Jak u Babci Bistro – domowy smak w Olimpia Port


Przyznam, że dawno nie zaliczyłem takiego zaskoczenia, jakie zgotowało mi osiedle Olimpia Port, kiedy dotarło do mnie jak ogromny obszar zajmuje. Mało tego, kolejne bloki jeszcze powstają, i tylko zastanawia mnie, w jaki sposób wpłynie to na i tak ogromne już korki w tej okolicy. Mniejsza o to, ja zjawiłem się w Olimpii w okolicach dwunastej, kiedy większa część osób tworzących owe korki zwyczajnie siedzi w pracy. Moim celem okazał się jeden z nowych gastronomicznych punktów, które powstały w okolicy. Na początku 2017 było tu właściwie tylko Oliwierkowo, a obecnie pojawiły się m.in. Kukmania, Cafe Port oraz Jak u Babci Bistro. Właśnie ten ostatni lokal wziąłem na warsztat w pierwszej kolejności, choć podejrzewam, że będę częstszym gościem choćby ze względu na Kukmanię.

Jak u Babci Bistro to miejsce, którego powstanie było kwestią czasu. Na każdym tego typu osiedlu prędzej czy później pojawia się bar z jedzeniem domowym lub wzorowanym na domowym. Lokal urządzony jest dość prosto, choć zdecydowanie nie jest to #TeamIKEA a bardziej wzornictwo i meble stosowane w drewnianych zajazdach spotykanych przy najbardziej obleganych drogach w Polsce, gdzie można zjeść twardą golonkę, barszczyk z proszku i placki ziemniaczane z gotowca. W Jak u Babci Bistro gotowców nie ma, o czym świadczyć może choćby fakt, że każdego dnia pojawiają się kompletnie nowe menu – obiadowe i śniadaniowe, bo również poranny posiłek można tutaj spożyć.

Foto – FB Jak u Babci Bistro

Obiady wydawane są od godziny dwunastej i w związku z tym podczas pierwszej wizyty pojawił się pewien zgrzyt, związany z, delikatnie mówiąc, dość obcesowym zachowaniem obsługi. Zjawiłem się w lokalu o godzinie 11.51, poprosiłem o zupę i jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem – za jakieś 15 minut. Przyznam, że lekko mnie zmroziło, zrobiłem zdziwioną minę, wyszedłem, wsiadłem do auta i chciałem jechać do domu, ale po chwili się uspokoiłem i wróciłem po tychże 15 minutach. Nie ukrywam, lekko zszokowany, bo jakże inaczej brzmiałoby – z obiadami ruszamy o 12.00, proszę sobie usiąść, podam zupę jak minie południe. No, ale może się czepiam.

Dobra, koniec z narzekaniem, przynajmniej na chwilę. Zupa jarzynowa (8 zł) smakowo faktycznie przenosi nas myślami gdzieś do dziecięcych lat, kiedy mama robiła – ba, dalej robi – coś na zasadzie: wrzucamy wszystko co mamy, gotujemy, doprawiamy i zabielamy. W gruncie rzeczy to jedna z bardziej pożywnych rzeczy, jakie mogą być. I tutaj mamy solidnego reprezentanta stylu, bo w zupie nie dość, że pływa mnóstwo warzyw, to jeszcze ktoś sprawnie wszystko wykończył podstawowymi przyprawami, dzięki czemu efekt był zadowalający. Za to jakaś makabra wydarzyła się przy zestawie krokiety z kapustą i mięsem oraz barszcz (15 zł). Owszem, krokiety z zewnątrz wyglądają przyzwoicie, ale skrywają w sobie jakieś absurdalnie smakujące i wyglądające różowe mięso, które sklasyfikowałbym jako mieszanka boczku, niedosmażonej wieprzowiny i słoniny. Doprawdy, nie dałem rady zjeść choćby ćwiartki. Może ze względu na naprawdę fatalną prezentację i aromat, może ze względu na oczekiwania klasycznej formy mielonego mięsa, doprawianego majerankiem.

Musiało minąć 20 dni, zanim ponownie zdobyłem się na odwagę, aby przekroczyć progi Bistro po wspomnianych przeżyciach z krokietami. Zdradzę, że warto było, oczywiście obracając się ciągle w kategoriach jedzenia w osiedlowym barze. Barszcz ukraiński (8 zł) ze sporym kleksem gęstej śmietany, która lekko się zsiadła oraz gałką ziemniaków z lekko palonym posmakiem, nadającym kompletnie nowego wymiaru całości. Barszcz dość słodki, delikatny, może nieco zbyt wodnisty, ale z przyjemnością zjadłem. Na drugie danie dobrałem pierogi ruskie, porcję małą w liczbie sztuk ośmiu za 12 zł. Patrząc na talerz, nie chcę myśleć jaką formę przybiera porcja powiększona o jeszcze cztery kolejne, bo ja nie dałem rady mniejszej. Pierogi ogromne, a przy tym pozwalające uśmiechnąć się podczas jedzenia. Nazwać je poprawnymi byłoby obrazą. Są smaczne, z cienkim, może nie ekstremalnie, ale cienkim i elastycznym ciastem oraz wyrazistym twarogowo-ziemniaczanym farszem z dużą ilością cebuli i pieprzu. Porządna robota.

Powiedzmy, że zapominam o początkowej wpadce i skupiam się na pozostałych daniach. Bardzo przyzwoitych, w niezłej cenie w stosunku do jakości i przyrządzonych ze smakiem. W kategoriach baru osiedlowego należy się mocna czwórka, tylko na litość, zmieńcie ten farsz w krokietach, bo nie pasuje do reszty. 

Jak u Babci Bistro

Marca Polo 9 c

FB

Total 6 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments