Pizzeria Margherita – czy dogoni peleton?


Historia moich relacji z Pizzerią Margherita jest dość zawiła i pewnie część czytelników kojarzy o czym piszę. Pierwszy raz odwiedziłem to miejsce, reklamowane jako pizzerię mistrza świata w robieniu pizzy, w lutym 2015 roku, potem raz jeszcze. Mówiąc oględnie, nie wypowiedziałem się na jej temat zbyt pozytywnie, ale widząc poniższe zdjęcie, chyba zrozumiecie w czym rzecz. Sprawy przybrały jednak niepokojący obrót, kiedy do gry wkroczyła cała armia pracowników i znajomych ludzi z Margherity, próbując zdyskredytować moją osobę. Ogólnie akcja była mocna, a cała ekipa związana z tym miejscem na tyle zniechęciła mnie do wizyt na Krupniczej, że nawet informacje o ich rozwoju i serwowaniu podobno jednej z lepszych pizz w mieście, jednym uchem wpuszczałem, drugim wypuszczałem.

Czas leczy jednak rany, więc kiedy usłyszałem o planowanym powiększeniu się Margherity i przejęciu lokalu obok, postanowiłem sobie, że w końcu podejdę do nich raz jeszcze. Okazja nadarzyła się niedługo po otwarciu – znajomy odwołał spotkanie i miałem dwie wolne godziny w okolicy Rynku. Co z tego wynikło?

Pierwszy szok, to fakt, że o 12.04, kiedy dotarłem na miejscu, już zdążyła się ustawić pokaźna kolejka do kasy, pomimo że lokal otwarto ledwie w południe. Mało tego, sznurek kolejnych gości z każdą minutą powiększał się i za moimi plecami. Wewnątrz panuje samoobsługa, stąd ta kolejki i delikatne zamieszanie na samym początku. Ogólnie jednak wszystko idzie stosunkowo sprawnie, a już samo przygotowywanie zamówień wręcz zaskakująco dobrze.

Na początek krokiety ziemniaczane z frytury w ilości sztuk czterech (8 zł). Przyjemna, chrupiąca na zewnątrz i kremowa w środku przekąska przed daniem głównym. Pizza wypiekana w piecu elektrycznym, w moim przypadku Diavola (20 zł).

Mam z nią pewien problem, a ten problem to poziom pizzy we Wrocławiu. Stolica Dolnego Śląska stała się pizzowym zagłębiem i mamy chyba największe nagromadzenie dobrych placków na metr kwadratowy w całym kraju. VaffaNapoli, Oliwa i Ogień, Mania Smaku, Piec na Szewskiej, Pizza Pany, to przykłady pierwsze z brzegu i pamięci. Wrocław pizzą stoi i właśnie dlatego specjał z Pizzerii Margherita wygląda, jakby ktoś niedokładnie odrobił zadanie domowe. Wygląda to nieźle, zwłaszcza mając w pamięci, że pizzaiolo nie dysponują w tym przybytku tak popularnym ostatnio piecem opalanym drewnem. Sama pizza jest chrupka, wręcz momentami za sucha, a co za tym idzie sztywna, więc powinna przypasować wszystkim tym, dla których pizze neapolitańskie są nie do zaakceptowania ze względu na „pływające na nich składniki”. Po przekrojeniu rantów zauważalny jest jakiś zaczyn pracy, a więc delikatna siateczka, ale ciasto na brzegach wyrasta jedynie lekko poza poziom placka. Jeśli chodzi o składniki – salami ventricina lekko muska swoją ostrością, słonawa mozzarella łagodzi to odczucie, a trochę niepożądanych nut wprowadzają pomidory o przesadnie kwasowym charakterze.

Czy ekipa Pizzeria Margherita poprawiła się w stosunku do tego, co przygotowywano na Krupniczej ponad trzy lata wcześniej? Zdecydowanie tak, bo to pizza na niezłym, bardzo przyzwoitym poziomie. Poziomie, który jednak oznacza, że konkurencja z najlepszych wrocławskich pizzerii, także tych z elektrycznymi piecami, odjeżdża dość daleko. Czy Margherita dojedzie do peletonu? Możliwe, ale trzeba tu jeszcze popracować, zwłaszcza nad ciastem i pomidorami.

Pizzeria Margherita

Krupnicza 10

FB

Total 17 Votes
7

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments