Wroclov Bar – charakteryzuje nas wielkość porcji


Co jakiś czas czytam o sobie, że oszalałem już do reszty, noszę głowę w chmurach i jadam tylko w hipsterskich knajpach, brzydząc się posiłkami dla zwykłego Kowalskiego. Śmieję się z tego każdorazowo, kiedy odwiedzam kolejny bar osiedlowy, a zdarza się to właściwie w każdym tygodniu. Że nie opisuję wszystkich tych wojaży, to już inna historia, ponieważ spora ich część zwyczajnie na to nie zasługuje.

Jakoś na początku września trafiłem w sumie dość przypadkowo na ulicę Wąską, gdzie pomiędzy Narożnikiem i pizzerią Ogień mieści się hostel o dość zaskakującej nazwie Wroclov. Raczej nie pierwszych lotów, ale to dalej hostel, więc i pewien określony standard. Właściciele tegoż przybytku, zapewne na fali popularności gastronomii, zdecydowali się otworzyć na parterze niewielki bar – Wroclov Bar dokładnie. Miejsce może niespecjalnie zachęcające do wejścia z ulicy wprost z ulicy, bo i sama droga do najbardziej uczęszczanych raczej nie należy, a Wroclov nie rzuca się specjalnie w oczy. Wnętrze z gatunku tych ciemnych, bardziej kojarzy się z jakimś osiedlowym barem, gdzie wieczorami przesiadują typki spod ciemnej gwiazdy. 

Menu obejmuje barową klasykę, od żurku poczynając, poprzez panierowaną pierś z kurczaka, aż po pierogi oczywiście. Podczas moich dwóch wizyt kuchnia nie wygląda na przesadnie przygotowaną, a każdorazowo kilka pozycji z karty nie jest dostępnych. 

Na pierwszy rzut idą kołduny w rosole (11 zł) w ilości sztuk czterech. Wywar tłusty, niemalże gęsty, z wyraźnym posmakiem podrobów oraz zatopionymi ogromnymi kołdunami z ciastem nieprzesadnie cienkim, ale napakowanymi aromatycznym i soczystym mięsem. Zaskakujące i przyzwoitej jakości smaki. Zupa jarzynowa (5 zł) została przygotowana również na bulionie, któremu nie można zarzucić braku tłuszczu. Solidna, typowo barowa, z dużą ilością warzyw wszelakich. Jak na początek, nie wygląda to źle, oczywiście pamiętając, że rozpatrujemy Wroclov w kategoriach baru osiedlowego, nie gwiazdkowej restauracji.

Podczas mojej pierwszej wizyty istniała jeszcze możliwość zamówienia pierogów na sztuki, czego nie doświadczyłem chyba nigdzie indziej. Ruskie za 1 zł, z mięsem 50 gr więcej. Zamawiam po dwa i czekam krótką chwilę, po której moim oczom ukazują się cztery wielkie jak pięść bomby, przyozdobione nieodłączną pietruszką i świeżo usmażoną, złocisto-brązową cebulką. Ruskie na poziomie, wypchane farszem do granic rozsądku. Takie cztery na spokojnie wystarczą na pół dnia, a co ciekawe, po zmianach w menu, na małą porcję przypada ich pięć. Jak widać, pojęcie wielkości jest we Wroclov bardzo względne. Ziemniaczano-serowy farsz nie zawodzi, jest zbity i pieprzny. Gorzej wypadają pierogi mięsne – również wielkie, ale z wnętrzem zbyt mokrym i mdłym. W drugiej kolejności w moje ręce wpadają gołąbki domowe z ziemniakami (14 zł). Pomimo zapewnień zapisanych w karcie, nie są to gołąbki, a gołąbek, a właściwie gołąb w rozmiarze XXL. Jeśli pierogi porównałem do zaciśniętej dłoni, to kolejne danie wypadałoby zestawić z głową. Porcja absolutnie nie do przejedzenia, z mięciutką, delikatną kapustą, mnóstwem mięsno-ryżowego wkładu, któremu brakowało jedynie soli. Poza tą niedoskonałością i gałązką pietruszki, rzuconą na talerz, raz jeszcze pokusiłbym się o pochwałę dla wydanej potrawy. 

Dziwne miejsce z tego Wroclov Baru. Kompletnie zniechęcające wnętrze, sosy fanexu na ladzie, a do tego, dla kontrastu, przyzwoite jedzenie na domową modłę w akceptowalnych cenach. Jeśli nie boicie się eksperymentować, zalecam spróbować. Nie jest to najwyższa półka barów z domowym jedzeniem, choćby za rogiem zjecie w świetnych Maminych Smakach, ale czuć, że ktoś ma tu jakieś pojęcie o smaku. Całość wypadałoby tylko lepiej opakować i dopracować pod względem doprawiania. Na duży głód i dla wydrenowanego na koniec miesiąca portfela. 

Wroclov Bar

Wąska 5

FB

Total 4 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments