Dlaczego warto gotować z dziećmi


Jednym z moich najważniejszych wspomnień z dzieciństwa są chwile wspólnego gotowania z rodzicami. Najpierw przyglądania się, później pomocy przy prostych czynnościach, aż w końcu podsuwania nowych pomysłów. Gotowanie – może nie specjalnie wymyślne, ale zawsze na poziomie – było obecne w naszym domu od zawsze i choć pamiętam, że rodzice pracowali sporo, to w miarę możliwości – przynajmniej w piątek czy niedzielę, próbowali organizować czas w ten sposób, abyśmy usiedli wspólnie do posiłku przy stole. Wspominam też śmieszną książkę kucharską Kubusia Puchatka. Przepisy z niej chyba nie mieszczą się w obecnych kanonach poprawnego odżywania dzieci, ale dla mnie stanowiły interesujące wyzwanie i zaznajamiały z podstawowymi prawidłami kuchni. Pamiętam też zapach przygotowywanego przez babcię makaronu do rosołu, który pewnie nie raz i nie dwa wałkowałem podczas wizyt. Kojarzę też tak banalne rzeczy jak wspólne robienie tostów z ojcem, a były to tosty niepodobne do żadnych innych mi znanych. Najlepsze, z jajkiem i pieczarkami. Ogólnie rzecz ujmując, gotowanie w dzieciństwie to wspomnienia fajnych chwil spędzanych razem z bliskimi. Poznawanie nowych smaków, zabawa i odkrywanie dziwnych na ten czas produktów.

Nie wiem czy moja obecna pasja skierowana w stronę kulinariów ma podłoże w dzieciństwie, ale obstawiam, że w dużej mierze tak. Wspólne gotowanie daje piękny podkład pod przyszłą świadomość, chęć próbowania nowego i rozwijania smaku. Dlatego też od samego początku praktykowałem ze swoimi synami – najpierw z Kazikiem, a teraz w tercecie z Gustawem, gotowanie, powierzanie im prostych zadań w trakcie przygotowywania śniadań, obiadów i kolacji. Po kilku latach takich doświadczeń w roli rodzica mogę już chyba trochę na ten temat powiedzieć, więc zapraszam Was na moje przemyślenia na temat wspólnego gotowania z dzieciakami.

SPĘDZANIE CZASU RAZEM

W obecnej chwili doszliśmy do momentu, w którym, kiedy tylko staję obok kuchenki i wyjmuję niezbędne patelnie czy garnki, dwie małe osóbki dostawiają swoje krzesła do blatu i zaczynają pomagać. Ważne, żeby nie traktować w takiej sytuacji dziecka jako zła koniecznego. Warto poświęcić kilka chwil więcej, ale rozdzielić zadania – starszemu dać pokroić cebulę, młodszemu pobawić się suchym makaronem lub dać spróbować oliwki, pomidora czy cokolwiek, co w danym momencie robimy. W tym cholernie zabieganym świecie każda chwila spędzona z rodziną urasta do rangi wielkiego wydarzenia. Wydarzenia, które każdy celebruje na swój własny sposób. U nas dobrze czujemy się w kuchni i tak właśnie się dzieje.

ZAJAWKA

Kto powiedział, że dziecko musi zajawkę na sport, bajki, skrzypce czy inne gry? Kuchnia to także fajne pole do działania, aby zaszczepić w młodych pasję. Jednak jak w każdym innym wymienionym przypadku, ważne są formy. Tak jak treningu piłkarskiego nie rozpoczyna się od razu od trudnych sztuczek technicznych, tak samo w przypadku gotowania zaczynamy działać od najprostszych rzeczy, włączając w to elementy zabawowe. Wspomniana Książka kucharska Kubusia Puchatka to jeden z przykładów, aby połączyć dziecięcą wrażliwość, charakter i umiejętność krótkotrwałego skupienia się na jednej czynności, z efektywnością i przekazaniem kilku sztuczek.

EDUKACJA I ŚWIADOMOŚĆ

Czym innym, jak nie wychowywaniem sobie świadomego człowieka, jest takie wspólne gotowanie? Edukacja kulinarna kuleje w Polsce od niepamiętnych lat, dlatego dobrze jest wypuścić za kilkanaście lat z domu człowieka świadomego, wiedzącego co z czego wynika. Dlaczego jemy to, a nie coś innego. Że makaron można w łatwy sposób przygotować w domu, a nie wyjąć gotowy z paczki. Że przyprawy dla dzieci to nie zło, jak próbowały nam wmawiać babcie, tylko przykład różnorodności kulinarnej na całym świecie. Fajnie jest pokazać, że pizza to nie tylko to coś, co przywozi pan kurier w kartoniku, ale i potrawa, którą możemy przygotować sami. Uwielbiam tą dziecięcą ciekawość i milion pytań – dlaczego, po co, jak, skąd. Na przykładzie można pokazać i wytłumaczyć najlepiej coś, co byłoby ciężkie do przyswojenia z książek.

ROZWÓJ KREATYWNOŚCI

To jest najpiękniejszy element gotowania z dziećmi. Nasze czasami zardzewiałe mózgi potrafią się ożywić przy tych małych, kreatywnych i otwartych na wszystko co nowe, małych osóbkach. Nie wydawajcie rozkazów, tylko próbujcie nakierować młodych na odpowiednie tory, zostawiając im furtkę do twórczej interpretacji. Jeśli wyjdą z tego tosty z żółtym serem i czekoladą? Tym lepiej, bo dziecko zrozumie w pewnym momencie, że nie wszystko da się dodać do wszystkiego. Jeśli w przepisie jest napisane, że bułki mają być posypane makiem, a młody chce sezam, to pozwólmy mu. Jeśli zechce, aby pampuchy miały oczy z marchewki, niech i tak będzie. To nie ma być przymus, a zabawa. Prawdziwa zabawa zaczyna się, kiedy dzieciaki zechcą, abyś wyciął z ciasta piernik w kształcie auta, a nie wiesz jak to zrobić. 

ROZWÓJ MANUALNY

Co by nie mówić, ale praca w kuchni wymaga dokładności, a dokładność w wycinaniu, układaniu, dekorowaniu, wspomaga rozwój manualny dziecka i ułatwia późniejsze wykonywanie trudniejszych czynności w przedszkolu czy szkole. Jeśli młodzi chcą ugniatać ciasto, wałkować je, wycinać coś z niego, niech to robią i ćwiczą ręce. 

LEPIEJ SMAKUJE

Przyznam, że raczej nie uwierzę, jeśli powiecie mi, że znacie dziecko, które na którymś z etapów życia nie wybrzydzało z jedzeniem. Nasz Kazek do około drugiego roku życia jadł wszystko, dosłownie. Owoce morza, mięsa, warzywa, wszystko. Potem przyszedł rok wybrzydzania, możliwe, że związany z pójściem do przedszkola i pewnym wzorowaniem się na kolegach. Wtedy nie chciał jeść właściwe w ogóle. Teraz znowu je niemal wszystko z wielką chęcią, ale samodzielne przygotowywanie posiłków czy też pomaganie rodzicom w ich tworzeniu ma jedną wielką zaletę – jeśli zrobisz to sam, raczej na pewno będzie smakować. Działa to też przy dzieciach, bo łatwiej przemycić im warzywa, zioła, owoce morza, mięso, jeśli same je obierały, kroiły czy mieszały na patelni.

SPRZĄTANIE

Przechodzimy do spędzającego sen z powiek clue programu, a więc elementu, który dla wielu stanowi główny problem i nie pozwala rozluźnić się w trakcie zabawy w gotowanie z dzieciakami – sprzątania. Przyznam, że o ile faktycznie uwielbiam gotować, tak sprzątanie idzie mi kiepsko, a umówmy się, na ziemi ląduje zawsze mnóstwo rzeczy. Zwłaszcza, jeśli damy młodym do rąk takie narzędzia zbrodni jak mąka, ryż, obierki. Zdradzę Wam, że nasze problemy odeszły jak ręką odjął, kiedy zaadoptowaliśmy kolejnego domownika – robot sprzątający Mamibot Grey. Właściwie śmiało mogę Wam powiedzieć, że od tego momentu gotujemy z dzieciakami częściej. Mając z tyłu głowy komfort posiadania odkurzacza, który przy pomocy dwóch kliknięć w aplikacji przyjeżdża i wymiata samodzielnie każdy brud, wręcz dajemy czasami zgodę na luźniejsze podejście do tematu i młodzi mogą sobie pozwolić na chwilę nieuwagi.

Ogólnie przez dług czas nie dowierzałem zachwytom znajomych nad tymi odkurzaczami. Co też ma taki robot, czego nie ma mój dotychczasowy odkurzacz? Posiada jedną, podstawową zaletę – nie wymaga obecności moich rąk i czasu, a odkurzania nie znoszę od małego. Kiedy przykładowo przygotowywaliśmy z dzieciakami makaron, po zakończonej robocie przenieśliśmy się na blat kuchenny, a Mamibot Grey robił swoje w okolicach stolika młodych, gdzie trwała produkcja. Przejechał raz, drugi, potem żona załączyła jeszcze opcję mopowania i po około 20-30 minutach, kiedy na stole lądowały nasze dania, robot zjeżdżał właśnie do bazy, aby się podładować po ciężkiej pracy.

Świetne jest to, że Mamibot mapuje sobie dane pomieszczenie i to od nas zależy czy chcemy posprzątać cały dom, czy tylko jego jedną część, np. tę, w której gotowaliśmy z dziećmi. Tego typu działania z młodymi to jednak potrzeba chwili, ale najśmieszniej jest, kiedy nastawiamy odkurzanie podczas naszej nieobecności i na aplikacji śledzimy gdzie też wędruje nasz robot. Wierzcie lub nie, ale za pierwszym razem przeżyliśmy lekki szok po powrocie i zastanawialiśmy się czy weszliśmy na pewno do dobrego mieszkania. Podłoga nie lśniła tak chyba od nowości.

Co ciekawe, sam robot sprzątający stanowi niemałą atrakcję dla dzieciaków, które nie do końca rozumiały na początku, że to odkurzacz. A gdzie kabel, a czemu on jeździ sam, a gdzie podłącza się katarek – to pytania chłopaków. Czy Mamibot Grey okazał się dobrym rozwiązaniem? Przyznam, że obecnie ciężko nam wyobrazić sobie funkcjonowanie bez niego, a co ważne, każdego dnia mamy czyste podłogi, nie poświęcając temu ani chwili.

Dzięki współpracy z Mamibot, mam dla Was rabat w wysokości 10% na ich roboty. Jeśli zastanawiacie się nad kupnem, wystarczy zerknąć tutaj.

Wpis powstał we współpracy z marką Mamibot.
Total 9 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments