Bar Czeburek – nie idźcie tą drogą!


Można wysnuć śmiałe stwierdzenie, że wraz z ilością przybywających do Wrocławia Ukraińców, wprost proporcjonalnie przybywa w naszym mieście barów przygotowujących jedzenie zza naszej wschodniej granicy. I dobrze, bo kuchnia ukraińska jest w pewnym sensie bliska tej znanej znam od dziecka, pełna dań mącznych, z dodatkiem mięsa, nieskomplikowanych i z podstawowych produktów.

Bar Czeburek powstał w lipcu, w miejscu, gdzie przez jakiś czas działały streetfoodowe Panino oraz Głodne Wilki. Nie uświadczycie tu zbyt wiele miejsca, ale chyba z założenia nie ma być specjalnie wygodnie. Ma być względnie szybko podane, zjedzone, a nasze miejsce ma zająć kto inny. Ot, taki pomysł, bo i stoliki ledwie trzy. Klimat typowy dla osiedlowych barów, jakich we Wrocławiu wiele. Za kontuarem dzieje się magia. Przynajmniej w założeniu, bo działające za nim dwie panie lepią, gotują, nabijają farszem. Ogólnie wszystko faktycznie robią same. Czy dobrze?

Daniem popisowym i tytułowym niejako są czebureki, a więc smażone, nadziewane pierogi, rozpropagowane głównie przez Tatarów. Czy Tatarzy przygotowywali czebureki meksykańskie, francuskie, bawarskie czy – o zgrozo – dietetyczne, to już pozostawię do Waszej interpretacji. Wybieram coś najbliższego wersji klasycznej, a więc czeburek męski mały (8 zł). Jeśli potraktujemy czeburek jako niespecjalnie ambitną przekąskę, można powiedzieć, że jest to opcja akceptowalna. Ze względu na sposób przygotowywania niespecjalnie dietetyczna, ale pierożek smacznie chrupie, a wewnątrz skrywa więcej powietrza, aniżeli farszu. W dodatku farszu wieprzowego, na pewno nie wołowego, chyba, że znacie wołowinę, która ma białą barwę. No i te sosy… Z gotowca, coś na zasadzie meksykańskiego i czosnkowego ze stacji benzynowej. Po co, dlaczego, nie mam pojęcia. Jeśli miała to być oryginalna kuchnia z domu właścicielek, to mam dziwne wrażenie, że babcie tych pań nie używały podobnych specjałów.

Pyszne, tak po prostu pyszne i konkretne są pirożki z pieczarkami (12 zł). Na moje to po prostu obsmażone ziemniaczane kotleciki z dodatkiem grzybów. Wystarczy śmietana, sos czostkowy jest zbędny.

Niestety, smutny finisz zapewniają teoretycznie najpewniejsze pierogi. Grubość ciasta w pielmieni (15 zł) widzicie na zdjęciu. Smutek i żałość, a do tego ta pietruszka i znowu wspomniany już wyżej zestaw sosów… Pierogi ruskie (12 zł) to smutek podwójny. Stosunek ciasta i farszu to jakieś 50 na 50, pomijając już fakt, że przy ziemniaczanym wnętrzu zupełnie pominięto proces doprawiania. Tu nie ma o czym pisać. 

Myślisz sobie – pierogi, banalna sprawa. Widzisz, że są przygotowywane na miejscu, myślisz sobie – klasa. Nie ma tu nic klasowego, nie ma tu smaku, ani jakości. Jest smutek i jakaś dziwna naiwność, że da się to wcisnąć ludziom. O ile czebureki się obronią, bo Polacy, zresztą jak i ludzie na całym świecie kochają smażone. Natomiast pomysł na wrzucenie do menu czebureków meksykańskich z – uwaga – wieprzowiną, chili, papryką, koperkiem i pietruszką, nakazuje zastanowić się czy osoby prowadzące ten przybytek mają pojęcie o tym, czym się zajmują. Zresztą, nazwanie czegoś francuzkim (pisownia oryginalna), bo dodaje się tanią szynkę i żółty ser, wywołuje jedynie uśmiech na twarzy. Czym mogą urzec Polaków Ukraińcy, otwierający bar we Wrocławiu? Autentyzmem. Prawdziwością jedzenia, jakie przywożą w swojej pamięci z własnych domów. Mamy już wystarczająco dużo słabych barów w tym mieście i przynajmniej ja nie akceptuję kolejnego paździerzu. Nie idźcie tą drogą, błagam.

Bar Czeburek

Tęczowa 6

Total 41 Votes
11

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments