Sakana Sushi Bar


Ostatnie dwa miesiące w moim życiu upłynęły pod kątem spania po trzy godziny, bardzo aktywnej pracy na kilku frontach, co przyczyniło się choćby do mniejszej ilości wpisów na blogu, zwłaszcza tych typowo restauracyjnych. Tak się jakoś złożyło, że zwyczajnie w przeciągu całego dnia nie miałem nawet jednej wolnej chwili, aby wyskoczyć na szybki obiad. W takiej sytuacji pojawia się zasadnicza kwestia – co zjeść, bo przecież coś trzeba. Łapana w biegu kanapka z piekarni obok nie zawsze rozwiązuje sprawę, a dziesiąta kawa tego dnia również niekoniecznie zaspokaja łaknienie. Kilka razy skusiłem się również na opcję dowozową, w tym ostatnim razem na funkcjonujący chyba najdłużej we Wrocławiu sushi bar – Sakana Sushi. Tak, żeby zafundować sobie choć trochę radości w tym okresie, a przynajmniej z taką nadzieją odpaliłem Wooopit i wybrałem coś z oferty restauracji z Odrzańskiej.

Przyznam, że wybrałem bez większego zastanawiania się, bo i czasu nie było za wiele. Zależało mi tylko na sporej ilości, przyzwoitej jakości i względnej wygodzie jedzenia, a jak wiadomo, sushi jedzone nawet palcami nikogo razić nie powinno. Tym samym wybór padł na kosztujący 85 zł zestaw Kenkyo, składający się z 28 kawałków oraz zupy miso. Dostawa do mojej pracy to kolejne 10 zł, a że miałem zmieścić się w okolicach 100 zł, wyszło jak należy.

Cieszy, że zestaw dociera w zgrzanych, szczelnych pojemnikach, a samo jedzenie wydaje się trafić w moje ręce w nienaruszonym stanie. Na pierwszy rzut oka zestaw nie wydaje się przesadnie duży, choć po kilku zjedzonych kawałkach dość szybko zmieniam zdanie, żeby ostatecznie przekonać się, że tego typu zestaw dla jednej osoby to zwyczajnie za dużo. Nic to, jak smakuje?

Sam skład zestawu nie zaskakuje, jest i łosoś, i tuńczyk, a także japoński omlet tamago. Na dzień dobry do moich ust trafia nigiri z ogromnym plastrem lekkiego, kremowego łososia. Później zabieram się za sprawnie zawinięte uramaki z solidną porcją tuńczyka, potraktowanego w klasyczny dla zestawów na dowóz sposób, a więc serkiem Philadelphia. Nie jestem wielkim fanem tego rozwiązania, ale jak wspomniałem, chciałem  aby było przyzwoicie i było. Trochę dla odświeżenia przed ostatnią porcją, a więc futomakami z łososiem, tamago i tykwą, ordynuję lekkie, zgrabne i malutkie hosomaki z ogórkiem. Jak już wspomniałem, w pewnym momencie pojawiają się problemy ze zmieszczeniem w żołądku całości.

O Sakanie słyszałem sporo dobrego i choć to tylko opcja z dowozem, naprawdę mocno wyróżnia się na tle większości konkurencji z miasta. Nie dość, że rolki wyglądają bardzo dobrze, to jeszcze smakują, a stosunek ryby do ryżu stanowi element, za którym należy pochwalić ekipę z Odrzańskiej. W ciągu ostatniego roku przerobiłem wiele różnych suszarni w dowozie i ich poziom jest bardzo zróżnicowany, a trafiające poprzez kurierów rolki często traktowane są jako te drugiej kategorii. W tym wypadku takiego odczucia nie miałem, a pomimo dość klasycznego, prostego zestawu, a także nieco spartańskich warunków jedzenia, absolutnie nieprzystających do etykiety sushi, udało się czerpać sporo radości z sushi z Sakany. Ode mnie duży plusik.

Sakana Sushi

Wpis powstał we współpracy z Wooopit.
Total 6 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments