osiem misek – śniadanie


Pamiętam, że pierwszy raz o tym pomyśle usłyszałem dobry rok temu. Okazało się jednak, że od idei do realizacji musi upłynąć trochę czasu, ale w końcu się udało – śniadania zawitały w progi lokalu stacjonarnego ośmiu misek. To w ogóle interesujące zjawisko, że streetfoodowe koncepty, rozpoczynające swoją przygodę z gastronomią od food trucków, ruszają nie tylko z lokalami, ale i próbują skraść dla siebie kawałek tortu z coraz mocniej rozwijającego się rynku śniadań. Swoją poranną działalność rozpoczęło osiem misek, a niebawem na wrocławskiej gastro mapie pojawi się śniadaniownia Panczo. Nie należy również zapominać choćby o Pasibusie, który wchodząc do centrum handlowego, automatycznie rozpoczyna swoją działalność od dziewiątej.

Jakie menu wita nas od 7.30 w miskach? Krótkie i na początek w bardzo zdroworozsądkowej cenie, 20 zł za śniadanie z kawą. Jest omlet, bagietka, owsianka i sałatka, czyli na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że to samo, co w 99% śniadaniowni we Wrocławiu. Banał kończy się, kiedy przeczytacie liczbę i rodzaj składników, przywołujących na myśl luźne skojarzenia z kuchnią ośmiu misek od pierwszych dni działalności – azjatyckie fusion, połączone nierzadko z sezonowymi polskimi produktami. Bardzo szanuję za wczesną porę otwarcia, umożliwiającą wybranie się na śniadanie poza domem jeszcze przed pracą.

Na dzień dobry, jako że wpadam chwilę po ósmej i jestem premierowym gościem, otrzymuję porcję kiełbaski laotańskiej na próbę. Kiełbaski produkowanej na miejscu, pikantnej, aromatycznej, imbirowej, doprawdy świetnej. Jeśli będziecie mieli okazję, zamawiajcie śmiało w zestawie z sałatką. Dalej do gry wchodzi wietnamska kanapka Banh Mi w mocno autorskim wydaniu, podana w chrupiącej z zewnątrz i niemal puszystej w środku bagietce w jednej z wrocławskich piekarni. W środku skrywają się dwa rodzaje mięsa – pate, czyli przygotowywany z trzech rodzajów mięsa kremowy pasztet oraz szynka wieprzowa, marynowana w paście miso. Całość ma mocny charakter, przełamany piklami z marchewki i rzodkiewki, choć jak na mój gust brakuje tu jeszcze więcej kwasowego uzupełnienia. Koniec końców, to udana kanapka, z umiejętnie sprawionym mięsem, świetną bułką i nieco zaskakująco skomponowanymi dodatkami. Biorąc pod uwagę moje indywidualne preferencje, chciałbym chyba nieco więcej kolendry i kwaskowatości.

Okonomiyaki w miskowym wydaniu to raczej omlet bliższy polskiej klasyce, zgrany w dość ciekawy sposób w nawiązaniu do obecnego sezonu warzywnego. W tym wypadku na omlecie smażonym z makaronem sojowymi i kapustą pak choi, podano szparagi, groszek i dla mnie trochę za mocno octowe pikle z rzodkiewki. Jest też intrygujący, wędzony i skrojony na malutkie paseczki schab oraz wakame. Połączenie jest niespotykane, lekkie i choć w pierwszej chwili myślałem, że niedosolone, dobrze zbalansowane poszczególnymi składowymi.

Jak wypadły pierwsze próby śniadań w ośmiu miskach? Dla mnie to w pewnym sensie nawiązanie do azjatyckiego fusion, jakie miski preferują od samego początku. Brak trzymania się schematów i utartych przepisów, a raczej szukanie własnej drogi. Dla ortodoksyjnych wyznawców kuchni japońskiej czy wietnamskiej, takie podejście do sprawy może być nie do przyjęcia. Dla mnie liczy się natomiast wyjście z wrocławskiego, śniadaniowego marazmu, croque madame i frankfurterek. Kibicuję miskom jak zawsze, bo nie każdy porywa się na produkcję własnych kiełbasek, wędzenie mięsa, indywidualną produkcję bułek, wstrzymując się jednocześnie z otwarciem, aby dopracować kolejne elementy możliwie najlepiej.

osiem misek

ul. Włodkowica 27

FB

Total 10 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments