Dobra Karma – na rodzinny obiad


Dobra Karma, która na dobre rozpoczęła gastronomiczną rewolucję na Nadodrzu, paradoksalnie, wyprowadziła się z tego osiedla już dwa lata temu, znajdując swoje nowe miejsce w stolicy Dolnego Śląska niemal w samym centrum. O ile w starej Dobrej Karmie byłem kilka razy, tak do jej nowej odsłony nie mogłem dotrzeć. Powody był różne – problem z zaparkowaniem choćby, ale to chyba najmniej. Jedną z kwestii jest fakt, że restauracja, pomimo że zlokalizowana przy głównym deptaku, znajduje się gdzieś w cieniu Renomy i powojennych zabudowań, przez co czasami przejeżdżając obok, można jej nie zauważyć. Chyba, że pracuje się obok i szuka lunchu. Dla mnie jednak odwiedziny  tutaj były przez tyle czasu lekko problematyczne. Całe szczęście w niedzielne popołudnie wybraliśmy się z dzieciakami na obiad do miasta, trafiając właśnie na ulicę Kościuszki.

Pierwsze zaskoczenie – wow, ale ten lokal duży. Drugie – wow, świetna obsługa, no i trzecia niespodzianka, niezwykle pozytywna – na antresoli dwupoziomowego, sporego wnętrza, znajduje się fajnie przemyślany kącik rodzinny, z zabawkami, zamykaną zagrodą i z dala od innych gości. Klasa, naprawdę. Na ten moment chyba najlepszy kącik dla dzieciaków we wrocławskich restauracjach.

Poza ilością miejsca, istnieje więcej różnic pomiędzy pierwszą a obecną Karmą. Przede wszystkim menu, które w pierwotnej lokalizacji zmieniało się codziennie, z kolei obecnie ulega modyfikacjom na zasadzie sezonowości. My trafiliśmy akurat na sezon dyniowy, jesienny, co widać na talerzu. Nawiązując do rodzinnej atmosfery, niezwykle szanują Szefową Kuchni Monikę Szewczuk za umiejętne korzystanie z regionalnych produktów – miodów, olejów, serów czy win, tworząc ciekawą kartę, pasującą w sam raz na niedzielny obiad z dzieciakami, podczas którego każdy z domowników znajdzie coś dla siebie.

Jako że podczas wizyty cierpiałem jeszcze na resztki syndromu dnia poprzedniego, z wielką chęcią skusiłem się na świetne Simcoe Pils z Browaru Widawa na dzień dobry. Koktajlem Detox – z jarmużem, jabłkiem i pietruszką, zajęła się żona i oboje młodzi. Często wspominając o Dobrej Karmie, pisaliście do mnie o ich domowych frytkach. Kiedy więc zobaczyłem w menu ziemniaczki z sosem tatarskim (12 zł) zdecydowałem się od ręki, potrzebując tak wyrazistych doznań na sam początek. Może nie były to frytki w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale chrupiące ćwiartki z wyraźnie zaznaczoną teksturą i przyjemnie kwaśnym sosem. Zaskakujący smak, wskazujący kierunek, w którym idą późniejsze dania, ma krem z dyni (16 zł) z pomarańczą, pianą z palonego masła i nerkowcami. Zdecydowanie nie ma tu miejsca na nudny banał, mdłe aromaty i nijakość. Zupa jest wyrazista, idąca w słodko-kwaśne tony, ze strzelającymi pomiędzy zębami orzeszkami.

Dziecięce Orecchiette z indykiem, śmietanką, pomidorkami, koperkiem i parmezanem (24 zł) wygląda trochę jak porcja dla dorosłych. Cały talerz makaronu z kremowym sosem, to dość bezpieczna pozycja, w sam raz dla młodych, sycąca, a przy tym pełna parmezanowych doznań. W pełni urzekają mnie wegańskie pozbawione glutenu, gołąbki z ryżem i warzywami (30 zł). Podobno talent Szefa Kuchni można poznać po tym, jak obchodzi się z warzywami. Jak widać, Monika Szewczuk opanowała tę sztukę w stopniu więcej, niż zadowalającym. Te gołąbki to ciekawe odkrycie. Inspirowane kuchnią krajów Europy Wschodniej, połączone z azjatyckimi elementami, sprawdzają się doskonale. Danie jest bogate w smaki, ale lekkie, delikatne i ostre zarazem, wzorcowo zbalansowane.

Stekowi z rostbefu (56 zł) towarzyszą głównie słodkie dodatki w postaci puree z dyni, dyni marynowanej w soku pomarańczowym, sosu ze śliwką i płonącej śliwki. Mięciutkie, różowe w środku mięso nieźle współgra w takim zestawieniu, a wyraźnym kontrapunktem jest w tym wypadku pochodząca od śliwek wędzonka, jednoznacznie podpowiadająca nam, z jakim okresem roku mamy do czynienia. Przed podaniem poproszono nas o zgaszenie światła, aby z wydania potrawy uczynić małe show.

Za każdym razem, kiedy myślę sobie o Dobrej Karmie, uświadamiam sobie, że właściciele naprawdę świetnie dobrali jej nazwę. Nie ma tu miejsca na wymuszany fine dining. Na Kościuszki karmi się uczciwie, dania zadowalają swoim wyglądem, a na ich wielkość nie powinien narzekać żaden z gości. W każdym daniu natrafić można na rzadko spotykane wyczucie do łączenia produktów, używanych z pełnym poszanowaniem sezonowości i w dużej mierze lokalności. Dla mnie to typowo rodzinna restauracja właśnie na obiad czy też lunch, także z dzieciakami.

Dobra Karma

Kościuszki 23

FB

Total 12 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments