U Gruzina – prostota, uczciwość i chinkali


Minimalizm, to określenie doskonale charakteryzuje każdy z dotychczas otwartych barów U Gruzina we Wrocławiu. Na Grunwaldzie, przy Rynku i teraz pod nasypem na Bogusławskiego. Wszędzie to samo, wszędzie zwycięża prostota – zarówno pod względem wystroju, jak i menu. To ostatnie i tak przeszło pewne modyfikacje i w największym z dotychczasowych lokali dodano kilka pozycji w karcie.

Nasypy na tyłach Teatru Polskiego już od jakiegoś czasu zaczęły budzić się ze snu po wieloletnim marazmie i ograniczaniu się do ciemnych klitek, w których można by wieszać siekierę. Obecnie zaczyna to coraz bardziej przypominać zagłębie restauracyjne, z niezłym zapleczem parkingowym, dobrą lokalizacją i coraz wyższym poziomem. Do U Gruzina wpadłem z nieskrywaną radością, ponieważ marka kojarzy mi się z niezwykle uczciwym, niedrogim i przygotowywanym zgodnie ze sztuką produktem. Jak wspominałem, w ofercie pojawiły się tak długo wyczekiwane chinkali, zupa, a także naprawdę spory wybór win gruzińskich, sprzedawanych na kieliszki i butelki.

Zupa charczo (11 zł) to pierwsza z nowości, odpowiednia w sam raz na chłodne dni. Wyraziście czerwona, muśnięta rozgrzewającą ostrością, ze sporą ilością rozpadającej się wołowiny oraz orzechami i papryką. Słodycz łączy się tu z ostrością oraz kolendrowym orzeźwieniem. Miseczka niby malutka, ale niesie za sobą ogromny ładunek smaku i kalorii. Zaraz potem do gry wchodzą bohaterowie wieczoru, chinkali w liczbie sztuk czterech (13,90 zł). Wielkie jak pięść drwala, powalają swoją prostotą i zgrabnym kształtem. Po zaserwowaniu talerzyka zostaję poinstruowany o konieczności wypicia każdej kropli  znajdującego się wewnątrz bulionu. W moim przypadku to nie pierwsze spotkanie z chinkali, więc to rzeczy oczywista, ale faktycznie warto przypominać o tym gościom, aby nie stracili największej radości. Już po pierwszym naruszeniu ciasta zębami zaczynam rozumieć, że ludzie stojący za U Gruzina wiedzą o co chodzi. Ciasto jest delikatne, cieniutkie, sprężyste i skrywa w sobie ogromną ilość mielonego, soczystego mięsa oraz rosołku, powstającego w procesie gotowania. Spijam każdą kroplę, nie zważając na lekkie poparzenie podniebienia. Dla takich chwil warto się poświęcić. Na koniec wybieram językiem każdą cząstkę doprawionego kolendrą i chili, mięsa. Tak wyobrażam sobie niebo, kulinarne niebo.

Chaczapuri imeruli (13,90 zł) to moja ulubiona odsłona gruzińskich placków. Kwintesencja prostoty, połączenia łatwych do zdobycia składników i zrobienia z nich małego arcydzieła. We wnętrzu chaczapuri skrywa się mieszanka serów, zewnętrzną część pokrywa gruba warstwa rozpuszczonego masła i niech to wystarczy za cały komentarz. Tam gdzie masło, tam smak. Gruzini wiedzą to dobrze i grają to od dawien dawna. Na dłużej zatrzymać muszę się przy chaczapuri adżarskim (13,50 zł) – tym w kształcie łódeczki, podawanym z płynnym żółtkiem i półpłynnym białkiem. Otóż mała podpowiedź dla niektórych blogierów, u których wyczytałem, że jajko było za słabo ścięte. Drodzy moi, otóż na tym cała zabawa polega, że całość miesza się z roztopionym serem i powstaje wspaniała kompozycja o płynnej konsystencji, którą spożywamy albo maczając w niej ranty czaczapuri, albo tradycyjnie kroimy. Wybaczcie, gdzieś zapodziało mi się zdjęcie, więc pożyczyłem inne, ale musicie wierzyć na słowo – adżarskie U Gruzina wygląda obłędnie i tak samo smakuje. 

Foto – U Gruzina

Trzecia odsłona U Gruzina i trzecia niezwykle udana. Może nawet najbardziej, bo jest i więcej miejsca, i są pyszne chinkali. Gdybym nie przyjechał autem, wyobrażam sobie, że mógłbym tam spędzić cały dzień, zajadając naprzemiennie chinkali i chaczapuri, zapijane ciekawymi winami. Prosta kuchnia ma w moim sercu specjalne miejsce, ta U Gruzina nie jest skomplikowana, ale bije od niej prawda i uczciwość, a to największe wartości. Dziękuję, wierny fan.

U Gruzina

Bogusławskiego 35

FB

Total 32 Votes
4

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments