Alfabet wrocławskiej gastronomii – 2018


Standardowo już koniec roku sprzyja wszelkiego rodzaju podsumowaniom. Tych w najbliższym czasie na blogu nie zabraknie, a zaczynamy w formie zabawowej, z lekkim przymrużeniem oka, od alfabetu wrocławskiej gastronomii 2018. 

A jak Abradable

Miejsce legenda, uznane w 2017 przez Gazetę Wrocławską drugą najlepszą restauracją w mieście. Niestety, w 2018 wyróżnień już zabrakło, natomiast kilku znajomych opowiadało o zatruciach po jedzeniu specjałów w tym barze przy dworcu. Taką to wartość mają medialne rankingi na postawie głosowania esemesowego.

B jak błysk meteoru

Restauracja jest, restauracji nie ma. Tegoroczni rekordziści nie wytrzymywali nawet miesiąca i znikali z gastro mapy, co tylko potwierdza kompletną przypadkowość przy otwieraniu takich miejscówek. Brak myślenia o kosztach, czynszach, brak wiedzy, brak znajomości realiów. Długo by wymieniać. Przez grzeczność, nazw nie wymienię.

C jak Cztery Ściany

Trzebnicki browar prowadzony przez Karolinę i Wojtka Ściana pozwolił mi spełnić jedno z marzeń. Uwarzyliśmy wspólne piwo na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa. Właściwie to uwarzył je Wojtek, ja dołożyłem małą cegiełkę, ale najważniejsze, że SAD, czyli jabłkowy kwas wypadł obiektywnie bardzo smacznie.

D jak dupy nie urywa

Stara śpiewka – wszystko ok, ale dupy nie urywa. Wśród wrocławskich smakoszy w dalszym ciągu określenie używane dość często, bez żadnego przemyślenia.

E jak efekt WPK

Podobnie jak w latach poprzednich „udało się załatwić” kilka knajpek po wpisach na blogu. Najszybciej do głowy przychodzą mi Oliwa i ogień oraz Chingu Korean BBQ. Nie czuję się winny.

F jak food trucki

Nie trzeba być przesadnie zaangażowanym obserwatorem miejscowej sceny kulinarnej, żeby zauważyć, że hajp na food trucki minął, a jeśli nie zmieni się podejście większości ich właścicieli, nigdy nie wróci. Pojawiło się kilka ciekawych aut, ale większość pozwala o sobie jedynie zapomnieć.

G jak Gastro Miasto

Po zeszłorocznym sukcesie Gastro Nocek, rok 2018 należał zdecydowanie do odbywającego się w okresie letnim w Browarze Mieszczańskim, Gastro Miasto. Ciekawa idea z restauracjami w miejsce food trucków, muzyką na żywo, dobrym alkoholem i luźną atmosferą. Oby za rok było jeszcze lepiej, a koniec remontu ulicy Hubskiej może imprezę wynieść jeszcze wyżej.

H jak hurtowe zamknięcia

Ten rok, zgodnie z zapowiedziami, był pierwszym, w którym sporo miejsc przeszło negatywną weryfikację na rynku. Plastrami, Cherry LoungeModra Odra, Żyzna, Baszta, z początkiem roku Piwnica Świdnicka czy Gorące Piece, to przypadki pierwsze z brzegu.

I jak innowacyjność

Pojęcie absolutnie nieznane większości z właścicieli restauracji. Brak pomysłu, wzorowanie się na innych, niekoniecznie najlepszych, pęd w stronę banału i dostosowania się do wszystkich. To wszystko powoduje, że większą część gastronomicznego poletka w stolicy Dolnego Śląska zajmują restauracje kompletnie nijakie, pozbawione klimatu, bez szans na sukces. Działa sobie taka jedna knajpka z drugą od miesiąca do roku, po czym trzeba zwijać manatki, bo – a to szok! – karta z burgerami, pizzą, makaronami, carpaccio z buraków nie przyciągnęło ludzi.

J jak Jacek i Agatka

Trochę to smutne, że miejsca tak mocno związane z krajobrazem miasta znikają z gastro mapy. Tu już nawet nie chodzi o poziom kulinarny, bo on był oczywisty, ale Jacek i Agatka był barem kultowym, wspominanym z nostalgią i zwyczajnie szkoda, że już go nie ma. Może za dużo wymagam, ale takie skanseny pamięci mogłyby być w jakiś sposób pielęgnowane przez władze miasta.

K jak kurczak w sushi

Kwintesencja przaśności wrocławskiej gastronomii. Ten bar z Hallera, gdzie w menu znalazło się sushi z kurczakiem, schabowy, żeberka, pierogi, pielmieni i kilka innych specjałów, to piękny przykład tego, że w dalszym ciągu większość osób zabierających się u nas za gastronomię, to ludzie kompletnie odcięci od rzeczywistości.

L jak lody naturalne

Wielka bańka, która pękła dość głośno. Może przyłożyłem do tego swoją cegiełkę za sprawą pamiętnego tekstu, ale raczej ilość meteorów w światku lodowym wynika z nieznajomości branży. Naturalne, prawdziwe, najlepsze, największe, a potem trzeba się zwijać pod osłoną nocy.

Ł jak łatwa kasa

Otworzę sobie restaurację, taki to dobry biznes. Choć ciężko w to uwierzyć, w dalszym ciągu panuje to dziwne przekonanie. Owszem, nikt nie mówi, że restauracje nie przynoszą dochodów, ale bez odpowiedniej ilości wiedzy, doświadczenia i serca, nie da się dorobić na gastro biznesie, a patrząc na niektóre „projekty” w 2018 roku, widzę że naiwniaków w dalszym ciągu nie brakuje.

M jak Mariola Monczak

Jedyna uczestniczka tegorocznego programu Top Chef z Wrocławia. Mariola, gotująca na co dzień w restauracji Pod Papugami, pokazała się z dobrej strony i odpadła dopiero w ósmym odcinku. 

N jak Nafta Neo Bistro i NAPA Restaurant

Napa, Nafta, a na koniec Oda pokazały, że jest we Wrocławiu miejsce dla bistr z klasą, dobrym, zaangażowanym jedzeniem, dopracowanymi szczegółami, obsługą na poziomie, ale bez przysłowiowego kija w tyłku. Niech taka bistronomia będzie drogowskazem dla kolejnych!

O jak obsługa

Temat rzeka, zasługujący na pewno na osobny tekst, a już na pewno nie mogę w tej kwestii przesadnie generalizować, bo są miejsca w mieście, gdzie kelnerzy stają na wysokości zadania i obsługują na europejskim poziomie. Niestety to raczej mniejszość, bo w dalszym ciągu nie trzeba daleko szukać, aby spotkać restauracje i ich właścicieli kompletnie olewających temat obsługi. Co najgorsze, brak znajomości karty to zazwyczaj najmniejszy problem…

P jak pizza

Można mówić, że czasami naciągam pewne opinie, ale chyba z jednym możemy się zgodzić wszyscy – Wrocław stolicą polskiej pizzy jest, i basta. Iggy, Vaffa, Oliwa i ogień, HLT, Mania Smaku, wymieniać można długo.  Jednocześnie Wrocław to jedno z tych miast, w których sieci nie mają łatwo. Zamknęły się lokale m.in. Tele Pizzy oraz Pizzy Station, co oczywiście nie świadczy o tym, że upadnie Pizza Hut, ale potwierdza pewien pozytywny trend.

R jak Rewolucje kuchenne Magdy Gessler

Telewizyjna gwiazda nawiedziła Wrocław wraz ze swoimi Rewolucjami dwukrotnie. Najpierw postanowiła zaszczepić w naszym mieście amerykańskie kanapki w Bistro by the way, następnie stworzyć z niczego kuchnię marokańską w Alladinsie. Pierwszy lokal zamknął się ekspresowo, drugi jeszcze działa, ale kto wie jak długo…

S jak Stabilizacja

Żeby nie było tylko negatywnie, warto dostrzec też, że jest grono restauracji zyskujących z roku na rok, stabilnych, a wręcz rozwijających się. By wymienić rynkowe Mama Manousch, wspominane już Pod Papugami, Dinette, Przystań czy oczywiście jadkę, ale również na mniejszą skalę Browar Stu Mostów lub Yemsetu. Ciężka codzienna praca popłaca w tych wypadkach i daje kopa innym, potwierdzając, że można utrzymać się na tym ciężkim rynku.

T jak tanio

Wracamy do lekko marudnego tonu. Ma być tanio, i już! Krewetki za 25 zł?! Toż to skandal! Pizza za 22?! Złodziejstwo. Kanapka za 19?! Zidiocenie społeczeństwa. Polak chce, Polak wymaga, Polak musi mieć tanio i dużo. To się nie zmienia i ciężko mieć nadzieję, że będzie inaczej. 

U jak Ukraina

Wrocławska, ale i w ogóle chyba polska gastronomia Ukraińcami stoi. Ale ani ja, ani tym bardziej właściciele restauracji nie mogą na taki stan rzeczy narzekać, bo to w dużej mierze dzięki przybyszom z za wschodniej granicy udaje się łatać kadrowe dziury po nieco zmanierowanych Polakach.

W jak WOŚP

Jak co rok udało mi się jakoś spiąć organizacyjnie akcję wystawiania aukcji dla WOŚP z przedmiotami przekazanymi przez wrocławskie restauracje, bary i food trucki. Tym razem udało się zebrać niemal 75 tysięcy złotych, czym udowodniliśmy, że kiedy trzeba, gastro ekipa potrafi się zjednoczyć.

V jak vege

Ciekawy case. W okresie coraz szerszego grona osób zainteresowanych wegetarianizmem, we Wrocławiu zamknięto m.in. Basztę, Żyzną i Warzywniak, a więc popularne nie tylko wśród wegetarian miejscówki. Czy to jakiś kryzys, czy może nieodpowiednie smaki, a może problemy organizacyjne? Chcę wierzyć, że to po prostu przypadek, bo kuchni roślinnej mocno kibicuję.

Z jak Zwycięska

Kompletne szaleństwo, chyba tylko tak można określić to, co zadziało się w krótkim okresie na tej najbardziej zakorkowanej w mieście ulicy. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów otworzył się lub mają otworzyć takie knajpki jak Przystań, Shrimp House, Chleboteka, Gluten Appetit czy ponad 200-metrowa kawiarnia Columbus. Czy to wszystko wypali? Chwilami powątpiewam.

Total 7 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments