Zjedz Pieroga – czy takie pierogi mogą zadowolić wszystkich?


Rok 2016, food truck Zjedz Pieroga pojawia się na wrocławskich zlotach streetfoodowych. Delikatnie mówiąc, nie zachwyca i stosunkowo szybko znika z rynku. Koniec roku 2017, w lokalu, gdzie wcześniej znajdowała się burgerownia Burget Ltd oraz krótko zapiekanki Pół Metra, otwiera się… Zjedz Pieroga w formie stacjonarnej. Szukając informacji o nich, znajduję profil Zjedz Pieroga z identycznym logo, tyle że pierogarni z Zawiercia. Pomieszanie z poplątaniem, ale jak się okazuje, to dwa osobne byty. Z wielką chęcią dowiem się więcej szczegółów, bo wygląda mi to na jakąś małą aferkę, więc jeśli coś wiecie, dajcie znać. Dzisiaj jednak tylko o wrocławskiej odsłonie Zjedz Pieroga.

Sama miejscówka należy do tych z cyklu – zamów, zapłać, zjedz i uciekaj czym prędzej, bo nad głową stoją kolejni głodni. Cztery stoliki na niewielkiej przestrzeni, bar, a tuż za nim tablica z wypisanym odręcznie menu na dany dzień. W nim z kolei przede wszystkim pierogi oczywiście, ale i zupy dnia oraz naleśniki. Wszystko to w cenach mocno barowych – pierogi ruskie po 10 zł za porcję, wszystkie inne o 2 zł więcej, zupa dnia za piątaka, czyli niezwykle przystępnie jak na warunki niemalże rynkowe.

Pierogi należą do dań tyleż kochanych, co równocześnie kontrowersyjnych, bo ile domów, tyle ich wersji. Dlatego też każdy z nas ma nieco inne wyobrażenie na ich temat, stąd w prowadzeniu pierogarni pojawia się podstawowy problem – w jaki sposób zadowolić wszystkich? Jeden lubi w ruskich więcej twarogu, drugi przewagę ziemniaków, a jeszcze inny dodałby boczku. Ilu ludzi, tyle szkół. Czy Zjedz Pieroga trafia w moje gusta?

Właściciele, bo chyba oni stoją za kontuarem, starają się mocno skracać dystans i w dość luźny sposób witać oraz rozmawiać z gośćmi. Pewne problemy pojawiają się już po zamówieniu, bo zarówno na zupę, jak i pierogi trzeba odczekać swoje, a wąskim gardłem jest zapewne ilość palników – stosunkowo mała w porównaniu do ilości zamówień. Oczywiście to moje domysły, ale tak wnioskuje, sądząc po faktycznie sporej ilości wpadających tu na jedzenie ludzi.

Zupy? Nie ma co ściemniać, wolałbym przemilczeć ten temat. Nie jest to takie zło, jak w sąsiednich Kubkach Smakowych, ale choćby jarzynowa pozbawiona jest kompletnie smaku. Mdła, niedosolona, a przede wszystkim bez odpowiedniego ciała, konkretnego wywaru, niezbyt umiejętnie zabielona. Kapuśniak w wersji na słodko już lepszy, choć też z wyraźnym niedoborem konkretów, bo za takie ciężko uznać jedynie roślinną część wkładu. Oczywiście cena 5 zł dużo mówi w kwestii jakości, choć przyznam, że zdarzało mi się w takiej kwocie trafić na zdecydowanie bardziej przyzwoite.

Pierwszoplanowe role odgrywają pierogi. Od ruskich, przez mięsne, aż po opcję z płuckami, choć tych ostatnich nie zastałem. Byłem jednak świadkiem sytuacji, kiedy ze dwie osoby przyjechały głównie ze względu na tę pozycję z karty. Pierogi ruskie, a więc niejako wyznacznik jakości wypadają bardzo średnio. O ile ciasto, choć wizualnie nie prezentuje się specjalnie, wpada w moje gusta – jest idealnie cienkie, skrywa w sobie jakąś niespecjalnie akceptowalną masę ziemniaczaną z homeopatycznymi niezbyt dokładnie zmielonego twarogu. O dodaniu pieprzu również zapomniano w procesie ich przygotowywania. Zdecydowanie solidniej wypadają pierogi z gotowanym mięsem na warzywnej podbudowie, z kremowym, nie za suchym, odpowiednio słonym farszem. Pierogi gryczane oraz z kapustą i pieczarkami wydają się być dobrym pomysłem, ale raz jeszcze zwyczajnie brakuje im konkretnego podkręcenia smakowego, przez co są dość płaskie. O ile jeszcze te z kapustą w pewien sposób wyróżniają się delikatną kwasowością, tak wytrawny, nijaki wręcz smak opcji z kaszą mocno psuje ich odbiór. Naturalnie rozumiem zamysł, aby przygotowywać neutralne w smaku pierogi, ale czy tędy droga? Sądząc po sporej ilości gości wewnątrz, pewnie tak. 

Dla mnie jednak robienie tak mało wyrazistych pierogów mija się z celem, ale tu wracam do początku mojego wywodu – każdy z nas zna pierogi gotowane na inny sposób. U mnie zawsze były mocno doprawiane, konkretne i solidnie wypchane farszem. Trochę zabrakło mi tego w Zjedz Pieroga. Żeby nie było, nie są to pierogi niezjadliwe, w dodatku wydawane w wielkich porcjach i na pewno znajdą swoich amatorów. Ja jednak wybieram inne opcje, choć doceniam choćby samodzielne klejenie pierogów, co wbrew pozorom, wcale nie należy do standardów w pierogarniach.

Zjedz Pieroga

Ruska 49 

FB

Total 19 Votes
12

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments