superfood smoothie Lime z limonką, pietruszką, ananasem, gruszką i sokiem jabłkowym (12 zł). Doskonale orzeźwiający napój, mocno kwaśny, z delikatną słodką nutą owocową w tle. Do kompletu oczywiście ciastko. Konkretnie jest fit ciasto Ambasador, choć wybór do najłatwiejszych nie należy, bo na witrynce znajduje się kilka różnych. W skład Ambasadora wchodzą m.in. mąka ryżowa, kokosowa, ereytrol, kakao, mleko kokosowe i sojowe oraz wanilia i czekolada. Smak jest specyficzny, ale bardzo intrygujący, a mnie, jako osobie nieprzepadającej za przesłodzonymi deserami, bardzo pasuje. Ta słodycz znajduje się gdzieś na dalszym planie, a ciasto pomimo kremowej konsystencji, urzeka mnie lekkością.

Jeśli chodzi o soki, jakie zabieram na siłownię, to dobieram je bardziej pod względem ciekawości nowych smaków, aniżeli wartości kalorycznej czy właściwości zdrowotnych. Sorrir w swojej ofercie ma m.in. całą terapię sokową – sportową, odchudzającą, energetyczną i wzmacniającą. Terapia polega na piciu około sześciu soków dziennie, wyłączając jednocześnie pozostałe posiłki. Jak już napisałem wyżej, na taki detox nie byłem w stanie się zgodzić, wybrałem więc opcję na luzie, bez spiny, zabierając ze sobą jeden sok codziennie, traktując go jako pełnoprawny posiłek i zamiennik dla słodyczy. Smaki są faktycznie ciekawe – odkryłem choćby kwaśne, pochodzące z Ameryki Południowej camu-camu, złączone z truskawką, ananasem i grejpfrutem. Tego typu sok u mnie zastępuje po prostu jeden z posiłków, natomiast w przypadku osób traktujących trening bardzo poważnie, może być alternatywą choćby dla odżywek. Witaminy zawarte w soku są łatwo wchłaniane przez organizm, pomagają w regeneracji potreningowej, a do tego, jeśli jest ciekawie skomponowany, może przyjemnie orzeźwić. 

Do gustu przypadło mi dość słodkie, gęste i gładkie połączenie papai, gruszki, jabłka i banana. Spirulina, choć może jej nazwa brzmi groźnie, kryje w sobie sporo wyrazistego smaku, a jest po prostu algą, mającą wiele właściwości zdrowotnych, m.in. wpływa na obniżanie zawartości cholesterolu czy obniża ciśnienie krwi. Zestawienie z mango i pomarańczą przyniosło piękny zielony kolor. Do tej pory sprawdziłem kilka soków z różnymi superfoods, choćby acai, andyjskimi jeżynami mora lub wspomnianym camu-camu i najbardziej podoba mi się to, że nic mnie nie ogranicza w kwestii komponowania kolejnych smaków. Wystarczy powiedzieć na co ma się ochotę.

Wiecie, czasami na Facebooku WPK podrzucam jakieś treści delikatnie nabijające się z całej tej mody na mleko sojowe, dania bez glutenu i cukru. Natomiast musicie mieć świadomość, że nie robię tego, aby urazić kogokolwiek. Odrobina śmiechu nikomu nie zaszkodziła, ale Sorrir pozwolił w pewnym sensie wkroczyć na inne tory myślowe względem tych wszystkich ograniczeń. Mam znajomych cierpiących na celiakię czy insulinoodporność i wiem jak dużym problemem dla nich jest zjedzenie czegokolwiek poza domem. Sorrir jest miejscem, w którym na pewno znajdą coś dla siebie, do tego z naprawdę niezłym smakiem i dużą dawką witamin, a jeśli trenujecie i boicie się, że nie dostarczacie do organizmu odpowiedniej ilości witamin, polecam przerzucenie się na ich soki. No i te ciasta!

Sorrir

Kotlarska 25

FB

Total 5 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments