Wrocław Restaurant Week – NAPA, SeaFood, Taszka i Fuego


Rozpoczynający się 18 kwietnia w 29 wrocławskich restauracjach festiwal kulinarny Restaurant Week będzie już szóstą wrocławską odsłoną tej jakże popularnej w ostatnich latach imprezy. Zresztą, niech przemówią liczby, bo te najdobitniej potrafią pokazać skalę zainteresowania. W samej ostatniej, jesiennej edycji udział wzięło około dziesięć tysięcy osób, co jak na wielkości stolicy Dolnego Śląska, robi spore wrażenie. Pisałem już o tym trochę w ostatnim wpisie, ale powtórzę raz jeszcze – RW dla wielu osób stanowi swego rodzaju wejście w świat restauracyjnego jedzenia, w pewnym sensie pozwala przeskoczyć z poziomu jedzenia niewyszukanych potraw na dania nieco bardziej zaangażowane, wymagające, a przy tym zapewniające odpowiedni smak.

Tuż przed rozpoczęciem pierwszej tegorocznej odsłony Restaurant Week odwiedziłem kolejne cztery restauracje, aby przetestować ich menu i sprawdzić czy przygotowane dania mogą na spokojnie ujrzeć światło dzienne, a osoby, które zarezerwują miejsce o wartości 49 zł za trzy dania, wyjdą usatysfakcjonowane poziomem.

Absolutnie i bezdyskusyjnie największe wrażenie zrobiło na mnie menu przygotowane przez ubóstwiane bistro NAPA Restaurant. Zgodnie z charakterem tego niepozornego miejsca pod nasypem, menu jest proste – nie mylić z prostackim, z poszanowaniem produktu, kolorowe i wyciągające z każdego składnika dokładnie to, co najlepsze. Już przystawki i sałatka z ośmiornicą to kwintesencja filozofii NAPA. Świetnie przygotowane, delikatne macki ośmiornicy połączone z kilkoma rodzajami sałat, oliwą i solą w płatkach, automatycznie wywołują uśmiech na ustach. Prawdziwy powiew wiosny prezentuje kremowa burrata z grillowanymi szparagami i konfitowaną cebulą. Są zachowane różnorodne tekstury, balans i ta niezbędna na starterów lekkość. Dania główne, a zwłaszcza to w wersji wegetariańskiej udowadniają, że nie trzeba się silić na jakieś nazbyt skomplikowane kompozycje, aby zadowolić gości. Swego rodzaju lasagne z bakłażana z pomidorami oraz parmezanem to jedna ciekawszych warzywnych rzeczy, jakie miałem okazję jeść w ostatnim czasie. Jest słodycz, jest słoność i kwaśność, a do tego piękna forma. Wołowina tagliata to klasyka kuchni włoskiej. Marynowana w sosie balsamicznym wołowina została muśnięta ogniem, pokrojona w paseczki i podana z rukolą oraz parmezanem. Raz jeszcze prostota i wydobycie maksimum smaku, klasa. Deser to tylko kropka nad i w postaci sorbetów – truskawkowego i jabłkowego. Jeśli jeszcze się zastanawiacie, rezerwujcie w ciemno.

Debiutantem na scenie festiwalowej jest istniejący od niespełna pół roku SeaFood Bar&Market, prezentujący swoje menu oczywiście w tematyce owoców morza. Na początek dość mocne uderzenie w obu wariantach. Miska muli w tajskim klimacie z jednej strony i ceviche z drugiej. Opcja z marynowanym łososiem szkockim to swobodna interpretacja tego peruwiańskiego hitu, balansująca na krawędzi kwasowości i słodyczy, z dodatkiem kolendry, mango i awokado. Z daniami głównymi nie ma już żartów – krewetki grają pierwsze skrzypce i pozostawiają równie dobry posmak. Te w tempurze chrupią jednocześnie z frytkami z batatów, te w curry przyjemnie rozpływają się w ustach przy każdym kolejnym gryzie z aromatycznym sosem w tle. Prawdziwym zaskoczeniem jest deser, a właściwie jego dość luźna interpretacja w wykonaniu ekipy Seafood. Jako że restauracja na co dzień nie posiada w swojej ofercie deserów, właściciele postanowili pokombinować i tak: w pierwszym menu na deser otrzymacie zapiekaną z parmezanem, granatem i pietruszką ostrygę, a w drugim pieczonego łososia z musem truskawkowym i miętą. Tak, dobrze przeczytaliście, z musem truskawkowym. Jeśli lubicie klimat tego miejsca, boicie się restauracji z obrusami, a chcecie poczuć się dobrze podczas Restaurant Week, to na pewno tutaj dobrze traficie.

Taszka podeszła w tym roku do RW mniej fine diningowo i wbrew pozorom, wydaje się, że może na tym sporo wygrać. Zupa kolendrowa jest czymś, co kupiło mnie od pierwszego momentu, do tego stopnia, że do maksimum przedłużałem jedzenie każdej łyżki. Lekkość, odświeżająca moc, piękny zapach, cudo. Drugie dania to z jednej strony portugalska klasyka w postaci ryżu z gotowaną kaczką oraz burka ze szpinakiem i ricotta z drugiej. Zwłaszcza w drugiej opcji nie jest to bezpośrednie nawiązanie do Portugalii, z którą restauracja z Rynku jest utożsamiana, ale tym wszystkim bojącym się zbyt eleganckich talerzy, może posmakować. Genialnym zakończeniem jest deser. Ciasto kawowe z lodami cynamonowymi i kremem pastel de nata to jedna z najlepszych rzeczy w tegorocznym Restaurant Week, jestem tego pewien i mówię z pełną odpowiedzialnością. Cudne, konkretne ciasto, do tego śmietankowe lody z cynamonem i gęsty, słodki, kuszący krem. Choćby dla zupy i deseru byłbym w stanie zapłacić 49 zł.

Restauracja Fuego w hotelu Marriott na Placu Wolności to kompletna nowinka na mapie wrocławskiej gastronomii. Jej Szef, Olaf Ratz zbierał doświadczenie m.in. we Włoszech oraz okolicach Zakopanego, a kilka miesięcy temu podjął się próby rozruszania hotelowej restauracji z pięknymi wnętrzami oraz wysokiej klasy obsługą. Szczególne wrażenie zrobiła na nas Pani sommelierka, opowiadająca o winie, ale i w ogóle alkoholach z taką gracją, że właściwie równie dobrze moglibyśmy zostać we Fuego tylko dla niej. Do sedna jednak, a więc jedzenia. Uczta rozpoczyna się od dośc mocnego akcentu smakowego, bo od serowego veloute – raz z chipsem z chorizo, raz z chipsem z buraka. To zupa w formie gęstego sosu o bardzo wyrazistym zapachu, której ilość wskazuje, że głodni an pewno nie wyjdziemy.

Pyszny jest comber z królika, podany fikuśnie z puree kalafiora. Mięso przygotowane wzorowo, soczyste, z piklowaną rzodkiewką i sałatą w maśle. Dobra rzecz, naprawdę. Suflet ze szpinakiem i serem kozim to trochę eksperyment, ale wydaje się, że bardzo ciekawy i stanowiący spory ukłon w stronę osób niejedzących mięso, bo wykonany wzorcowo. Puszysty i lekki, pełen smaku. No i deser, a właściwie deser przed wielkie D. Tarta pomarańczowa z pieczoną alaską, z sorbetem z gorzkiej czekolady i zielonym pieprzem. Słodycz oczywiście dominuje, ale pojawia się też niezbędna kwaskowość oraz różne tekstury – chrupiąca, płynna, kremowa. W każdym razie, zostawia w ustach doskonały smak.

Total 8 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments