Kuluary Bistro – powiew gastronomii sprzed lat


Kilka razy w całym okresie działalności WPK publikowałem wpisy na temat miejsc pod nasypem przy ulicy Bogusławskiego. W ostatnim czasie nawet chyba chętniej i częściej, głównie ze względu na swego rodzaju odczarowanie tych okolic. Jeszcze w trakcie trwania moich studiów nasyp traktowany był bardziej jako wylęgarnia wszelkiej maści mordowni, aniżeli lokali z dobrym jedzeniem. Rok 2017, a także początek 2018 to już prawdziwy wysyp barów i restauracji, a także pizzerii na odpowiednim poziomie, zmieniających sposób patrzenia na nasyp wzdłuż trakcji kolejowej.

W ciągu za budynkiem Teatru Polskiego funkcjonuje m.in. niezwykle popularna restauracja U Gruzina, a od drugiej części 2017 roku także bistro, Bistro Kuluary dokładnie, zlokalizowane vis-a-vis tylnego wejścia gmachu, wokół którego przez ostatnie dwa lata zrobiło się głośno niekoniecznie ze względu na poziom przedstawień. Nie o wrocławskiej scenie teatralnej dzisiaj, a o wspomnianym bistro, do którego wpadłem dwa razy, w tym za tym pierwszym absolutnie przypadkowo, chcąc udać się do innego przybytku w okolicy, ale ten akurat postanowił się nie otwierać.

Dla stałych bywalców układ lokali pod nasypem nie powinien stanowić wielkiego zaskoczenia. Na powierzchni zbliżonej do kwadratu zmieszczono kilka stolików, a także położony centralnie bar. Zdecydowanie jest to wersja oszczędnościowa, o co oczywiście nie mogę mieć pretensji do kogokolwiek, zwłaszcza po pierwszym zerknięciu na menu. To obejmuje głównie wersje mocno budżetowe. Codzienny, składający się z zupy i dania głównego lunch kosztuje szokujące 14 zł, a cena poszczególnych potraw nie przekracza kilkunastu złotówek.

Na początek kapuśniak z zestawu lunchowego. To zupa, której naprawdę ciężko byłoby coś zarzucić. Jest odpowiednio kwaskowa, z delikatną boczkową wędzonką i słodkim tłem na samym końcu. Fasolowa w formie zupy dnia (6 zł) to bardziej konkretny wywar, z dużą ilością fasoli, kiełbasy i słusznie doprawiony majerankiem. Obie pozycje przyjemnie rozgrzewają, odpowiadając na potrzeby zmarzniętych gości.

Pierogi ruskie wyglądają na lepione na miejscu, farsz zawiera sporo twarogu i mnóstwo pieprzu, ale ktoś odpowiedzialny za ich przygotowywanie zapomniał chyba o soli. Jeśli chodzi o estetykę, wydaje mi się, że jadałem lepiej wyglądające pierogi, ale samo ciasto jest poprawne, cienkie i sprężyste. Powiedzmy sobie szczerze – w zestawie za 14 zł z zupą lepszych raczej nie zjecie. Placek po węgiersku to pozycja najdroższa, przy której w karcie widnieje cena 16 zł. Placki usmażone na świeżo, choć aż prosiłoby się, aby mocniej chrupały. To one jednak stanowią mocniejszą stronę tego dania, ponieważ zbyt rzadka struktura i tak zagęszczanego mąką sosu z mięciutkim mięsem wieprzowym nie pozwala się nim do końca cieszyć, podobnie jak przeszkadzająca na dłuższą metę przesadna ilość soli. Jednak w dalszym ciągu to jedzenie, którego nie bałbym się zjeść na przykład idąc na pociąg na pobliski Dworzec Główny.

Trafiając przez przypadek do Bistro Kuluary nie miałem żadnych oczekiwań, chciałem po prostu zjeść na szybko obiad. Jak się okazuje, wyszło lepiej, niż przyzwoicie, a jednocześnie do głowy wpadła mi myśl, że niewiele zostało na gastronomicznej mapie Wrocławia miejsc karmiących uczciwie, w cenach znanych bardziej z barów mlecznych. Jeśli znajdziecie się w pobliżu, wpadnijcie spróbować. Może to i lekki powiew gastronomicznych trendów sprzed dwóch dekad, ale chyba każdy ma czasami ochotę zjeść po prostu np. domowy kapuśniak, a tutaj jest to możliwe.

Bistro Kuluary

Bogusławskiego 25

FB

Total 26 Votes
8

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments