Kalapizza – czy pizza na kawałki ma sens?


Sprzedaż pizzy na kawałki to żadna nowinka, choć do tej pory tę część biznesu związanego z pizzą, zagospodarowali głównie Włosi oczywiście, zwłaszcza ze stolicy. W Polsce od lat tego typu działalność prowadzi głownie najbardziej rozpoznawalny sieciowy gracz, a inne podejścia, przynajmniej te wrocławskie kończyły się niepowodzeniem, żeby przypomnieć choćby Al Taglio czy CRUDOP. Wraz z końcem 2017 roku na silnie obsadzonym rynku pizzy we Wrocławiu pojawił się kolejny gracz, specjalizujący się właśnie w pizzy na kawałki. W miejscu lubianej przez wielu Patelni, w malutkiej budce przy artystycznej kawiarni Kalambur, powstała Kalapizza.

Nie jest to jednak pomysł skopiowany żywcem z rzymskich pizzerii, gdzie pizza zazwyczaj serwowana jest na nieco grubszym, wytrzymującym lepiej upływ czasu, cieście. Kalapizza również ze względu na ograniczone możliwości lokalowe na wiele pozwolić sobie nie może, dlatego też wybrano opcję bez nadmiernej ilości składników, skupiając się na cieńszych plackach oraz wersjach wegetariańskich i wegańskich. Do wyboru pozostaje sześć rodzajów pizzy, z czego na bieżąco w trakcie mojej wizyty dostępny były trzy. Pięć z nich kosztuje w całości 30 zł, margherita stanowi wyjątek, bo koszt jej zakupu to 20 zł. Kawałki z kolei to odpowiednio 7 i 5 zł.

Sam pomysł na pizzę na kawałki w najbliższej lokalizacji Uniwersytetu Wrocławskiego oraz przy jednym z głównych traktów prowadzących do Rynku wydaje się być trafionym w dziesiątkę. Najważniejszą kwestią, poza jakością oczywiście, pozostaje świeżość produktu, a więc okres mijający od upieczenia placków do chwili ich sprzedania. Bez odpowiedniego zejścia taki koncept nigdy nie zyska sobie przychylności kolejnych gości.

Mimo iż wiedziałem o otwarciu Kalapizzy jakiś czas temu, niespecjalnie myślałem o odwiedzinach, aż do momentu kiedy przechadzając się Kuźniczą, miałem dosłownie 15 minut do spotkania ze znajomym. Pomyślałem, że szkoda marnować okazji i skorzystam z opcji spróbowania dwóch kawałków oferowanych z okienka znajdującego się pomiędzy Kalamburem a obleganą niezależnie od pory Starą Pączkarnią.

Mój wybór padł na klasykę, czyli Margheritę (5 zł) oraz wegańską pizzę Zieloną (7 zł). Zanim jednak ktoś mnie obsłużył, minęło dobrych pięć minut, które spędziłem tupiąc z nogi na nogę przed budką. Pierwsza, za to podstawowa sprawa – pizza nie jest zimna, ale powoli przechodzi na zimną stronę mocy, co samo w sobie świadczyć może o tym, że swoje już odleżała. Zresztą, sam proces zamawiania z oczekiwaniem na obsługę zajął kilka dobrych minut plus pewnie kwestia wcześniejszego upieczenia, co w sumie daje sporo czasu. Wewnątrz lokalu znajduje się podgrzewacz, ale moje zamówienie do niego nie trafiło, a jedynie obsługujący mnie pan zabrał dwa kawałki na zaplecze, aby uzbroić je odpowiednio w rukolę i starty parmezan. 

Ciasto jest zaskakująco chrupiące i nie nosi śladów zakalca. Wręcz przeciwnie, nieco grubsze od reszty ranty skrywają siateczkę z ciasta, potwierdzającą, że musiało wcześniej trochę popracować. Gorzej, zwłaszcza w przypadku margherity, jest z resztą składników. Sos nieco cierpki, lekko kwaśny i trochę toporny, natomiast ser… No cóż, ususzony, tworzący suchą skorupę, która bardziej kojarzy mi się ze słabymi wypustami sieciowych pizzerii z moich studenckich lat.  Lepiej w tym towarzystwie wypada wersja wegańska. Co prawda tekstura wegańskiej mozzarelli jest niemal identyczna, jak i tej tradycyjnej, ale już pozostałe dodatki wpływają na odpowiednią wilgotność całości i pozwalają nacieszyć się zestawem składającym z pomidorków, cukinii oraz cebuli. Obecność rukoli trochę mnie zaskoczyła, ponieważ na wystawce jej nie było, a na pizzę trafiła dopiero po złożeniu zamówienia. Ogólnie jednak, jak na okres spędzony przez pizzę w oczekiwaniu na gości, należy ocenić ją jako całkiem przyzwoitą, oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji oraz warunków, których nie da się porównać do tych, jakie zastaniemy w lokalu stacjonarnym.

Czy ten pomysł ma szansę powodzenia? W tym miejscu na pewno. Myślę, że należałoby pomyśleć nad technikaliami, aby sama pizza tak szybo nie wysychała. Wiąże się to także z odpowiednią popularnością oraz promocją miejsca, bo oczywistym jest, że przy sporym ruchu pizza będzie świeża i jak najbardziej zjadliwa. Ja przyklaskuję, bez zbędnego entuzjazmu, ale będę się przyglądał postępom, bo w sumie dobrze byłoby mieć miejsce, do którego można wpaść w biegu na kawałek dobrej pizzy. 

Kalapizza

Kuźnicza 29 a

FB

Total 10 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments