5 lat WPK – 5 przemyśleń na temat blogowania


Pięć lat temu wpadłem na pomysł, aby zacząć tworzyć swój własny kulinarny przewodnik po Wrocławiu z prostej przyczyny – zwyczajnie nie było nic takiego we Wrocławiu, a jako osoba jadająca poza domem dość często, byłem spragniony nowych wyzwań i smaków. Skoro nikt nie tworzył nic podobnego, postanowiłem zacząć opisywać swoje kulinarne przygody na stronie nazwanej naprędce Wrocławskie Podróże Kulinarne. Początkowo wychodziło to gorzej, z czasem coraz lepiej. Z czasem zacząłem odwiedzać też miejsca o innej specyfice, choć w dalszym ciągu udało mi się zachować pewną równowagę pomiędzy jedzeniem streetfoodowym czy w barach z domowymi obiadami a restauracjami z jedzeniem aspirującym nieco wyżej. Przez te wszystkie lata, krok po kroku, blogowanie zaczęło mi zajmować więcej czasu, aż do teraz, kiedy właściwie przez całą dobę jestem podłączony do prądu i działam w kwestiach blogowych. Pomyślałem sobie, że podzielę się z Wami pięcioma luźnymi przemyśleniami na temat blogowania na podstawie własnych doświadczeń. Czy warto było? Zdecydowanie!

ZASKOCZENIE

Rozpoczynając blogowanie zdawałem sobie sprawę, że w Polsce istnieją osoby żyjące z tej profesji. Ba, znałem kilka z nich, ale w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że w pewnym sensie stanie się to moim sposobem na życie. Pracowałem w szkole, prowadziłem własną działalność i raczej rozważałem mocniejsze pójście w kierunku, który obrałem sobie przed rozpoczęciem blogowania. W sumie w dalszym ciągu blog nie stanowi w 100% mojego uposażenia miesięcznego, bo pracuję zawodowo z dzieciakami w przedszkolach, ale pozwolił mi ograniczyć inne działania, dzięki czemu obecnie mam więcej czasu na twórczość w tematyce kulinarnej. Zanim jednak z blogowania zacząłem wychodzić choćby na minimalny plusik, inwestycje były spore. Wyobraźcie sobie tak w skrócie, że jecie codziennie przynajmniej raz poza domem, a częściej dwukrotnie w ciągu jednego dnia, a Wasz średni rachunek to pewnie 30-40 zł. Robi się trochę pieniędzy, choć oczywiście nie zamierzam narzekać, bo od zawsze lubiłem wydawać kasę na jedzenie i związane z nim rzeczy. W pewnym momencie zaczęły się jednak pojawiać współprace – z markami, sklepami, lokalnymi firmami, warsztaty, wystąpienia na festiwalach, promocje wydarzeń kulinarnych, dzięki czemu po jakichś 3-4 latach udało się zdobywać kieszonkowe na jedzenie, obecnie nieco więcej, choć i więcej na same posiłki w miesiącu wydaję. Tyle o kasie, nie ona jest najważniejsza – choć oczywiście ważna, a możliwość robienia czegoś, co faktycznie sprawia mi przyjemność, czym interesuję się od dziecka, a koniec końców sprawia…

RADOŚĆ

Moją największą blogową radością i spełnieniem jesteście Wy. Cała społeczność tworzona przez pięć lat. Społeczność różnorodna, zmieniająca się, miksująca od samego początku. Jesteście różni i to chyba największa siła, bo potrafimy tworzyć ciekawe dyskusje, ale i potrafimy się ze sobą pięknie nie zgadzać. Właśnie ten brak zgodności jest chyba najlepszy, a zarazem stanowi najdoskonalszy dowód dojrzałości. Kiedy widzę, że komentarz wrzuca osoba będąca z WPK od samego początku, zawsze uśmiecha mi się buzia, a uwierzcie, osobiście czytam i odpowiadam na te wszystkie komentarze. Czasami w nocy, przy zamykającym się oku, ale głównie na bieżąco, żeby chłonąć Wasz punkt widzenia. Wielokrotnie podpowiedzieliście mi ciekawe miejscówki – we Wrocławiu i poza, zwróciliście uwagę na błędy – merytoryczne i polonistyczne, za co bardzo, ale to bardzo dziękuję, bo dzięki temu wiem, że moja praca nie jest dla Was obojętna, a to chyba najgorsze, choć zdarza się też…

SMUTEK

Nauczyłem się żyć z tym, że pewnie 80% światka gastronomicznego w naszym mieście mnie nie znosi – bo przecież kiedyś pisałem o kebabach, a teraz nagle #grubasWPK stał się wyrocznią gastronomii wrocławskiej. Nigdy się nią nie stałem i nigdy bym się tak nie nazwał, bo nie pozwala mi na to mój charakter. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że WPK są sporą siłą na lokalnym rynku i potrafią wybudzić niejedną restaurację z letargu po zwykłym wpisie. Nie przeceniałbym jednak swoich możliwości, choć jednocześnie znam moją wartość i zwyczajnie przykro robi się słuchając tych wszystkich dyrdymałów na temat tego, że się sprzedałem, że sprzyjam celowo jednym, a innym robię pod górę, a że wpieprzam za darmo wszędzie, a że jak kogoś opiszę źle, to znaczy, że nie chciał mi zapłacić. Uwierzcie, nabrałem do tego wielkiego dystansu, nie reaguję już tak nerwowo jak na początku, bo te zarzuty padały od zawsze, ale nigdy, przenigdy nie pozwolę, aby jakiś anonimowy internetowy troll niszczył moje dobre imię i ciężką pracę. Jednego takiego krzykacza już spotkałem na żywo, ale kiedy postanowiłem podejść się przywitać, ten spuścił głowę i odszedł czym prędzej. Bo taka jest prawda o wariatach internetowych. Tym bardziej nie pozwolę na to, aby właściciel jakiegokolwiek miejsca dyskredytował mnie i moją moralność, której się nie wstydzę, bo napisałem, że robi złe bułki. Ja tworzę rzeczy pod swoim nazwiskiem, uczciwie w stosunku do siebie i do Was, i tak zwyczajnie w świecie po prostu nigdy nie zrozumiem tej zawiści ludzkiej, tej żółci wylewanej w komentarzach. Smutno się robi, kiedy czytasz jak łatwo innym przychodzi obrażanie kogoś w internecie. Byłem już grubasem, hu…, fraje.., debilem, sprzedajną kurw…, świnią, dziwką, itd. Czy to normalne, czy to ma coś wspólnego z normalnością? Pomyślcie sobie o tym następnym razem, kiedy ktoś napisze mi, że zbyt emocjonalnie podchodzę do pomyj wylewanych w moją stronę. Pomyślcie, czy tworząc coś w necie chcielibyście słyszeć takie rzeczy. I nie, nie ma to nic wspólnego z wolnością słowa czy krytyką. Nie mieszajmy dwóch systemów walutowych.

Choćby właśnie z tego względu zawsze kocham chodzić…

POD PRĄD

Przerażają mnie te wszystkie nijakie blogi prowadzone przez ludzi bez charyzmy, na których nie uświadczy się grama krytyki. Bo jak to tak, napisać, że ktoś robi coś złego, że działa fatalnie w social mediach, że wyzywa swoich gości? Przecież to nie wypada! Od zawsze miałem w tyłku czy coś wypada, czy nie. Jako odbiorca innych blogów kocham wyraziste opinie, z którymi nie zawsze muszę się zgadzać, ale zawsze doceniam, że u autora pojawił się jakiś proces myślowy, chęć przemyślenia tematu, wrzucenia go pod dyskusję. Uwielbiam tematy, które nie są oczywiste, którymi poruszam Was do dzielenia się swoimi przemyśleniami. Skracając – jeśli coś mnie wkurza, jeśli coś mnie razi, staram się o tym pisać zazwyczaj dość szybko. Także dlatego, że zwyczajnie zależy mi na tym, aby wrocławska gastronomia rozwijała się miarowo i cały czas parła do przodu, a tego nie da się zrobić bez pokazywania patologii. Wielu osobom może się to nie podobać, wiele osób może narzekać na zbyt wyraziste osądy i szanuję to, ale mogę obiecać jedno – na pewno nie zmienię obranej drogi, bo tak samo robię w swoim życiu poza blogiem i obce jest mi…

PIEKIEŁKO

Pamiętam pierwsze zachłyśnięcie się „blogowaniem”, kiedy na facebookowym liczniku znajdowało się jakieś 1300 osób. Wtedy zaczęły przychodzić pierwsze zaproszenia na darmowe kolacyjki – z nich nigdy nie korzystałem, blogowe imprezy, sam zacząłem się interesować wyjazdami na imprezy na blogerów. Na szczęście szybko mi to minęło, kiedy zobaczyłem od środka ten świat ludzi jarających się dostawaniem darmowego jedzenia i dwóch par skarpetek. Ba, do tej pory wielu jedzie na tym „fejmie” i zajada w najlepsze na koszt właścicieli myślących, że zaproszenie kogoś, kto nie ma za sobą żadnej społeczności, ma sens. Tutaj moja rada dla młodych blogerów – róbcie swoje, nie traćcie czasu na imprezach branżowych, tylko działajcie, wymyślajcie tematy na własną rękę, szukajcie inspiracji i edukujcie się. To jest jedyna droga, a po czasie skumacie, że ten świat proszonych kolacyjek, darmowych perfum lub piw nie jest fajny. Mówię to z pełną odpowiedzialnością z perspektywy człowieka, który to przeżył na własnej skórze, zdążył się podniecać pierwszymi zaproszeniami do barterowej współpracy. Fakt, że ja nie nadaję się do takiego życia, to druga sprawa, bo niespecjalnie lubię przebywać w jednym miejscu z ludźmi, z którymi wiem od razu, że nie będzie wspólnego frontu porozumienia. Jeśli powiecie, że to aspołeczne zachowanie, to spoko. Ja myślę, że po prostu racjonalne wykorzystywanie życia i niechęć do tracenia czasu. Najbardziej bawi mnie, kiedy mi dostaje się za rzekome sprzedawanie restauracjom od anonimów piszących o tym, że lepiej czytać inne blogi. Inne, których prowadzący notorycznie biorą kasę za promowanie poszczególnych miejsc, tylko nie mówią o tym głośno. Na zdrowie moi mili.


Może tych pięć punktów wygląda nieco chaotycznie, ale uznajmy, że to mój dzień, dzień mojego bloga i mogę sobie na to pozwolić. Od początku, czyli od pięciu lat dzielę się z Wami moimi przemyśleniami na różne tematy i tak samo chciałem to zrobić dzisiaj. Pięć lat minęło od założenia WPK. Szmat czasu. Rozpoczynałem, kiedy nie miałem jeszcze dzieci, obecnie mam dwóch synów. Rozpoczynałem pracując w szkole, obecnie w dalszym ciągu staram się edukować innych. Rozpoczynałem mając zajawkę na jedzenie, choć jeszcze niewielką wiedzę. Obecnie zajawka jest jeszcze mocniejsza, a wiedza i świadomość nieporównywalnie większa. Chyba udało mi się uniknąć nudy i znudzenia blogowaniem, a liczba tematów, które mam zamiar poruszyć w najbliższym czasie na spokojnie wystarczyłaby na kilka lat. 

Dziękuję Wam za te pięć lat, zapraszam na pięć kolejnych!

Total 36 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments