Ajvar – uśmiech na twarzy gwarantowany


Sytuacja historyczna i polityczna całego regionu Bałkanów jest tak pogmatwana, że ogarnięcie tego zagadnienia w stopniu choćby przyzwoitym wymaga prawdopodobnie kilkuletniego studiowania lektur na ten temat. Sam obszar obejmujący kilka krajów jest zróżnicowany zarówno pod względem etnicznym, jak i religijnym, a co za tym idzie również kulinarnym, więc już samo nazewnictwo – kuchnia bałkańska to przypadek podobny w pewnym sensie do kuchni azjatyckiej. Nie zmienia to jednak faktu, że kilka zbieżnych punktów w kuchniach poszczególnych krajów można znaleźć, a jej esencję wyciągnąć postanowili właściciele drugiej po Balkan Burgerze, bałkańskiej miejscówki we Wrocławiu.

Samo otwarcie restauracji Ajvar w Iwinach, wygląda na decyzję więcej, niż odważną. Choć przyznać trzeba, że ta część miasta, a więc całe Jagodno, rozwija się nader szybko i w najbliższym czasie potencjał ludzki nie powinien stanowić przeszkody w prowadzeniu gastro biznesów w okolicy. 

Pierwsza kwestia – lokal. Ogromny, sporo ponad stumetrowy, z kuchnią na widoku, przeważającymi drewnianymi elementami i zaznaczonym to tu, to tam, bałkańskim wzornictwem. Menu w momencie naszych odwiedzin prezentuje swoją bardzo obszerną twarz, ale jak się wywiedziałem, po nowym roku wybrane zostaną już dania do karty właściwej, krótszej i pozwalającej na szybszy wybór, bo przebrnięcie przez kolejne strony może wprawić w zakłopotanie. Atutem jest przyjazna i podpowiadająca w razie potrzeby obsługa. 

Jak wspomniałem, karta jest rozbudowana, króluje w niej mięso – tutaj niespodzianka: nie tak uwielbiany przez Polaków kurczak. Głównie wołowina i baranina, a ceny poszczególnych dań nie sprawiają, że w oczach pojawia się widmo bankructwa po opuszczeniu lokalu. 

Będąc we dwójkę, trochę szalejemy i zamawiamy w sumie kilka pozycji, aby zrobić solidny przegląd miejscowej kuchni. Kuchni, która przygotowywana jest przez Polaka, ale szkolonego przez doświadczonego serbskiego Szefa Kuchni. Jagnjeca (16 zł) to solidna, gorąca, mocno doprawiona i łącząca w sobie słodycz papryki z wytrawnością mięsa jagnięcego, zupa, która pięknie rozgrzewa i zadowoli każdego fana jagnięciny. Krem z papryki (12 zł) z owczym serem Sirene to pozycja łatwa, słodka i przyjemna, z lekko wędzonym aromatem. 

Odpoczynek po zupach nie trwa zbyt długo, bo do gry wchodzi Ajvar meze (19 zł), czyli zestaw sześciu robionych na miejscu past ze świeżą każdego dnia lepinją, a więc pitą czy też bułeczką drożdżową o cudnym zapachu wypiekanego pieczywa. Do gustu przypada nam przede wszystkim wciągający, słono-słodki kajmak na bazie fety, aromatyczny paprykowy ajvar czy też ljutenica. Zestaw sprawdza się świetnie jako potrawa podjadana w trakcie oczekiwania na dania główne. 

Zanim jednak na stole zawitały dania obiadowe, domówiliśmy podwędzanego tatara wołowego (22 zł). Tatar został efektownie podany, podwędzony na miejscu oraz połączony bardzo prosto z papryką, piklami, i ajvarem musztardowym oraz jajkiem. Dymny posmak pojawia się głównie na początku, ale i tak jest to pozycja godna zauważenia i zatrzymania przy niej oka podczas przeglądania karty. Dość grubo ciachane mięso, klasyczna konsystencja, dobra rzecz.

Klepe, a więc bośniackie pierogi (17 zł) z łagodnym twarogiem, podane ze śmietaną przechodzą trochę bez echa, bo choć dość oryginalne w naszej szerokości geograficznej, to niespecjalnie wyraziste. Widząc w menu smażony ser, w tym wypadku kaszkawał, zamawiamy od razu pohovani kackavalj (25 zł). Pięknie ciągnący się, z chrupiącą panierką, słonawy, dopakowany frytkami, ajvarem i tzatzikami. Umówmy się – smażony ser to moc w każdej postaci, a sam kaszkawał nadaje się do tego rodzaju potrawy idealnie. 

Przez dłuższy czas rozpływamy się nad dymnym posmakiem gurmanskiej pljeskavicy (38 zł). Ten ogromny wołowo-barani kotlet zyskuje dodatkowo dzięki dodatkowi wędzonego boczku i sera. Naprawdę godna polecenia, smaczna potrawa, po zjedzeniu której brzuchy chcą eksplodować. To w pewnym sensie kwintesencja kuchni tego regionu. Kuchni ludzi prostych, kuchni tłustej i mocnej smakowo. Ten smak na długo pozostaje w pamięci. Na zakończenie jeszcze grillowany comber jagnięcy z kaszą bulgur, marynowaną papryką i sałatką szopską (59 zł). Klasyka, ale przygotowana odpowiedni sposób. Mięso właściwie rozpływało się w ustach, a jedną uwagę mieliśmy do w sumie dość nijakiej kaszy. 

Jakie można mieć końcowe spostrzeżenia o restauracji Ajvar? Niech przemówią nasze miny po wyjściu z lokalu. Uśmiechnięta twarz jest najlepszym wyznacznikiem smaku, a do auta wsiadaliśmy z ogromnym bananem. To nie jest kuchnia zaskakująca, czy też nawet ekscytująca. To kuchnia przede wszystkim smaczna, choć może niektórzy mieszkańcy bałkańskich krajów powiedzą, że daleko jej do autentyzmu. Podstawowym podziałem restauracji jest ten na dobre i złe. Ajvar zaliczam zdecydowanie do tych pierwszych i trzymam kciuki za rozwój, bo jak już wspomniałem, trzeba mieć wiele odwagi, otwierając mocno sprofilowaną restaurację na peryferiach miasta. Na zdrowie!

Ajvar Restauracja

św. Jacka 177, Iwiny

FB

Spodobał Ci się mój tekst? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 24 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments