Lviv Zatorska – Ukraina piękna, uczciwa i smaczna


Od dawien dawna mam w sobie ogromne przeświadczenie o tym, że uczciwość popłaca. Tak w życiu, jak i gastronomii, która tak nagle wkradła się do mojego życia i nie daje o sobie zapomnieć. Andriej, Ukrainiec, założyciel restauracji Lviv na ulicy Legnickiej, przybył do Wrocławia zza wschodniej granicy w poszukiwaniu szczęścia, ale przyjeżdżając do naszego pięknego miasta, zabrał ze sobą przynajmniej dwie wspaniałe cnoty – uczciwość właśnie i pracowitość. Dzięki tej ostatniej, pomimo żenujących momentami komentarzy, jakie czytałem w komentarzach na temat osób jego narodowości, odniósł niemały sukces, dając Wrocławiowi swoją restaurację, a od 11 października także drugą. Wspomniana na początku uczciwość odgrywa tutaj kluczową rolę, ale o tym zaraz.

Co ciekawe, drugi Lviv, Lviv Zatorska, otworzył się jakieś 100 metrów od mojego mieszkania. Na ulicy, gdzie nigdy nie działała sensowna gastronomia, nie mówiąc o tym, żeby się dłużej utrzymała. Zawsze brakowało pomysłu i jakości, zawsze królowały tu pizza i kebab. Andriej wpadł na banalny pomysł, aby dać mieszkańcom Zakrzowa to, czego tak bardzo im brakuje – porządnego jedzenia w sensownej cenie. Spojlerując nieco, mogę Wam zdradzić – warto tu przyjechać i z drugiego końca miasta, gwarantuję.

Jeszcze jedna uwaga do tych co bardziej czepliwych. Dlaczego nazwa Lviv? Dokładnie z tego samego powodu, co Mai Lan, El Gordito, Papaptore czy CAMPO. Że Lwów kiedyś był polski? Tak, a Wrocław niemiecki. Nie cofajmy się w swoich rozważaniach do przedszkola, bo to śmieszne, a właścicielom prywatnych biznesów pozwólmy nazywać je po swojemu, niezależnie od wieku, koloru skóry czy narodowości.

Lviv na Zatorskiej zastąpił działający w tym samym miejscu kebab. W porównaniu do Legnickiej, menu zostało okrojone o kilka pozycji, głównie bliny, natomiast ceny trzymają się tego samego, bardzo przyzwoitego poziomu. Wystarczy dodać, że zjedzenie sporej porcji lepionych na miejscu pierogów i codziennie innej zupy dnia, to koszt 15.50 zł, co przy zestawieniu kwoty z jakością, daje nam bardzo pozytywny obraz rzeczywistości, jaką można zastać w zakrzowskiej restauracji.

Daniem popisowym restauracji Lviv z Legnickiej są pielmieni (13,50 zł). I właściwie na spokojnie mógłbym przepisać to, co napisałem o nich podczas relacji z tamtego miejsca.

Idealne, cieniutkie ciasto o odpowiedniej grubości, sprawnie zawinięte i wypchane lekko pieprznym, a przede wszystkim mięsnym farszem. Właśnie smak mocno zmielonego mięsa wybija się tu na przód i w połączeniu ze wspomnianym ciastem, pietruszką, która znajduje się na zewnątrz, masełkiem oraz śmietaną, tworzy kompozycję tyleż prostą, co niezwykle udaną.

Na Zatorskiej nie ma śmietany, jest za to genialna powtarzalność, świetna jakość i ogromna radość z jedzenia takich rzeczy pod domem. Pielmieni mogą wydawać się niepozorne, ale cała porcja przerasta moje możliwości. Może ze względu na fakt, że nikt nie żałuje masła, a jak wiadomo – gdzie masło, tam i smak. Pierwsza różnica pomiędzy dwoma lokalami pojawia się przy pierogach ruskich (9,50 zł). Te jedzone na początku działalności Lviv na Legnickiej były pierogami robionymi zdecydowanie na ukraińską modłę, właściwie w pełni ziemniaczanym farszem. Obecnie to ruskie idące w stronę tych znanych z naszych domów, z idealnym balansem pomiędzy pyrami i twarogiem. Ciasto? To jest wrocławska czołówka – sprężyste i cienkie, takie jak powinno.

Później do gry wchodzą konkrety, placki znaczy się. Placki z ozorem (25 zł) są obłędne i piszę to z pełną odpowiedzialnością. Są też obłędnie zapychające, ale uwierzcie, nie da się zostawić na talerzu choćby kawałeczka. Ozór gotuje się siedem godzin, jest delikatny, rozpada się na włókna, zachowując jednocześnie swój charakter i niepowtarzalny smak. Osobnym tematem są same placki, przygotowywane bez użycia mąki. Stąd ich delikatna struktura, lekkość i mocno ziemniaczany smak. Jest tu wszystko – wyraziste mięso, oryginalne placuszki i mający swoją kaloryczność kremowy sos. Prostota, jakość i uczciwość. Tutaj nie da się oszukać – placki są smażone pod zamówienie, a ozór musi swoje spędzić w garze. Z kolei placki ze szpinakiem (17 zł) i sosem śmietanowym to ukłon w stronę mojej żony, która ubóstwia tenże akurat zielony dodatek. Porcja jest ponownie absurdalnie wielka, placki mięciutkie, a całość ubarwiona jajkiem sadzonym z płynnym żółtkiem. Ciężko się oderwać.

Swój specjał w karcie mają także dzieci, choć sądząc po tym, z jaką łapczywością podkradaliśmy syryniki (13,50 zł) z talerza Kazika, powinny przynieść sporo radości także starszym. Niech ich najlepszą rekomendacją będzie fakt, że kolejną porcję zabraliśmy na wynos. Trzy placuszki serowe wyglądają może niepozornie, ale mają ogromną moc. Dobrze zbalansowana słodycz, wyczuwalna tekstura twarogu i leciutko chrupiąca skórka, a na dokładkę konfitura malinowa i cukier puder. Deser wprost z babcinej kuchni, deser marzeń.

Przy poprzedniej okazji napisałem – Andrij, trzymaj tak dalej! Robisz to naprawdę dobrze. I teraz ponownie, podobnie jak przy opisie pielmieni mógłbym posłużyć się tym cytatem. To jest prawdziwa, uczciwa i smaczna kuchnia ukraińska, będąca najlepszą możliwą reklamą dla Ukrainy we Wrocławiu. Jeśli wszystko macie tak dobre jak kuchnię, to cieszę się, że jest Was tylu we Wrocławiu. Lviv Zatorska, jest moc!

LVIV Zatorska

Zatorska 60 A

FB

Total 45 Votes
6

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments