Jak wykorzystać #foodporn w restauracji?


Od dawien dawna słyszałem, że je się głównie oczami i choć może nie głównie, to faktycznie wizualna strona potraw, które spożywamy, może mieć decydujący wpływ na ostateczny odbiór smaku i zadowolenie z własnego czy też zamówionego w restauracji jedzenia. Stwierdzenie o jedzeniu oczami nabrało dodatkowego znaczenia zwłaszcza w ostatnich latach, wraz ze wzrostem popularności social mediów – blogów, Facebooka oraz zwłaszcza Instagrama. Wpisując na tym ostatnim medium hasztag #foodporn wyświetli się Wam na moment pisania tego artykułu 190 milionów zdjęć. 190 milionów. Tu nie ma przypadku, tu jest trend, z którego jedne restauracje potrafią korzystać skutecznie, a inne kompletnie go olewają, twierdząc, że to tylko jakaś głupia fanaberia młodych mieszkańców naszej planety.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Ostatnimi czasy coraz bardziej interesuje mnie zagadnienie działania restauracji w social mediach. Działania lub „działania”, lub kompletnego braku działania. Często i gęsto dziwi mnie brak planu i pomysłu na będące doskonałą formą promocji social media. Doskonałą, jeśli w ogóle używaną, bo każdorazowo szokuje mnie, kiedy widzę te zapomniane fanpage nikomu nie znanych restauracji, których właściciele później wylewają żale, że rynek taki trudny, że Polacy nie chcą jeść u nich, choć takie dobre. SM to moc, i to widać po wielu świetnie funkcjonujących konceptach. Funkcjonujących również w ramach foodpornowych, szokujących, robiących wrażeń kampanii promocyjnych swojego jedzenia.

Pomyślałem sobie, że stworzę serię wpisów, które może w pewien sposób pomogą kilku restauracjom wejść na drogę zwiększającą popularność, sprzedaż czy podejście do produktu. Owszem, wiele osób wieszczy koniec epoki #foodporn w restauracjach, ale zwyczajowo staram się w swoich wpisach zerkać na świat gastronomii z perspektywy Wrocławia, a w naszym mieście foodporn osiąga apogeum i coraz więcej knajpek korzysta z jego możliwości, a już na pewno, patrząc na listę najbardziej popularnych restauracji czy streetfoodowych knajpek w mieście, działa on dość mocno na wrocławian. Na pierwszy ogień cztery szybkie porady na konkretnym przykładzie Bite a donut, jednego z najbardziej foodpornowych miejsc w stolicy Dolnego Śląska – jak wykorzystać foodporn w restauracji. Mam nadzieję, że uda się komuś pomóc. Oczywiście nie są to porady kierowane choćby do właścicieli barów z domowymi obiadami, nie chcę też nikogo na siłę przekonywać, że foodporn to jedyny słuszny kierunek. Natomiast na pewno warto rozważyć taką formę, jeśli prowadzimy komunikację skierowaną do młodych ludzi, nasz produkt jest luźny, streetfoodowy, a sam akcent położony na foodporn zgadza się z naszym widzeniem restauracji.

Skąd w ogóle wzięło się to Bite a donut? Wracając któregoś dnia z obiadu w mieście moja rodzinka zapragnęła czegoś słodkiego, najlepiej żeby robiło wrażenie wizualne, bo musimy coś zabrać do znajomych z dziećmi. Szybko przekombinowałem co może sprawdzić się najlepiej, przeszukałem przepastne zasoby własnego bloga i od razu do głowy przyszło mi Bite a donut z ich foodpornowymi pączkami. Akcja nabrała tempa – szybkie zamówienie przez Glodny.pl, dostawa i można lecieć do znajomych. Nie muszę chyba mówić, że te czekoladowe, kokosowe, przystrojone batonikami i cukierkami pączki zrobiły furorę, dzieci miały swój… dzień dziecka, a ich rodzice zanim jeszcze ktokolwiek wziął gryza, zdążyli napstrykać kilkanaście zdjęć. Nie dzieci. Pączków. Właśnie Bite a donut uważam za jedno z miejsc we Wrocławiu, które doskonale wpisuje się w trend food porn i wykorzystuje go w 100% do własnej promocji, angażowania ludzi w social media i oczywiście koniec końców sprzedaży.

Czym jest w ogóle foodporn? W najprostszym ujęciu, to po prostu zmysłowa, pobudzająca, momentami perwersyjna prezentacja jedzenia nie tylko na talerzu, ale i w przeróżnych życiowych sytuacjach. Od czego więc zacząć, aby robić to dobrze?

WYWOŁUJ EMOCJE

Food porn w dużej mierze polega na wywoływaniu emocji, a najłatwiej wywołać je proponując swoim potencjalnym gościom produkt, który już znają. Pączki w Polsce mają swój określony status, cukiernie przeżywają oblężenie w okolicach Tłustego Czwartku, ale Bite a donut poszło kawałek dalej i stworzyło z pączka czy też donuta, swego rodzaju cacko przyciągające uwagę przez cały okrągły rok. Pączek, ale z dodatkiem znanych od dziecka słodkości – Nutelli, Twixów i tym podobnych smakołyków. Znam przynajmniej kilka osób, które w pierwszym kontakcie z tym specjałem puknęły się w głowę, a później ustawiały się w kolejce po donuty.

WPROWADZAJ W STAN ZAKŁOPOTANIA

Wrzucając do social media zdjęcie dania pływającego w serowym sosie czy jak w przypadku Bite a donut – pączka pełnego śmietanowego kremu z karmelem, możecie liczyć na przynajmniej kilka komentarzy w typie: „a ja dopiero zaczęłam dietę”, „nie powinnam, ale nie odmówię sobie”, „kusicie, ciężko się oprzeć”, itd. Donuty z bekonem, ptasim mleczkiem czy cukierkami Reesees – to wszystko samo w sobie mówi do nas: zawieram 2000 kalorii, ale wyglądam tak, że i tak mnie zjesz. No i ludzie zjadają. Zwalniają się szybciej z pracy, wysiadają przystanek wcześniej, żeby tylko kupić to, co zobaczyli przeglądając Facebooka czy Instagram na przerwie w pracy.

ŚLINOTOK

Zasada jest prosta – im coś bardziej szokuje, tym wywiera większe wrażenie na odbiorcach, a co za tym idzie, istnieje szansa, że ktoś, kto zobaczy danego pączka, burgera czy pizzę w foodpornowej formie na ekranie swojego telefonu, przyjdzie, zje, zrobi zdjęcie i podzieli się tym obrazem dalej na swoich kanałach. Koniec końców to na tym nam zależy, żeby gość nie dość, że przyszedł i zapłacił, to jeszcze podzielił się informacją ze swoimi znajomymi. A że duża część z nas kocha dzielić się wszystkim w internecie, temat jest mielony, a nasza popularność powoli rośnie. Jak to zrobić? Jeśli robisz burgery, pomyśl o takim, który wywarłby na tobie największe wrażenie i go zrób. Ociekający ser, sos, zgrillowana bułka, to pomysły pierwsze z brzegu. Słodycze czy najpopularniejsza w świecie foodpornu pizza to samograje i wystarczy nadać im odpowiedniego sznytu, wychodząc ze strefy banału, jaki proponuje nam 95% miejsc.

WYKORZYSTANIE POTENCJAŁU

Nie musisz zmieniać nagle profilu swojej działalności. Food porn to pewna forma, polegająca na uchwyceniu odpowiedniego momentu i kontekstu danej restauracji i serwowanych w niej potraw. Jeśli pizza, to fotka kawałka placka z ciągnącym się serem jedzonego rękami, jeśli donuty – z ogromnymi kawałkami niezbyt zdrowo kojarzących się batonów, jeśli kebab – można uchwycić moment ścinania tłuściutkiego, przypieczonego mięsa, a kanapka z awokado koniecznie z lejącym żółtkiem. Wszystko jest zależne od nas i naszej wyobraźni. Poza pojedynczymi przykładami, większość restauracji, barów, food trucków można dostosować do ładnego podawania jedzenia, a należy pamiętać, że robienie zdjęć stało się na tyle powszechne, że dla wielu osób jest to ważniejszy element restauracyjnego przeżycia od samej konsumpcji. Jeśli zaprezentujesz swoje potrawy w atrakcyjnej formie, istnieje szansa, że ściągniesz do siebie nowych gości, dla których wartością samą w sobie są foodpornowe obrazki na talerzu.

To tylko wstęp do tematu i pierwszy tekst, który kierować będę do właścicieli restauracji, bo na poprawie wizerunku wielu obszarów gastronomii powinno zależeć nam wszystkim, bo im bardziej atrakcyjne formy na talerzu, tym większa szansa, że kolejne osoby prowadzące restauracje zaczną zwracać uwagę na szczegóły, a co za tym idzie może również na smak. Dajcie znać czy chcielibyście przeczytać jakieś poradniki w konkretnym temacie.

Total 9 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments