Seafood Bar&Market – śniadanie za 5 zł


Przyznam, że kiedy SeaFood Bar&Market pojawił się na kulinarnej mapie Wrocławia, miałem pewne obawy, czy ten jakże ciekawy koncept zaskarbi sobie popularność w mieście zdominowanym dotychczas krewetkowo przez Shrimp House. Jak pokazała rzeczywistość, stolica Dolnego Śląska jest na tyle chłonnym rynkiem, że istnienie nawet obok siebie tych dwóch bytów się nie wyklucza, a wręcz podnosi poziom. Zarówno jedni, jak i drudzy znajdują swoich odbiorców, jednych i drugich bardzo lubię i dość regularnie jadam, a ta cicha rywalizacja sprzyja nam, gościom, bo otrzymujemy coraz to ciekawszy produkt. Ot, choćby na początku kwietnia do oferty SeaFood weszły śniadania. Niebanalne, a przystępne cenowo.

W sumie do wyboru od dziewiątej nad ranem mamy sześć różnych kanapek oraz dwie szakszuki. Cena każdej kanapki to 5 zł pod warunkiem zamówienia jakiegoś napoju. Model podobny do znanego choćby z Warszawy, gdzie za złotówkę do kawy lub herbaty otrzymujemy proste śniadanie. Tutaj cena jest nieco wyższa, ale w dalszym ciągu pozwala na zamknięcie się w kilkunastu złotych za poranny posiłek i na przykład kawę.

Wpadamy ze znajomym w sobotni poranek i długo się nie zastanawiając, zamawiamy wszystkie kanapki plus czerwoną szakszukę, jednogłośnie stawiając ją ponad zieloną wersją z m.in. jarmużem. Do tego kawa, herbata i woda. Cena poszczególnych kanapek bez napoju waha się od 9 do 11 zł. Z nowej opcji śniadaniowej ucieszyłem się z jeszcze jednego względu. Otóż w ostatnich miesiącach nie powstało zbyt wiele ciekawych miejsc, specjalizujących się właśnie w tych daniach.

Pierwsza sprawa, choć zdecydowanie kluczowa – chleb. Pieczony dla Seafood przez Chlebotekę. Pszenno-żytni, konkretny, z chrupiącą skórką i cudnie puszystym wnętrzem. To jest ten rodzaj chleba, o którym myślisz codziennie rano przed śniadaniem, tylko nie chce ci się wyjść do sklepu. Kiedy jednak dorwiesz go w ręce, zjadasz cały, z samym masłem, zapominając o tym wszystkim, co mówi się o pszenicy.

Moi faworyci? Na pewno kanapka z wędzonym pstrągiem, burakiem, gruszką i natką pietruszki. Prostota i jeszcze raz prostota, wędzonka z wędzarni w Kotlinie Kłodzkiej i przełamujący słono-dymne elementy burak. Zaskakująca jest kanapka z kremowym, delikatnym twarogiem, słonawym anchois i kwaśno-słodką pomarańczą. Nie mniej doznań dostarcza pozycja z wędzoną makrelą. Pomijając już fakt, że samo wędzenie dokłada mnóstwo umami, to jeszcze świetną i moją ulubioną rybę złączono w parę z pastą jajeczną, a do tego z chrupiącym, charakternym porem i kaparami. Śniadaniowy klasyk, znany dobrze w wielu domach. Sam fakt takiego właśnie podejścia do tematu bardzo mnie przekonuje. Nie ma prób silenia się na rzeczy niemożliwe, nieznane smaki i dziwne kompozycje. Jest sprawdzony temat, kojarzący się z rodzinnym posiłkiem jedzonym w towarzystwie najbliższych. Zabrakło chyba tylko opcji z pokrojonym w plasterki jajkiem na twardo z domowym majonezem. Zawiedzeni nie mogą się poczuć wielbiciele śledzia. Ten z kanapki jest zamarynowany w cherry, słony nawet mimo twarogowej kontry i dodatkowo podbity cieniutkim plasterkiem limonki. Wielkim fanem koziego sera nie jestem, więc i kanapkę z nim właśnie oraz konfiturą figową ustawiam na końcu własnego rankingu śniadań w Seafood, choć robię to bijąc się z myślami, a to ze względu na mocno koperkową, prawdziwie domową pastę jajeczną i orzeźwiający granat. Wygląda to fajnie, smakuje ciekawie.

Nasze serce skrada czerwona szakszuka (22 zł), podana dodatkowo z dwoma grillowanymi krewetkami plus oczywiście jajkiem. Aromat może nie porywa, ale smak jest dokładnie tak zbalansowany, jak być powinien. Pojawia się kumin, jest kwasowość i słodycz, a także trochę cieciorki. Osobiście sypnąłbym tu więcej kolendry, ale to może moje prywatne zboczenie na punkcie tego akurat zioła.

Wydaje mi się, że ekipa Seafood Bar&Market może rozbić bank tymi kanapkami, bo podobnych opcji na śniadanie we Wrocławiu zbyt wielu nie ma, a w ogóle mało gdzie zrobiono to z takim smakiem. Jak wspomniałem, trafia do mnie prostota, luźne podejście do tematu i co by nie było, pewna konsekwencja w działaniu i zachowanie ciągłości, bo jednak ważnym elementem śniadań stały się ryby, choć w nieco innym ujęciu, aniżeli w stałym menu. Ode mnie piątka z uśmiechem.

Seafood Bar&Market

Św. Mikołaja 12

FB

Total 16 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments